Przejdź do głównej zawartości

Posty

Pokolenia

Siedzę wpatrzona w kolejną pełnię. Myślę o tych ludziach, którzy byli tu kiedyś przede mną. Bez zegarów, smartfonów, z czasem mierzonym kolejnymi wschodami i zachodami, pełniami i całkiem czarnymi nocami. Łączy mnie z nimi niewidzialnie jego niezmienna tarcza, odmierzająca kolejne pokolenia. Przypominam sobie niedokładnie wszystkie przesądy i powiedzenia, które znała babcia na temat księżyca. Nie przypomnę ich już sobie dzisiaj dokładnie, śmiejąc się z nich zawsze, mając za zabobony i nic nie warte wierszyki. Jest przecież nauka. Jest coś potężniejszego od śmiesznych rymowanek. Nie umiałam pojąć wtedy i docenić wszystkich pokoleń matek i babek stojących swoją prostą mądrością za tym przekazywanym sobie porzekadłem. Dzisiaj jest inaczej. Dzisiaj czuję te niewidzialne nici, które mnie łączą z dziedzictwem moich przodków. Dostrzegam w sobie miłość do ziemi, do jej najprostszych prawd, do prostych zasad rządzących światem, do kilku bogactw. Wystawiam twarz do słońca, tak jak robiła to moja...

...a mi bardziej

Czasem bywa i tak, w próżnym, naiwnym kobiecym umyśle, że skoro się dni kilka unikało jedzenia rozsądnego, stałego, ciepłego, o porach - powiedzmy - przyzwoitych, to ostatecznie, po trudach tych wielu, można pójść na całość i zjeść hamburgera. Takiego, co to chodzi za człowiekiem kilka miesięcy, drepcze, człapie, na chwilę się przyczai, żeby wyskoczyć niespodziewanie z reklamy internetowej - na przykład. Nie jest to hamburger niedostępny zupełnie, wyidealizowany, zachowany tylko we wspomnieniach i przyprawiony szczyptą doskonałości, jaką zna jedynie nasza wybiórcza pamięć. Nie. Jest to danie pospolite, trywialne wręcz, serwowane w wiejskiej pizzeri, od lat kilku już, podnoszące swoją wartość jeśli chodzi o cenę przynajmniej, bo jeśli idzie o jakość to gwałtem na jego smaku w wersji zbójnickiej było zastępowanie oscypka serkiem góralskim jak mniemam, oraz żurawiny czymś ledwie podobnym. Mniejsza. Można się jednak skusić, raz na jakiś długi czas, przyjmując ryzyko lekkiego rozczarowania...

Fortepian

Tak mi się czasem marzy i cni, tak mi się zachce gdzieś w duszy, Taka mnie nagle tęsknota ogarnie I nie da się zbyć byle czemu. Gdyby ktoś dla mnie specjalnie Usiadłszy wprzódy w smokingu czarnym Zagrać coś zechciał na fortepianie Z czułością wielką wprost dla mojej duszy. Gdybyż ów człowiek z pasją ogromną  Uderzać zechciał w klawisze, grając  Być może dzieło wielkiego Brahmsa Lub też, być może, coś całkiem swojego. Siedząc bliziutko w ciszy zupełnej  Chłonęłabym cała ciężkie tony basów  Układając przyciężkie akordy na piersi Czując jak mnie reszty tchu pozbawiają. Drgałyby w uszach jak kryształki lodu Ostatnie dalekie klawisze wysokie Wibrując w sercu, w uszach, w oczach, Wyciskając ostatnie radosne łzy. Wśród melodii różnych, cudownych Płynących spod dłoni pięknych, uczonych, Przy szeroko otwartych oczach  Płynęłabym nad światem nurtem pięciolinii. Wzruszyć się i ucieszyć, zaskoczyć, wyczekiwać, Być tak blisko, żeby poczuć bicie serca Pozwolić się dotknąć w n...

Dwie siostry

Siostrzane relacje są wdzięcznym tematem powieści i poematów, chociaż zawsze mnie zastanawiało dlaczego... W końcu mama zawsze powtarzała: "jesteście siostrami, macie być dla siebie dobre" i na tym filozofia się kończyła. Dobrze dla literatury polskiej, że z moją mamą nie rozmawiał Słowacki pisząc "Balladynę", bo bez tragedii i rozlanej krwi przeszedł by pewnie bez echa. Za to Gryzelda i Anastazja dla siebie były bardzo dobre, gorzej w relacjach z Kopciuszkiem. O tym, że relacje siostrzane mogą być trudne, zawiłe i ocierać się co rusz o tragedię przekonałam się dzisiaj, jak nigdy wcześniej. W naszym cichym i spokojnym wiejskim kościółku, gdzie Misterium Przemiany odbywa się przy śnieżnobiałym ołtarzu, a wierni w cichej modlitwie proszą o najprostsze łaski, dramat przypełza cicho i niespodziewanie.  Dwie siostry, bliźniaczki. Letnie stylówki okraszone nerkami - różnymi - żeby je można było chyba jakoś rozpoznać. Długie minuty płyną leniwie, w tle czytania i tragedia ...

