Przejdź do głównej zawartości

Tata, jestem już dorosła

Cześć Tata. 

Chciałam Ci się pochwalić, że wreszcie dorosłam.

Może z Tobą byłoby mi łatwiej, ale wiesz, dałam radę. Nie jestem tym, kim chciałeś, żebym została. Nie jestem nawet tym, kim sama chciałabym być. Ale wiesz, jestem już dorosła i jestem tym, kim muszę być.

Nie spełniam Twoich marzeń, przepraszam. Zaczęłam mieć wreszcie swoje własne. I troszkę popychana przez przyjaciół spełniam je powoli. To bardzo przyjemne, kiedy robisz coś, co powoduje uśmiech na Twojej twarzy. I wiesz Tata, bardzo mi przykro, że nie miałeś tych chwil za wiele. Nie rozumiałam wtedy, tak dawno temu, Twojej ucieczki w muzykę. Nie rozumiałam głośnego Queena i setek prób zagrania melodii na keybordzie. Dziś słuchałabym z Tobą, bo wiesz Tata, dziś jestem dorosła.

Humor mamy ten sam, wiesz. Moglibyśmy robić na każdej imprezie za lożę szyderców. Prześmiewczą i okrutnie ironiczną. Oglądać stare kabarety, bo te nowe to już nie to. Parskać śmiechem na "Samych Swoich" i cytować wszystkie dialogi. Robić te same miny i śmiać się oczami. Bo dziś już kocham te podobieństwa, bo dziś już dorosłam. 

Mógłbyś być ze mnie dumny jednak, mimo wszystko. Ludzie mi mówią "dzień dobry", w sklepie, kościele, na ulicy. Nawet tacy, ktorych nie znam. Ale oni znają mnie. Bo widzisz, tu, w miejscu, gdzie przyszłam jako obca, mam swoje miejsce. Mam szacunek ludzi. Nie jestem anonimowa. Uśmiechem i pracą zdobyłam ich sympatię. Jestem z tego dumna, Tata i Ty też mógłbyś być. Widzę to w końcu i doceniam, bo jestem już Tato, dorosła. 

Mam fajną pracę, Tata, nie martw się. Jestem mądra, wiesz, chociaż bez magistra. Ale wszyscy tak mówią. I chwalą. I ja im już wierzę, że mogę być wyjątkowa, że mogę być promykiem słońca, ciepłym ramieniem do przytulenia, inspiracją i partnerem do rozmów. Że jestem w czymś dobra. Już im wierzę, choć nie wierzyłam nigdy. Bo jestem, Tata, dorosła.

Sama wymieniam żarówki, chociaż nie w samochodzie. Naprawiłam raz gniazdko i podłączyłam żyrandol. Wymieniłam baterię w łazience, przesunęłam szafę i złamałam dwa wiertła na drabince dla dzieci. Bo pamiętam, jak zawsze nas uczyłeś, żeby umieć dać sobie radę. I wiesz, Tata, ja się zawsze staram, ale bezsilność czasem szarpnie moim sercem i zatęskni do Ciebie okrutnie. I czasem gdzieś kogoś proszę o pomoc, chociaż gdybyś był, byłbyś lekiem na całe zło. Więc wybacz, że nie zawsze sama, ale wiem, że czasem trzeba odpuścić, bo już Tata, jestem dorosła.

Mam nadzieję, że czekasz. Tam, razem z Babcią. W tym pięknym domku z czerwonej cegły. Ona Cię też kochała i na pewno ma miejsce dla Ciebie. Dołączę, na pewno kiedyś. Do Ciebie, do Niej, do pól i lasów. Teraz chcę opowiadać o Tobie, tym wszystkim, którzy poznali Cię z moich opowiadań. Już mi nie jest tak spieszno do Ciebie. Zaczekam, pożyję. Bo dziś już Tata, jestem dorosła.


