Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2025

Świąteczna pocztówka

 Pamiętam jedne piękne, białe święta. Gdzieś między 2001 a 2003 rokiem, chociaż ciężko mi powiedzieć który to był dokładnie rok. Wtedy jeszcze w domu pełnym ludzi. Ciepłym od kaloryferów i węglowego pieca u babci. W którym co jakiś czas słychać było potężne trzaśnięcie drzwiami, kiedy dziadek wychodził na podwórko, lub z niego wracał. Zawsze wpuszczał trochę rześkiego, zimowego powietrza do środka.  Mój pokój pełnił zaszczytną funkcję pokoju gościnnego, w którym rok rocznie odbywała się Wigilia. Stąd łóżko musiało zostać uprzątnięte, biurko uporządkowane, a moim zadaniem było udekorowanie stołu. Uzbrojona w tradycyjny obrus, żelazko i radio spędzałam kilka godzin na tym szykowaniu. Wpadając co chwila do babci na siku, herbatę, kawę, wodę do żelazka, łapałam kolejne zapachy odnotowując kolejne etapy przygotowań do świąt. Zupa rybna, moczka, kapusta, makówki, znowu rybna, ale już odcedzona, kompot z suszu, znowu makówki, parujące rybie głowy. Do tego dziadek z moją mamą zachwyca...

Prezentobranie

Pamiętam, kiedy dotarło do mnie, że Dzieciątko nie istnieje. To była moze druga lub trzecia klasa. Późno być może, ale jak można inaczej wytłumaczyć pojawiające się znienacka pod choinką prezenty w kolorowych świątecznych reklamówkach z dużego orzeskiego GS-u? Jak inaczej wytłumaczyć, że dostałam lalkę Barbie, moje siostry też, każda dostała swoją, a przecież mama milion razy powtarzała, że nie mamy za dużo pieniędzy? A taka lalka to pewnie kosztuje dużo. I nie widziałam jej w domie towarowym, a przecież to było centrum świata. Jak wytłumaczyć, że kapcie zawsze pasowały idealnie, że były pod choinką akurat wtedy, kiedy w starych wychodził już duży palec? Innego wytłumaczenia, niż wszechwiedzące Dzieciątko, które chyba rzeczywiście wszystko widzi, nie było.  Czar prysł, kiedy u babci pod choinką znalazłam książkę. Jeden z nielicznych niepraktycznych prezentów. Babcia wiedziała, że bardzo lubię czytać, ale Dzieciątko też mogło wiedzieć. Ale Dzieciątko nie potrafiło pisać tak jak babc...

Do D

Myślałam, że sobie poszłaś. Że odpuściłaś nareszcie. Z radości zrzuciłam zbroję, schowałam wszystkie bronie. Zaczęłam widzieć wyraźniej, więc czemu cię nie dostrzegłam? Chwilowy oddech pomyliłam z trwałym pokojem. Ukojenie ciszą rozproszyło uważność. A ty stałaś tuż obok. Nie czułam wbijanych w plecy szpilek. Nie bolały kąsania złośliwych uwag. Lekki śmiech zagłuszył twoje utyskiwania. Czasem mignęłaś mi w lustrze, grymasem twarzy na mój własny widok. Zmęczyłaś mnie kilka razy, gdy już chyba tylko udawałam. Pozwalałaś zachłysnąć się radością, żeby zalać żółcią serce na tygodnie. Nie dałaś za wygraną, odpoczęłaś tylko, przeładowałaś broń i atakujesz na nowo. Wiesz, że nie mam szans. Zanim sie zorientowałam, było już za późno. Szarpałaś sercem jak zwariowana maszyna. Budziłaś, za każdym głębszym sennym oddechem. Ściskałaś głowę imadłem strachu, bólu, cierpienia. Wpełzałaś w piersi i kłułaś strachem. Palilaś płuca zbyt szybkim oddechem. Widze Cię już wyraźnie, wściekłą, atakującą jak zra...

