Do jutra, czy może już nie...? Czy aby na pewno, czy się skończy na dzisiaj i żadne jutro już nie nadejdzie, choć ponoć przecież nie nadchodzi nigdy? I skąd ta pewność, że jeszcze kiedyś, w jakichś tam innych okolicznościach, w innej scenerii, z innym humorem i wszystkim innym niż jest teraz? Teraz jest teraz a jak to stwierdzić, kiedy zaczyna się jakieś potem, gdzie jest granica, i w tym zamyśle już coś uciekło i już ta chwila sprzed chwili to już jest , co było. I w tym płynięciu, w tym nurcie leniwym, w tym rozleniwieniu umysłu i serca mija kolejna godzina, dzień, tydzień, rok, życie. Do zobaczenia. A jeśli nie? Jeśli wstawszy, wyszedłszy, już nigdy więcej się nie zobaczymy. I co powiedzieć? Bo jeśli jeszcze kiedyś, to nie ma sprawy, dopowiem, dopytam, będę mieć czas. A jeśli już nie? To co powiedzieć, czego nie mówić, o co zapytać a co przemilczeć? Czy uścisk ręki dzisiaj wystarczy, czy jeszcze kiedyś będzie mi dany, czy raz ostatni uścisnąć szczerze? Czy gdyby z nieba...
"Chodzi mi o to, aby język giętki powiedział wszystko, co pomyśli głowa" /J.Słowacki/