*zachowałam formę nieodmienianą Tata, bo tak się do Niego zwracałam. Dość nietypowo, jak na absolwentkę wydziału filologicznego.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bez Ciebie

Było mi łatwiej nie pamiętać  bliskości Twoich szerokich ramion mapy pieprzyków na Twoich plecach  zagłębienia obojczyka linii szyi znajomej jak droga do domu Było mi łatwiej bez dotyku, zapachu bez znajomego uścisku  z pustym miejscem na plecach po Twoich ciepłych dłoniach  ...Niż z tym jednym przytuleniem Wróciła jak trzaśnięcie biczem pamięć o wszystkich chwilach spędzonych w tych ramionach o wszystkich tańcach z twoją dłonią na moich plecach, o gęsich skórkach pod twoimi palcami o małych i wielkich rozkoszach kiedy byłeś tak blisko Wróciły jak pazury lwa rozszarpujące zwierzynę  wszystkie ciche dni, wyrzuty wilgotne od łez oczy zagubione spojrzenia szukające stabilizacji lęk i niepewność przed tym co ucieka wzajemne pretensje, coraz głębsze rany i głuche milczenie, które tylko dzieli Nie chcę ich pamiętać  boli moja wina błędy i pomyłki uderzają w twarz coś było i uparcie tego nie ma jak człowieka w tym słynnym wierszu Szymborskiej  myśmy też umarl...

Anioł śmierci

Zabiłam już w sobie kilka razy ochotę na życie. Odbudowuję ją później mozolnie, kawałek po kawałku, składając dobre słowa jak cegły ocalałe po detonacji. Na nowo, od fundamentów buduję mury pewności siebie, radości z każdego dnia, ochoty na kolejny świt i wiary w to, że ten świat jest lepszy od tego po drugiej stronie. Czytam mój list do taty, próbuję odnaleźć siebie w tych słowach pełnych pewności i stanowczości. Teraz, kiedy znów zabiłam w sobie chęć do życia. Zabiłam milion razy setki pomysłów na siebie. Na piękno, zdrowie, dobre samopoczucie. Na ćwiczenia, spacery, rozwój i dobrostan. Zachłysnęłam się na chwilę i wyplułam z obrzydzeniem. Odrzuciłam, najdalej jak można, odwróciłam się plecami, udaję, że nigdy ich nie było. Żal przyćmiewam kolejnym papierosem, topię w perlistym prosecco, zagłuszam zbyt głośną muzyką. Nie patrzę w lustro, nie staję na wadze, nie chcę widzieć wszystkich wad i niedoskonałości. Nie potrafię spojrzeć na siebie inaczej, jak tylko z mocnym wyrzutem.  Za...

Wiedźmy też czasem płaczą

Wiedźmy też czasem płaczą. Z nieustalonego żalu za wolnością, nieskrępowaną i dziką, targającą włosami na wietrze. Taką, która wymiata z duszy niepokój, ból, troskę i smutek. Z tęsknoty za najczulszym dotykiem. Cichym w urwanym oddechu, w szepcie, w gęsiej skórce na plecach.  Z ciężaru wspomnień kładących się cieniem na każdym dniu. Ciążących ołowiem win, raniących kolcami kłótni, ziąbiących obojętnością wygasłych uczuć. Z bólu trącanych wzruszeniem strun duszy. Katując się dźwiękami szarpiących serce nut, rozdrapując stare zaschnięte rany do świeżej krwi. Z nadzieją, że jej czerwień i ciepło obudzą cokolwiek do życia. Z powodu pustych, nic nie wartych słów rzucanych na wiatr. Cichych obietnic zawartych w spojrzeniach, z których nie został już ślad. Nadziei, zdeptanych przez chichoczący los. Z powodu każdej błahej sprawy, co urasta do rangi tragedii. Siada na barki i pochyla w bezradności ramiona.  Z powodu każdego upadku, którego nikt nie może zobaczyć, z którego trzeba się p...