Tata, jestem już dorosła

Cześć Tata.  Chciałam Ci się pochwalić, że wreszcie dorosłam. Może z Tobą byłoby mi łatwiej, ale wiesz, dałam radę. Nie jestem tym, kim chciałeś, żebym została. Nie jestem nawet tym, kim sama chciałabym być. Ale wiesz, jestem już dorosła i jestem tym, kim muszę być. Nie spełniam Twoich marzeń, przepraszam. Zaczęłam mieć wreszcie swoje własne. I troszkę popychana przez przyjaciół spełniam je powoli. To bardzo przyjemne, kiedy robisz coś, co powoduje uśmiech na Twojej twarzy. I wiesz Tata, bardzo mi przykro, że nie miałeś tych chwil za wiele. Nie rozumiałam wtedy, tak dawno temu, Twojej ucieczki w muzykę. Nie rozumiałam głośnego Queena i setek prób zagrania melodii na keybordzie. Dziś słuchałabym z Tobą, bo wiesz Tata, dziś jestem dorosła. Humor mamy ten sam, wiesz. Moglibyśmy robić na każdej imprezie za lożę szyderców. Prześmiewczą i okrutnie ironiczną. Oglądać stare kabarety, bo te nowe to już nie to. Parskać śmiechem na "Samych Swoich" i cytować wszystkie dialogi. Robić te s...

Twój największy wróg

Czasem Twój umysł to Twój największy wróg. Cichy, podstępny, dobrze przygotowany, znający Twoje mocne i słabe strony. Atakuje, kiedy chce, bez ostrzeżenia i powodu. Podrzuca Ci wstrętne, mroczne myśli najdziwniejszych treści. Z każdej strony poddaje wszystko w wątpliwość - myśli, uczucia. Wiarę w ludzi i ich dobre zamiary. W przyjaźń. W dobre słowa. Cichym wieczorem wywraca Twój spokój do góry nogami. Wyszukuje z pamięci kiepskie obrazy z wojennych lektur, zasłyszane kiedyś przelotnie wiadomości, straszy chorobą, wojnami, samotnością i strachem. Napawa Cię lękiem przed strachem. Z czasem zaciska Ci szczęki, wytrąca serce z miarowego rytmu. Oszalałymi rzutami wzburza krew w środku nocy. Cały dzień żyjesz w cieniu oczekiwania na najgorsze. Każda syrena powoduje drżenie rąk, każdy telefon szybsze bicie serca. Za jakiś czas czujesz się chory. Poważnie i rzeczywiście. Bóle zatruwają Ci dni, rozmyślania noce. Zaciera się granica między pewnością, że to strach a wątpliwościami, ze to coś więc...

Wiankowego portretu część ostatnia

 Trylogii część trzecia. To nie my wszystkie Stanowickie Babeczki, ale te, które swoją obecnością drgnęły moją duszą. M jest uosobieniem antycznej rzeźby. Ma posągową twarz, którą jednak od kamienia różnią serdeczne, ciepłe, pełne uczuć oczy. Jest dla mnie jak antyczny wzorzec - zawsze idealna fryzura, idealny makijaż, idealny strój dopieszczony do najmniejszego szczegółu. Idealnie zorganizowana, wszystko ma na czas i o wszystkim zawsze myśli z wyprzedzeniem. Potrafi zaskoczyć pomysłowością, inspiruje i ciągnie nas w górę. Podziwiam jej talent do urzędowych pism. Tam nie ma przecież miejsca na polot i fantazję, a jedynie na konkretne słowa niosące realne treści. Konkretna, zdecydowana, nie przyjmuje, że może być inaczej niż zaplanowała. Ogromne, miękkie serce, miłość do piękna i rodziny, codzienna troska o innych. Taka w skrócie jest posągowa M. E próbuje być dla nas zgryźliwą tetryczką, ale za bardzo ją kochamy, żeby się dać złapać na te pozory. Inteligentna i błyskotliwa, ciągle ...

