Przejdź do głównej zawartości

W rytm melodii

Kilka wirujących taktów porwało moje serce daleko. Skoczne i żywe nuty wybudziły go z bezpiecznego letargu. Czuję, jak w żyłach zaczynają pulsować ćwierćnuty, jak płuca pracują pod takt siedem ósmych. Między palcami przebiega melodia, jakbym mogła jej dotknąć i poczuć. Następny krok stawiam, jakbym miała tańczyć. Lekko i na palcach. W środku wszystko wiruje, spływa miękko do bioder i tam zostaje na dłużej. Palce same pstrykają, przymykam rozmarzone oczy, żeby lepiej słyszeć. 

Spływa na mnie fala prawie fizycznej pieszczoty, kiedy każdy dźwięk i rytm spływa od czubka głowy przez ramiona i w dół powodując skurcze brzucha. Chciałabym w takiej chwili być gdzieś daleko, całkiem sama i wolna. Pozwalać słońcu całować się po twarzy, nie przejmować się fryzurą, którą szarpie wiatr. Dać mu wywiać z umysłu myśli złe, przykre, smutne. Obawy i lęki. I to, że nigdy i to, że zawsze. Zmarnować czas na siedzeniu w półuśmiechu z głową pełną przyjemnych myśli. Pozwolić łaskotać się trawom i wyobrażać sobie siebie lekką i zwiewną jak one, tańczącą jak figlarne promyki popołudniowego słońca. Nabierać powietrza aż tyle, ile by się zmieściło w pełnym dźwięku wokalu, a śpiewać tylko w myślach. Pięknie i dźwięcznie, i czysto przede wszystkim. Brzmieć w głowie jak lodowy kryształ. A może zedrzeć gardło w krzyku, który źródło ma głęboko w trzewiach. Wykrzyczeć wszystko, co się milczeniem odłożyło i ciąży. Tak, żeby zmęczyło, żeby rzuciło na kolana, żeby pozwoliło wstać i znów się uśmiechnąć. 

Lubię też potuptać nóżką, poczuć rytm całym ciałem, pozwolić sobie na nielimitowaną produkcję endorfin i uśmiechać się szeroko sama do siebie, do tej muzyki, co mnie niesie, co pozwala przetrwać. 

Albo może dać się porwać na piracki statek i czuć na twarzy słone morskie powietrze, uśmiechając się zawadiacko w kierunku horyzontu. Innym razem stać pośrodku ogromnej orkiestry i szarpać duszę smyczkami żałosnych skrzypiec, co to płaczą najszczersze w pierwszym rzędzie. Zapłakać i wylać z siebie te schowane na dnie duszy smuteczki, żale, troski, tęsknoty. Małe i duże, te codzienne i całkiem nieprzyziemne. 

Miło też mi w skrytym, tajemnym zakątku myśli usiąść w czarnej sukni obok fortepianu i dać się uwieść prostej, zmysłowej melodii, dymiącej cygarem i smakującej koniakiem.... 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bez Ciebie

Było mi łatwiej nie pamiętać  bliskości Twoich szerokich ramion mapy pieprzyków na Twoich plecach  zagłębienia obojczyka linii szyi znajomej jak droga do domu Było mi łatwiej bez dotyku, zapachu bez znajomego uścisku  z pustym miejscem na plecach po Twoich ciepłych dłoniach  ...Niż z tym jednym przytuleniem Wróciła jak trzaśnięcie biczem pamięć o wszystkich chwilach spędzonych w tych ramionach o wszystkich tańcach z twoją dłonią na moich plecach, o gęsich skórkach pod twoimi palcami o małych i wielkich rozkoszach kiedy byłeś tak blisko Wróciły jak pazury lwa rozszarpujące zwierzynę  wszystkie ciche dni, wyrzuty wilgotne od łez oczy zagubione spojrzenia szukające stabilizacji lęk i niepewność przed tym co ucieka wzajemne pretensje, coraz głębsze rany i głuche milczenie, które tylko dzieli Nie chcę ich pamiętać  boli moja wina błędy i pomyłki uderzają w twarz coś było i uparcie tego nie ma jak człowieka w tym słynnym wierszu Szymborskiej  myśmy też umarl...

Anioł śmierci

Zabiłam już w sobie kilka razy ochotę na życie. Odbudowuję ją później mozolnie, kawałek po kawałku, składając dobre słowa jak cegły ocalałe po detonacji. Na nowo, od fundamentów buduję mury pewności siebie, radości z każdego dnia, ochoty na kolejny świt i wiary w to, że ten świat jest lepszy od tego po drugiej stronie. Czytam mój list do taty, próbuję odnaleźć siebie w tych słowach pełnych pewności i stanowczości. Teraz, kiedy znów zabiłam w sobie chęć do życia. Zabiłam milion razy setki pomysłów na siebie. Na piękno, zdrowie, dobre samopoczucie. Na ćwiczenia, spacery, rozwój i dobrostan. Zachłysnęłam się na chwilę i wyplułam z obrzydzeniem. Odrzuciłam, najdalej jak można, odwróciłam się plecami, udaję, że nigdy ich nie było. Żal przyćmiewam kolejnym papierosem, topię w perlistym prosecco, zagłuszam zbyt głośną muzyką. Nie patrzę w lustro, nie staję na wadze, nie chcę widzieć wszystkich wad i niedoskonałości. Nie potrafię spojrzeć na siebie inaczej, jak tylko z mocnym wyrzutem.  Za...

Wiedźmy też czasem płaczą

Wiedźmy też czasem płaczą. Z nieustalonego żalu za wolnością, nieskrępowaną i dziką, targającą włosami na wietrze. Taką, która wymiata z duszy niepokój, ból, troskę i smutek. Z tęsknoty za najczulszym dotykiem. Cichym w urwanym oddechu, w szepcie, w gęsiej skórce na plecach.  Z ciężaru wspomnień kładących się cieniem na każdym dniu. Ciążących ołowiem win, raniących kolcami kłótni, ziąbiących obojętnością wygasłych uczuć. Z bólu trącanych wzruszeniem strun duszy. Katując się dźwiękami szarpiących serce nut, rozdrapując stare zaschnięte rany do świeżej krwi. Z nadzieją, że jej czerwień i ciepło obudzą cokolwiek do życia. Z powodu pustych, nic nie wartych słów rzucanych na wiatr. Cichych obietnic zawartych w spojrzeniach, z których nie został już ślad. Nadziei, zdeptanych przez chichoczący los. Z powodu każdej błahej sprawy, co urasta do rangi tragedii. Siada na barki i pochyla w bezradności ramiona.  Z powodu każdego upadku, którego nikt nie może zobaczyć, z którego trzeba się p...