Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą Sen

Ciemność

 Zastygam w ciemności. Oblewa mnie ołowianą smolistą czernią pochłaniającą wszystko dokoła. Studzi moje narowiste serce zimnem obojętności i wiecznej nicości. Czuję, jak wolno zakleja powieki czernią, w której nie widać już nic. Wlewa się do uszu odcinając szepty i złowrogie słowa.  Pieści moje ciało powolnym pocałunkiem, jak wytrawny w miłosnej gierce kochanek. Zalewa usta niezdolne od teraz nikogo skrzywdzić i nikogo pocieszyć . Znikam w niej z głębokim poczuciem ulgi. Znikam z oczu i myśli tych wokół. Jestem w tej czerni niewidoczna dla innych. Nie mam już niczego niezgodnego z oczekiwaniami. Nie mam już wad, ani zalet. Nie mam już praw, ani obowiązków. Serce nie tęskni za niczym. Płuc nie pali kolejny oddech. Nie noszę już masek, nie gram w przedstawieniu. Nie muszę już wysoko trzymać głowy, ani szukać mądrych słów.  Czekam, aż moja gorąca krew ostygnie na tyle, żeby nie być już w ogóle.  Ciemność przynosi mi spokój. Ukojenie rozedrganym nerwom. Rytm niespokojnem...

Urodziny Babci Bronci

 Gdyby żyła kończyłaby dziś 89 lat. Gdyby założyć, że byłaby z nami, bez tej paskudnej choroby, która ją trawiła w ostatnich latach, to mogłyby być piękne urodziny. Ubrałabym dzieci w eleganckie stroje i jechałbym do niej z ochotą. Na pewno uśmiechnęłaby się na sam mój widok. Pewnie nie zdążyłabym nawet powiedzieć jej wszystkich życzeń, bo przytuliłaby mnie mocno, a ja resztę życzeń mówiłabym jej we włosy, piękne zakręcone przez fryzjerkę ze Zgonia. Moda modą, ale babcia całe "babciowe" życie nosiła krótkie włosy z trwałą ondulacją. Lubiłam ją po nich głaskać i całować w czoło. Pewnie teraz też bym tak zrobiła. Zawsze przerywała moje życzenia w połowie powtarzając że najważniejsze, żeby tylko była zdrowa i dodawała przyciszonym głosem, że tego prawnuka chciałaby doczekać. No to wyprosiła i doczekała. Teraz miałaby już czwórkę i pewnie byłaby bardzo szczęśliwa widząc, jakie są śliczne i mądre. Pewnie tuliłaby je nie słuchając ich "wszystkiego najlepszego", szczęśliwa...

Odwiedziny

 Od dawna nie odwiedzała mnie już we śnie. W natłoku codzienności i smutnej rzeczywistości nie było mi dane nawet wrócić do niej myślami. Być może czuła to gdzieś tam, gdzie jest, jak bardzo potrzeba mi oderwania i spokoju, powrotu do czasów, w których nie miałam pojęcia o większości problemów tego świata. Odwiedziła mnie kilka nocy temu. Wyczarowała cudne lipcowe lato ze słońcem i bezchmurnym niebem. Czekała jak zawsze w letniej kuchni, dusznej od rozpalonego węglowego pieca, na którym stał już czajnik z gorącą wodą. Uśmiechnęła się, jak zawsze na mój widok, i zabrała mnie na pole. Pachniało tak jak powinno, gorącą, suchą ziemią, dojrzałymi warzywami, z daleka dobiegał zapach suszonego siana. Pewnie tam na łące pracował już dziadek. Nie zdziwiła mnie bujność i dorodność na warzywnych grządkach. Babcia zawsze miała rękę do tego, zawsze rosło piękne i smaczne, podsycane tradycyjnym łajnem. Tyczki z pomidorami były wyższe ode mnie, oklejone wielkimi, czerwonymi kulami, których ilość ...

Pukając do nieba bram

Być może nikt nie był zdziwiony, chyba każdy spodziewał się Jej odejścia. Jej udręczona twarz i bezwładne ciało bezlitośnie uświadamiały nas w ulotności tlącego się jeszcze w Niej życia. Ja w ostatnie dwa dni spodziewałam się może najbardziej, w końcu sama odprowadziłam Ją na lepszy świat. Sen był wyraźny, prawdziwy, a każdy jego szczegół pamiętam do dziś. Przyjechałam po Nią dużym czarnym samochodem. Doskonale wiedzieliśmy , że to Jej ostatnia podróż, z której już do nas nie wróci. I to ja miałam być Jej przewodnikiem. Mama usadowiła Ją na tylnym siedzeniu, a do bagażnika spakowała Jej wózek inwalidzki. Jechałyśmy długo, krętymi drogami pośród pustych łąk, dolin, pojedyńczych domów.  Z czasem, przy całkiem wyludnionej okolicy przejechałyśmy drewniany mostek nad niewielką , intensywnie niebieską rzeką. Dojechałyśmy na miejsce. Blade, niebieskie niebo nie zakrywała najmniejsza chmurka, a słońce świeciło dając przyjemne cieplo. Pośród soczystości zielonych łąk, złotych łanów zbo...