Wiankowy portret - kolejne szkice

A ma czarne oczy Cyganki. Ale nie, nie takiej, co to nią straszą dzieci. Takiej, co w sercu ma żar, w oczach błysk a na ustach zalotny uśmiech. Właśnie taka trochę jest A. Kiedy idzie, każdy krok jest pewny siebie, zalotny, kobiecy, a mnie się wydaje, że słyszę pobrzękiwanie złotych bransoletek. Pasują do niej falbaniaste suknie, chociaż zamienia je na spodnie. Jak się uśmiecha, widać małą psotnicę. Sądzę, że uwielbia zabawę, dobre towarzystwo na pewno. Brak tylko ogniska, wokół którego mogłaby tańczyć. Oczy jak czarne węgle, a w sercu prawdziwy diament. Pomocna, opiekuńcza, cierpliwa. Zbyt wiele widziała i przeszła, by martwić się nieistotnymi sprawami. Nasza mistrzyni igły i kopalnia modowych pomysłów.  B jest jak bombonierka. I to taka dobrze zapakowana. Pamiętacie piosenkę Grzegorza Turnaua i Basi Stępniak -Wilk? O takiej bombonierce, co skrywa słodką tajemnicę. B również. Cicha i skryta. Uważnie słuchająca, ale sama niewiele mówi. Co jakiś czas zza papierka wyłania się kawałe...

Wiankowy portret

D ma oczy jak koniakowe bursztyny. Przepiękne, te najdroższe, z inkluzjami, które czynią je niepowtarzalnymi. I ona cała jest jak bursztyn. Na wskroś naturalna. Prawdziwa. Z każdą zmarszczką, plamką na dłoni, ze szczerością w sercu. Jest ciepła. Bursztyny są ciepłe. Emituje delikatne ciepło, w którym sporo z nas chciałoby się ogrzać. Ciepło akceptacji, brania życia jak leci, lekkiego humoru i codziennej wytrwałej pracy. Zawiera w sobie prawdy zaszyte przez pokolenia. Mówi prosto, otwarcie i prawdziwie. Czerpie z przeszłości, z bogactwa prastarej mądrości. Nie potrafi milczeć, ale dziwne, że zawsze trafia w sedno, choćby to kłuło i bolało. K jest jak diament w piosence Marilyn Monroe. Najlepszy przyjaciel dziewczyny. Ona sama jest właśnie jak diament, błyszczy, chociaż wcale nie musi się starać. Ale to uwielbia. Gwiazdka. Ale nie puste świecidełko. Ma w sobie seks, szyk i błysk, zupełnie jak wspomniana aktorka. Zdaje się ulotna w swej eterycznej urodzie. Zbyt doskonała jak na rzeczywist...

Myślodsiewnia

Chciałabym mieć myślodsiewnię Dumbledore'a. Dyrektor szkoły magii Hogwart posiadał magiczną czarę, do której mógł włożyć myśli wyciągnięte z własnej głowy. Te, które były zbędne, których było za dużo, które przeszkadzały w jasnym myśleniu. Być może wrzucał tam również te, które go smuciły, przerażały, przygnębiały. Ja bym na pewno tak robiła. Jest ich w mojej głowie za dużo po prostu. Ściskają się tam, kłębią, jak żmijowisko. Głównie te złe, szpetne, smutne. Strachy, obawy, lęki. Krzywdy, niesprawiedliwości, zło. Miliony informacji, obrazów, emocji. Wszystko trafia we mnie jak celny pocisk. Moja głowa przed niczym nie potrafi się ochronić. Chciałabym, żeby nie docierało do niej nic. Ciągle przetwarza, wyciąga z przeszłości, sprzed chwili, miesza i śle wizje. Męczy trwożliwe serce tysiącem złych obrazów. Nie potrafię ich wyrzucić, a przecież ich nie chcę. Czuję, że już tam jest za ciasno, że kąsają, atakują, nie potrafię uciec, przestać myśleć, nie panuję nad nimi. Nie mam ucieczki...

Dożynki

Dożynki zawsze były bliskie mojemu sercu. Jako wnuczka gospodarzy tematy rolnicze mam we krwi. Wychowana w poszanowaniu natury, ukochaniu jej darów i szacunku wobec jej potęgi. Małe gospodarstwa rozsiane po śląskiej ziemi są moim najukochańszym wspomnieniem minionych lat, a ich zmniejszająca się liczba smuci mnie ciągle. Nasz wyjątkowy Heimat upstrzony szybami kopalń, hałdami, ceglastymi familokami, kominami hut, a między tym wszystkim pocięte miedzami kawałki pól i łąk. Pasące się krowy, kozy. Zaprzątnięte do gospodarskich maszyn konie, kiwające łbami przy ciężkiej pracy. Na równi z traktorami i kombajnami. Wzajemne pozdrowienia i słynne: "Szczęść Boże". Któż bowiem jest bliżej Boga jak ten, który w codziennej pracy zachwyca się Jego dziełami. Mglistymi wiosennymi porankami, kiedy gnój parował na widłach. Rześkimi wschodami, kiedy nawet krowy niechętnie wstawały ze słomy. Wilgotną, świeżo zoraną ziemią gotową na sianie i sadzenie. Kwietniowymi deszczami dającymi życie. Majow...

