Pamiętam, kiedy dotarło do mnie, że Dzieciątko nie istnieje. To była moze druga lub trzecia klasa. Późno być może, ale jak można inaczej wytłumaczyć pojawiające się znienacka pod choinką prezenty w kolorowych świątecznych reklamówkach z dużego orzeskiego GS-u? Jak inaczej wytłumaczyć, że dostałam lalkę Barbie, moje siostry też, każda dostała swoją, a przecież mama milion razy powtarzała, że nie mamy za dużo pieniędzy? A taka lalka to pewnie kosztuje dużo. I nie widziałam jej w domie towarowym, a przecież to było centrum świata. Jak wytłumaczyć, że kapcie zawsze pasowały idealnie, że były pod choinką akurat wtedy, kiedy w starych wychodził już duży palec? Innego wytłumaczenia, niż wszechwiedzące Dzieciątko, które chyba rzeczywiście wszystko widzi, nie było. Czar prysł, kiedy u babci pod choinką znalazłam książkę. Jeden z nielicznych niepraktycznych prezentów. Babcia wiedziała, że bardzo lubię czytać, ale Dzieciątko też mogło wiedzieć. Ale Dzieciątko nie potrafiło pisać tak jak babc...
"Chodzi mi o to, aby język giętki powiedział wszystko, co pomyśli głowa" /J.Słowacki/