Tak mi się czasem marzy i cni,
tak mi się zachce gdzieś w duszy,
Taka mnie nagle tęsknota ogarnie
I nie da się zbyć byle czemu.
Gdyby ktoś dla mnie specjalnie
Usiadłszy wprzódy w smokingu czarnym
Zagrać coś zechciał na fortepianie
Z czułością wielką wprost dla mojej duszy.
Gdybyż ów człowiek z pasją ogromną
Uderzać zechciał w klawisze, grając
Być może dzieło wielkiego Brahmsa
Lub też, być może, coś całkiem swojego.
Siedząc bliziutko w ciszy zupełnej
Chłonęłabym cała ciężkie tony basów
Układając przyciężkie akordy na piersi
Czując jak mnie reszty tchu pozbawiają.
Drgałyby w uszach jak kryształki lodu
Ostatnie dalekie klawisze wysokie
Wibrując w sercu, w uszach, w oczach,
Wyciskając ostatnie radosne łzy.
Wśród melodii różnych, cudownych
Płynących spod dłoni pięknych, uczonych,
Przy szeroko otwartych oczach
Płynęłabym nad światem nurtem pięciolinii.
Wzruszyć się i ucieszyć, zaskoczyć, wyczekiwać,
Być tak blisko, żeby poczuć bicie serca
Pozwolić się dotknąć w najczulsze miejsca
Ostatnim drganiem trąconej struny.
Każdy mały młoteczek i struny wibrujące
Fale, które się od drzewa odbijają świerkowego
Lśniące klawisze i głuchy trzask klapy
Zachowałbym w pamięci jak cenny skarb.
Więc może kiedyś, gdzieś, ktoś i bez powodu
Tak dla mnie zechce, usiadłszy wprzódy,
I porwie mnie na chwilę tam, gdzie nikt nie dotarł,
I zostawi z drżeniem ostatniej struny ust...
Komentarze
Prześlij komentarz