Babeczki z rodzynkami

Czuję już na plecach oddech zbliżającej się imprezy, w której organizację włączyłam się wraz z koleżankami z koła gospodyń wiejskich. Reaktywowane KGW to poza moją osobą kilkanaście kobiet w różnym wieku, różnych zawodów, zainteresowań i poglądów. Jakoś tak się złożyło, że dobrze nam ze sobą, w naszym babskim towarzystwie. Ciężko nas porównać do podobnych formacji sprzed jeszcze choćby dekady. Kolorowe wianki, zwiewne spódnice i t-shirty z zaprojektowanym dla nas logiem. W końcu robić coś dla innych można i bez szumnego stroju. Pokazywać naszą kulturę i tradycję można też w dżinsach, ale za to z gorącym sercem. Ostatnio myślę gdzie byśmy były bez tych, którzy cicho i wiernie towarzyszą nam w tym wariactwie. Naszych mężów.  Siedzimy do późna na próbie. Śpiewy, teatry, kupa śmiechu i poważne rozmowy rozpływające się w gęstej czerni nocy. Ten jeden dzień, kiedy kto inny ogarnia kolację, kąpanie i mycie zębów. Kiedy ktoś siedzi sam na kanapie z pustym miejscem obok. Kiedy nie ma kogo z...

List do Taty #3

Wyślij pocztówkę, choć może lepiej  list napisz długi  na czerpanym papierze. Opowiedz to wszystko  czego w tamtym czasie usta strwożone prawdą  nie wypowiedziały. Ucisz tęskniące serce, żalem ściśnięte od dawna, ciche w swym łkaniu daremnym samotne w swej małej żałobie. Pogłaszcz mnie we śnie  szukającą Ciebie jak Jan swej Urszulki po wszystkich zaświatach. Napisz mi proszę, czy serce wciąż gorące, czy pamięć wciąż o nas jak nasza o Tobie? Daj znać, czy u Ciebie sierpniowe słońce się złoci, poranna rosa rzeźwi, wiatr pachnie schyłkiem lata? Czy tam gdzie jesteś, niebo jest błękitne, czy możesz leżąc  zgadywać kształty chmur? Czy dojrzewa śliwka, czy kwitnie wrotycz, czy się czerwienią  dzikie jabłka w sadach? Czy Twoje oczy brązowe  wciąż bystre i czujne, czy wąs wciąż i Ciebie i gęsta czupryna? Napisz choć słowo, napisz choć zdanie, niech wiem że Ci się nie dłuży  na mnie czekanie....

Pokolenia

Siedzę wpatrzona w kolejną pełnię. Myślę o tych ludziach, którzy byli tu kiedyś przede mną. Bez zegarów, smartfonów, z czasem mierzonym kolejnymi wschodami i zachodami, pełniami i całkiem czarnymi nocami. Łączy mnie z nimi niewidzialnie jego niezmienna tarcza, odmierzająca kolejne pokolenia. Przypominam sobie niedokładnie wszystkie przesądy i powiedzenia, które znała babcia na temat księżyca. Nie przypomnę ich już sobie dzisiaj dokładnie, śmiejąc się z nich zawsze, mając za zabobony i nic nie warte wierszyki. Jest przecież nauka. Jest coś potężniejszego od śmiesznych rymowanek. Nie umiałam pojąć wtedy i docenić wszystkich pokoleń matek i babek stojących swoją prostą mądrością za tym przekazywanym sobie porzekadłem. Dzisiaj jest inaczej. Dzisiaj czuję te niewidzialne nici, które mnie łączą z dziedzictwem moich przodków. Dostrzegam w sobie miłość do ziemi, do jej najprostszych prawd, do prostych zasad rządzących światem, do kilku bogactw. Wystawiam twarz do słońca, tak jak robiła to moja...

