Nie sprawdzałam średniej. Nie odświeżałam dziennika z ciekawością, czy poprawił ocenę, czy ktoś coś dopisał, czy bardziej czwórka, czy bardziej piątka. Nie było między nami rozmowy o oczekiwaniach. Nie było liczenia, dążenia do jakiegoś poziomu. Były raczej rozmowy o tym, dlaczego zaległości są złe. Co się stanie, jeśli zaniedba się podstawy. Pamiętam przecież te dni, kiedy nawał prac ściągał nas do domu późnym wieczorem, ze zmęczeniem na takim poziomie, że ledwo starczało na spakowanie się, o nauce nie wspomnę. Pamiętam przegapione kartkówki. Pamiętam wspólne wkuwanie, kiedy on się denerwował że za dużo tego na jego małą głowę. Pamiętam moje wybuchy złości, kiedy na moje takie łatwe pytania on nie znał odpowiedzi. Kiedy myliły się daty i nazwiska. Kiedy nie chciał rozmawiać. Kiedy płakał, bo nie ogarniał. Pamiętam przejrzane strony internetowe w poszukiwaniu testów i sprawdzianów. Pamiętam szczęśliwe uśmiechy po kolejnych dobrze rozwiązanych zadaniach. Lubiłam, kiedy przychodził z notesem i prosił o kilka zadań z tego czy tamtego. Jak mu sprzedałam parę sztuczek matematycznych i jak z uśmiechem je łapał. I pamiętam też to rozczarowanie z wyniku sprawdzianu. Bo znowu dwa plus dwa było pięć. Radość w oczach po każdej informatyce. Powtarzanie, że woli matematykę niż plastykę. Wkuwanie znaków drogowych z Tatą, no i liczenie po cichu ile można sobie odpuścić, żeby jednak było dobrze.
Ale też miliony moich próśb, żeby zrezygnować z czegoś na rzecz nauki. Żeby coś przeczytać, powtórzyć. Były ciężkie pobudki, długie godziny na świetlicy i granie na dzwonkach. Pasja do ping-ponga. Grzeczność dla nauczycieli i kolegów. Treningi w klubie. Smutek, że czasu na wszystko tak mało...
Ale dziś cieszył się ogromnie odbierając świadectwo z paskiem i nagrodę. Zawdzięcza je tylko sobie. Ja mu tutaj z boczku towarzyszę i kibicuję. Zawsze służę pomocą, będę się cieszyć z sukcesów i tulić po porażkach. I będę się mocno pilnować, żeby go nie obarczać moimi oczekiwaniami.
Gratulacje ❤️
Komentarze
Prześlij komentarz