Pamiętam, kiedy dotarło do mnie, że Dzieciątko nie istnieje. To była moze druga lub trzecia klasa. Późno być może, ale jak można inaczej wytłumaczyć pojawiające się znienacka pod choinką prezenty w kolorowych świątecznych reklamówkach z dużego orzeskiego GS-u? Jak inaczej wytłumaczyć, że dostałam lalkę Barbie, moje siostry też, każda dostała swoją, a przecież mama milion razy powtarzała, że nie mamy za dużo pieniędzy? A taka lalka to pewnie kosztuje dużo. I nie widziałam jej w domie towarowym, a przecież to było centrum świata. Jak wytłumaczyć, że kapcie zawsze pasowały idealnie, że były pod choinką akurat wtedy, kiedy w starych wychodził już duży palec? Innego wytłumaczenia, niż wszechwiedzące Dzieciątko, które chyba rzeczywiście wszystko widzi, nie było.
Czar prysł, kiedy u babci pod choinką znalazłam książkę. Jeden z nielicznych niepraktycznych prezentów. Babcia wiedziała, że bardzo lubię czytać, ale Dzieciątko też mogło wiedzieć. Ale Dzieciątko nie potrafiło pisać tak jak babcia, a na prezencie babcinym pismem było napisane "Dla Malwiny". To M pisane w jedyny, niepowtarzalny sposób. Znałam je z licznych listów zakupów, z krzyżówek. Wtedy do mnie dotarło, kto tak naprawdę jest sprawcą wszystkich prezentów.
O dziwo, nie poczułam wdzięczności. Poczułam ogromne poczucie winy, że rodzice, bliscy wydają na mnie pieniądze. Że konieczność świątecznych prezentów dla mnie jest dla nich ciężarem. Nikt mi tego oczywiście nie powiedział, ale wychowywana w kulcie powiedzenia "nie stać nas", "nie mamy pieniędzy", poczułam ogromne zażenowanie tymi prezentami.
Długo, być może nawet do dziś, nie potrafiłam się cieszyć z prezentów. Raczej czułam rosnący dług wdzięczności, dług, którego nie można spłacić, a który bardzo ciąży.
Sama uwielbiam sprawiać innym przyjemność. Widzieć uśmiech, wiedzieć, że sprawiłam komuś radość. Nie zawsze mogę na tyle na ile bym chciała, ale kiedy się udaje, to jest to cudowne uczucie.
Moje dzieci staram sie uczyć od początku, że Dzieciątku, Mikołajowi, Zajączkowi trzeba troszkę pomóc. Że warto dać coś od siebie, żeby innym sprawić przyjemność. Pakując prezenty na Wigilię klasową, dla przyjaciół, zawsze powtarzam, że sprawia mi to przyjemność. Bo fajnie jest dawać.
Komentarze
Prześlij komentarz