Można kogoś pocałować. Dżentelmeńsko, w rękę, z szarmancją i delikatną czułością, kłaniając się przy tym odrobinkę i czasem patrząc głęboko w oczy. Po przyjacielsku, w policzek, zostawiając na ułamek sekundy ślad swoich ust i ciepły zapach perfum. Jak kochanek, w usta, namiętnie, z pasją, zostawiając bez tchu i z rumieńcem na policzkach. Dla mnie najwspanialszy był zawsze pocałunek w czoło. Tak bardzo intymny, czuły, pozbawiony krzty seksualnego podtekstu. Opiekuńczy, matczyny, pełen przywiązania, miłości i troski. Pamiętam, jak wychodząc wieczorem do swojego pokoju żegnałam siedzącego na kanapie tatę krótkim pocałunkiem w czoło. Czasem nie było okazji do rozmowy przez cały dzień. Czasem kłóciliśmy się zażarcie. Czasem tak samo mocno go nienawidziłam, jak kochałam. Ale kiedy siedział patrząc na film, a ja wychodziłam do siebie, stawałam za nim, wichrzyłam mu włosy i składałam krótki pocałunek w czoło. Gdy zamknę oczy pamiętam jeszcze zapach jego skóry i frakturę włosów...
"Chodzi mi o to, aby język giętki powiedział wszystko, co pomyśli głowa" /J.Słowacki/