Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z lipca 10, 2020

Wyszłam z siebie, zaraz wracam

Ogólnie coś mi się popsuło. Świat nie wydawał mi się dobrym miejscem na życie. Na nic innego zresztą też nie. Bolało mnie każde wspomnienie. Słowa nie mówiły tego, co chciałam. Demony powyłaziły ze swoich lochów i urządziły sobie imprezę życia w mojej biednej, pustej głowie. Każdy krok robiłam w złą stronę, poczucie winy przygniatało mi barki. Chciałam gdzieś uciec, schować się, przeczekać, ale gabaryty trochę mi to utrudniły. Nie mogłam nadążyć za sobą, za życiem. W połowie wyścigu zmieniłam kierunek. I tak ciągle tylko oglądałam wszystkich plecy. Usiadłam na boku bez pomysłu co dalej. Męczyła mnie konieczność mówienia do innych, zresztą nikt nie słuchał tego, co chciałabym powiedzieć.  Zatapiając się w sobie, w swych smutkach i żalach, rozdrapywanych na nowo ranach, niespełnionych ambicjach i porzuconych marzeniach, poczułam na sobie silną dłoń  ratunku. Skuszona wizją życia bez przykrości codziennie przyjmowałam małą dawkę szczęścia, szczyptę snów pogodnych i łyżkę spokoju....