...a mi bardziej

Czasem bywa i tak, w próżnym, naiwnym kobiecym umyśle, że skoro się dni kilka unikało jedzenia rozsądnego, stałego, ciepłego, o porach - powiedzmy - przyzwoitych, to ostatecznie, po trudach tych wielu, można pójść na całość i zjeść hamburgera. Takiego, co to chodzi za człowiekiem kilka miesięcy, drepcze, człapie, na chwilę się przyczai, żeby wyskoczyć niespodziewanie z reklamy internetowej - na przykład. Nie jest to hamburger niedostępny zupełnie, wyidealizowany, zachowany tylko we wspomnieniach i przyprawiony szczyptą doskonałości, jaką zna jedynie nasza wybiórcza pamięć. Nie. Jest to danie pospolite, trywialne wręcz, serwowane w wiejskiej pizzeri, od lat kilku już, podnoszące swoją wartość jeśli chodzi o cenę przynajmniej, bo jeśli idzie o jakość to gwałtem na jego smaku w wersji zbójnickiej było zastępowanie oscypka serkiem góralskim jak mniemam, oraz żurawiny czymś ledwie podobnym. Mniejsza. Można się jednak skusić, raz na jakiś długi czas, przyjmując ryzyko lekkiego rozczarowania...

Fortepian

Tak mi się czasem marzy i cni, tak mi się zachce gdzieś w duszy, Taka mnie nagle tęsknota ogarnie I nie da się zbyć byle czemu. Gdyby ktoś dla mnie specjalnie Usiadłszy wprzódy w smokingu czarnym Zagrać coś zechciał na fortepianie Z czułością wielką wprost dla mojej duszy. Gdybyż ów człowiek z pasją ogromną  Uderzać zechciał w klawisze, grając  Być może dzieło wielkiego Brahmsa Lub też, być może, coś całkiem swojego. Siedząc bliziutko w ciszy zupełnej  Chłonęłabym cała ciężkie tony basów  Układając przyciężkie akordy na piersi Czując jak mnie reszty tchu pozbawiają. Drgałyby w uszach jak kryształki lodu Ostatnie dalekie klawisze wysokie Wibrując w sercu, w uszach, w oczach, Wyciskając ostatnie radosne łzy. Wśród melodii różnych, cudownych Płynących spod dłoni pięknych, uczonych, Przy szeroko otwartych oczach  Płynęłabym nad światem nurtem pięciolinii. Wzruszyć się i ucieszyć, zaskoczyć, wyczekiwać, Być tak blisko, żeby poczuć bicie serca Pozwolić się dotknąć w n...

Dwie siostry

Siostrzane relacje są wdzięcznym tematem powieści i poematów, chociaż zawsze mnie zastanawiało dlaczego... W końcu mama zawsze powtarzała: "jesteście siostrami, macie być dla siebie dobre" i na tym filozofia się kończyła. Dobrze dla literatury polskiej, że z moją mamą nie rozmawiał Słowacki pisząc "Balladynę", bo bez tragedii i rozlanej krwi przeszedł by pewnie bez echa. Za to Gryzelda i Anastazja dla siebie były bardzo dobre, gorzej w relacjach z Kopciuszkiem. O tym, że relacje siostrzane mogą być trudne, zawiłe i ocierać się co rusz o tragedię przekonałam się dzisiaj, jak nigdy wcześniej. W naszym cichym i spokojnym wiejskim kościółku, gdzie Misterium Przemiany odbywa się przy śnieżnobiałym ołtarzu, a wierni w cichej modlitwie proszą o najprostsze łaski, dramat przypełza cicho i niespodziewanie.  Dwie siostry, bliźniaczki. Letnie stylówki okraszone nerkami - różnymi - żeby je można było chyba jakoś rozpoznać. Długie minuty płyną leniwie, w tle czytania i tragedia ...