Pasek

Nie sprawdzałam średniej. Nie odświeżałam dziennika z ciekawością, czy poprawił ocenę, czy ktoś coś dopisał, czy bardziej czwórka, czy bardziej piątka. Nie było między nami rozmowy o oczekiwaniach. Nie było liczenia, dążenia do jakiegoś poziomu. Były raczej rozmowy o tym, dlaczego zaległości są złe. Co się stanie, jeśli zaniedba się podstawy. Pamiętam przecież te dni, kiedy nawał prac ściągał nas do domu późnym wieczorem, ze zmęczeniem na takim poziomie, że ledwo starczało na spakowanie się, o nauce nie wspomnę. Pamiętam przegapione kartkówki. Pamiętam wspólne wkuwanie, kiedy on się denerwował że za dużo tego na jego małą głowę. Pamiętam moje wybuchy złości, kiedy na moje takie łatwe pytania on nie znał odpowiedzi. Kiedy myliły się daty i nazwiska. Kiedy nie chciał rozmawiać. Kiedy płakał, bo nie ogarniał. Pamiętam przejrzane strony internetowe w poszukiwaniu testów i sprawdzianów. Pamiętam szczęśliwe uśmiechy po kolejnych dobrze rozwiązanych zadaniach. Lubiłam, kiedy przychodził z not...

...a zaczęło się w 1933

Już chyba nie śpiewalibyśmy Ci sto lat, bo to po dziewięćdziesiątce nie wypada... Nie żałuję, że Cię już z nami nie ma, cieszę się, że tak długo byłaś. Że tyle Cię było w moim młodym życiu, które przecież woli zabawę i niebieskie migdały, zakochanie i marzenia o czymś wielkim. Cieszę się, że były te duszne dni w letniej kuchni, te wakacyjne wspólne zajęcia, ta polka Dziadek równo o dziewiątej, nasza ulubiona prognoza pogody i reklamy Tour de Pologne. Twoje miny na każdą okazję, gwizdanie i przewracanie oczami. Ta Twoja milcząca cierpliwość i ciągłe powroty do przeszłości. Wspólnie śpiewane piosenki. Wspólne robienie masła, kołocza z posypką w sobotę, kompotów z truskawek od szwagra, marmolady z jabłek od sąsiada. Twoja pokora ucząca mnie przykładem, wpojona miłość do ziemi i tego co nam daje. Wycieczki w duszne popołudnia po maliny do lasu, żmudne obieranie krzaków porzeczki, wmawianie mi, że agrest jest słodki. Te lata pełne czerpania od Ciebie miłości, troski, wiedzy, doświadczenia. ...

Mori

Znów mi smutniej na świecie, ubyło serdecznego śmiechu. Dobroci, co się nieproszona sama przejawia, pomocnej dłoni na kiepskie czasy. Prostoty rozumienia skomplikowanych spraw i przyjmowania tego co jest, jakby musiało być.  Znów mi tu bardziej samotnie. Jakby wszyscy tam uciekali. Do tej spokojnej krainy, zielonej od morza traw, spokojnej murem lasów na horyzoncie, błogiej błękitem bezbrzeżnego nieba. Dźwięcznej cykadami, słowikami i trzmielami. Pachnącej świeżym chlebem, który ktoś zostawił na drewnianym blacie. Znów coś już było po raz ostatni. Chociaż się wtedy nie wydawało. Podpełzło zdradziecko, zabrało. Ostatnie do widzenia dziś brzmi jak groteska. Teraz już wiem, że to co mi w pamięci zostało w ramkę muszę zamknąć ostatniego wspomnienia i hołubić w sercu na zawsze. Nie chcę się żegnać i tęsknić już zawsze. Wolę przed oczami Twój uśmiech wesoły.  Zostały żarty niewypowiedziane, wspólne kawy nie wypite, uściski skreślone przez śmierć. Okulary nikomu niepotrzebne, buty, k...