Pasek

Nie sprawdzałam średniej. Nie odświeżałam dziennika z ciekawością, czy poprawił ocenę, czy ktoś coś dopisał, czy bardziej czwórka, czy bardziej piątka. Nie było między nami rozmowy o oczekiwaniach. Nie było liczenia, dążenia do jakiegoś poziomu. Były raczej rozmowy o tym, dlaczego zaległości są złe. Co się stanie, jeśli zaniedba się podstawy. Pamiętam przecież te dni, kiedy nawał prac ściągał nas do domu późnym wieczorem, ze zmęczeniem na takim poziomie, że ledwo starczało na spakowanie się, o nauce nie wspomnę. Pamiętam przegapione kartkówki. Pamiętam wspólne wkuwanie, kiedy on się denerwował że za dużo tego na jego małą głowę. Pamiętam moje wybuchy złości, kiedy na moje takie łatwe pytania on nie znał odpowiedzi. Kiedy myliły się daty i nazwiska. Kiedy nie chciał rozmawiać. Kiedy płakał, bo nie ogarniał. Pamiętam przejrzane strony internetowe w poszukiwaniu testów i sprawdzianów. Pamiętam szczęśliwe uśmiechy po kolejnych dobrze rozwiązanych zadaniach. Lubiłam, kiedy przychodził z not...

...a zaczęło się w 1933

Już chyba nie śpiewalibyśmy Ci sto lat, bo to po dziewięćdziesiątce nie wypada... Nie żałuję, że Cię już z nami nie ma, cieszę się, że tak długo byłaś. Że tyle Cię było w moim młodym życiu, które przecież woli zabawę i niebieskie migdały, zakochanie i marzenia o czymś wielkim. Cieszę się, że były te duszne dni w letniej kuchni, te wakacyjne wspólne zajęcia, ta polka Dziadek równo o dziewiątej, nasza ulubiona prognoza pogody i reklamy Tour de Pologne. Twoje miny na każdą okazję, gwizdanie i przewracanie oczami. Ta Twoja milcząca cierpliwość i ciągłe powroty do przeszłości. Wspólnie śpiewane piosenki. Wspólne robienie masła, kołocza z posypką w sobotę, kompotów z truskawek od szwagra, marmolady z jabłek od sąsiada. Twoja pokora ucząca mnie przykładem, wpojona miłość do ziemi i tego co nam daje. Wycieczki w duszne popołudnia po maliny do lasu, żmudne obieranie krzaków porzeczki, wmawianie mi, że agrest jest słodki. Te lata pełne czerpania od Ciebie miłości, troski, wiedzy, doświadczenia. ...

Mori

Znów mi smutniej na świecie, ubyło serdecznego śmiechu. Dobroci, co się nieproszona sama przejawia, pomocnej dłoni na kiepskie czasy. Prostoty rozumienia skomplikowanych spraw i przyjmowania tego co jest, jakby musiało być.  Znów mi tu bardziej samotnie. Jakby wszyscy tam uciekali. Do tej spokojnej krainy, zielonej od morza traw, spokojnej murem lasów na horyzoncie, błogiej błękitem bezbrzeżnego nieba. Dźwięcznej cykadami, słowikami i trzmielami. Pachnącej świeżym chlebem, który ktoś zostawił na drewnianym blacie. Znów coś już było po raz ostatni. Chociaż się wtedy nie wydawało. Podpełzło zdradziecko, zabrało. Ostatnie do widzenia dziś brzmi jak groteska. Teraz już wiem, że to co mi w pamięci zostało w ramkę muszę zamknąć ostatniego wspomnienia i hołubić w sercu na zawsze. Nie chcę się żegnać i tęsknić już zawsze. Wolę przed oczami Twój uśmiech wesoły.  Zostały żarty niewypowiedziane, wspólne kawy nie wypite, uściski skreślone przez śmierć. Okulary nikomu niepotrzebne, buty, k...

W rytm melodii

Kilka wirujących taktów porwało moje serce daleko. Skoczne i żywe nuty wybudziły go z bezpiecznego letargu. Czuję, jak w żyłach zaczynają pulsować ćwierćnuty, jak płuca pracują pod takt siedem ósmych. Między palcami przebiega melodia, jakbym mogła jej dotknąć i poczuć. Następny krok stawiam, jakbym miała tańczyć. Lekko i na palcach. W środku wszystko wiruje, spływa miękko do bioder i tam zostaje na dłużej. Palce same pstrykają, przymykam rozmarzone oczy, żeby lepiej słyszeć.  Spływa na mnie fala prawie fizycznej pieszczoty, kiedy każdy dźwięk i rytm spływa od czubka głowy przez ramiona i w dół powodując skurcze brzucha. Chciałabym w takiej chwili być gdzieś daleko, całkiem sama i wolna. Pozwalać słońcu całować się po twarzy, nie przejmować się fryzurą, którą szarpie wiatr. Dać mu wywiać z umysłu myśli złe, przykre, smutne. Obawy i lęki. I to, że nigdy i to, że zawsze. Zmarnować czas na siedzeniu w półuśmiechu z głową pełną przyjemnych myśli. Pozwolić łaskotać się trawom i wyobrażać...

Uśpiony zimowy świat

Zima usypia wszystko. Nagie, rozciapierzone gałęziami zimowe drzewa wyglądają za słońcem. Zdeptana, pożółkła trawa poddała się w nierównej walce i leżąc, czeka wiosny. Suche badyle traw bardziej straszą niż cieszą oko. Okazjonalnie przystrajają się w szadziowe sukienki, przypominając o trwającej zimie. Słońce wpada na chwilę, aby zniknąć szybko za horyzontem. Zazwyczaj wkłada futro z szarych, bądź granatowych obłoków i tak przechadza się leniwie, ledwo co dosięgając nas swymi promieniami. Czasem wypuści na zachodzie powłóczyste spojrzenie rozpalając niebo do czerwoności. Ptaków prawie nie słychać, czasem para sikorek się pokłóci o kawałek czegoś smacznego. Wróble korzystają z resztek po kocie. Czasem się boję, że zostawia je specjalnie, aby zapolować na któregoś małego żarłoka niezdolnego wzbić się w górę z pełnym brzuszkiem.  W naszym małym kącie pospały się również nasze domy. I te wielkie, przysadziste, z ponad stuletnią historią, i te mniejsze, młodsze. Trwają cichutko w te zim...

Wspomnień mała garść

Jest lipiec 1997 roku. Pada, wciąż pada. W lesie jest kilkucentymetrowa warstwa wody. W piwnicy ciągle chodzi pompa. Ja, blada i przerażona, z trwogą słucham prognozy pogody i Dziadka złorzeczącego na wszystko. Boje się bardzo. Jakimś zbiegiem okoliczności zostaje na noc u Babci w łóżku. Na szczęście tyłem do okna, z wysokim wezgłowiem, zza którego nie widać błyskawic. Wpatruję się w piękny uśmiech Babci na ślubnym obrazie dziadków na ścianie naprzeciw. Usypia mnie kojące, czerwone światło nocnej lampki. Po jakimś czasie Babcia siada obok i szepce różaniec. Taki, który moim zdaniem ochrania cały nasz dom.  Zima. Biała, puszysta, śnieżna i zimna. Dziadek prezentuje z dumą drewnianą, malowaną na zieloną bryczkę. Zrobił ją sam przy pomocy mojego Taty. Jest nieco toporna, ale nasza własna. Zabiera mnie z siostrami na piękną przejażdżkę lasem. Koń prycha i parska. Gałęzie nisko zwisające nad aleją co chwila uderzają nas w twarz. Trzęsie okrutnie. Jest pięknie. Słoneczne popołudnie, praw...

Nie moja bajka

Ktoś moją postać włożył do złej bajki. Bez dawno, dawno temu i brakuje sześciu lasów. Góry, zależy jak liczyć, ale siedmiu nie ma na pewno. Nie ma, że piękna i w ogóle w tej bajce bardzo wiele się różni od każdej jednej bajki. Jakoś mi tu nie na miejscu i wciąż jakby czekam na swoją rolę. Przemykam przez karty tej powieści, bez swojego miejsca i swojej historii. Wszędzie na chwilę i jakby przypadkiem. Do nikogo nie pasuję, taka z innej bajki. Ciągle wszystko za późno, źle i nie jak być powinno. Wciąż mieszkam w chmurach i snuję marzenia. Spoglądam na słońce przez krople rosy. Wystawiam twarz na wiatr i słucham co szepce. Słucham ciszy i muzyki. Widzę za dużo. Myślę za wiele. Rozrywam serce tysiącem wzruszeń. Tańczę w myślach, śpiewam, chociaż nie potrafię. Wplątuje palce w długie trawy. Doświadczam dotykiem świata dookoła. Spacerując nocą wpatruję się w gwiazdy. Zaczarowuje mnie zachód słońca. Urzekają barwy nieba, warstwy chmur i sylwetki samolotów. Podziwiam najmniejsze kwiatki na łą...