Przejdź do głównej zawartości

Dożynki

Dożynki zawsze były bliskie mojemu sercu. Jako wnuczka gospodarzy tematy rolnicze mam we krwi. Wychowana w poszanowaniu natury, ukochaniu jej darów i szacunku wobec jej potęgi. Małe gospodarstwa rozsiane po śląskiej ziemi są moim najukochańszym wspomnieniem minionych lat, a ich zmniejszająca się liczba smuci mnie ciągle. Nasz wyjątkowy Heimat upstrzony szybami kopalń, hałdami, ceglastymi familokami, kominami hut, a między tym wszystkim pocięte miedzami kawałki pól i łąk. Pasące się krowy, kozy. Zaprzątnięte do gospodarskich maszyn konie, kiwające łbami przy ciężkiej pracy. Na równi z traktorami i kombajnami. Wzajemne pozdrowienia i słynne: "Szczęść Boże". Któż bowiem jest bliżej Boga jak ten, który w codziennej pracy zachwyca się Jego dziełami. Mglistymi wiosennymi porankami, kiedy gnój parował na widłach. Rześkimi wschodami, kiedy nawet krowy niechętnie wstawały ze słomy. Wilgotną, świeżo zoraną ziemią gotową na sianie i sadzenie. Kwietniowymi deszczami dającymi życie. Majowymi burzami, o których moja babcia mówiła, że ruszają ziemię, żeby wszystko mogło rosnąć. Aromatycznym pierwszym czerwcowym pokosem. Melodią świerszczy. Rozgrzanym w upale pyłem. Chrupiącą sałatą nadgryzioną przez zające. Dotykiem ziemi pod bosą stopą. Upajającym, mdlącym zapachem kwitnącej lipy. Słońcem wychodzącym zza lasu. Tęczą, która się kończy w polu dojrzałego żyta i wiadomo, że innego garnca złota nie będzie. Słodkim smakiem zielonego groszku. Wibrującym kurzem i pyłem mącznym zapachem zbóż. Zimnymi kartoflami z pierwszych zbiorów. Zsiadłym mlekiem z glinianego dzbanka. Szczypiącym dymem z ogniska po wykopkach. 
Któż jest bliżej Boga niż ten, który mu zawierza dostatek i urodzaj? Który się kładzie spać z cichą modlitwą o pogodę? Jedna nawałnica, burza, grad niweczą trudy wielu tygodni pracy, a jednak przecież wciąż na nowo, co roku z ufnością i wiarą rolnicy sieją, sadzą, pielęgnują. Pracują codziennie, nie, żeby wydrzeć ziemi jej skarby, ale aby cierpliwie i z pokorą przyjąć, co zechce dać. Bez urlopu, zawsze w pogotowiu. 
Dożynki to piękny czas, aby usiąść przy wspólnym stole ze świadomością, że wszystko co na nim jest, jest dziełem pracy ludzkich rąk. Tych ludzi, którzy z pokorą patrzą w niebo prosząc o łaskę Tego, który daje i zabiera. Tych ludzi, którzy szanują czas pracy i odpoczynku, siania i zbioru. Tych ludzi, dla których miłość do ziemi ważniejsza jest niż pieniądze. Takich rolników pamiętam, takich szanuję i takim w to święto oddaję hołd. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bez Ciebie

Było mi łatwiej nie pamiętać  bliskości Twoich szerokich ramion mapy pieprzyków na Twoich plecach  zagłębienia obojczyka linii szyi znajomej jak droga do domu Było mi łatwiej bez dotyku, zapachu bez znajomego uścisku  z pustym miejscem na plecach po Twoich ciepłych dłoniach  ...Niż z tym jednym przytuleniem Wróciła jak trzaśnięcie biczem pamięć o wszystkich chwilach spędzonych w tych ramionach o wszystkich tańcach z twoją dłonią na moich plecach, o gęsich skórkach pod twoimi palcami o małych i wielkich rozkoszach kiedy byłeś tak blisko Wróciły jak pazury lwa rozszarpujące zwierzynę  wszystkie ciche dni, wyrzuty wilgotne od łez oczy zagubione spojrzenia szukające stabilizacji lęk i niepewność przed tym co ucieka wzajemne pretensje, coraz głębsze rany i głuche milczenie, które tylko dzieli Nie chcę ich pamiętać  boli moja wina błędy i pomyłki uderzają w twarz coś było i uparcie tego nie ma jak człowieka w tym słynnym wierszu Szymborskiej  myśmy też umarl...

Mori

Znów mi smutniej na świecie, ubyło serdecznego śmiechu. Dobroci, co się nieproszona sama przejawia, pomocnej dłoni na kiepskie czasy. Prostoty rozumienia skomplikowanych spraw i przyjmowania tego co jest, jakby musiało być.  Znów mi tu bardziej samotnie. Jakby wszyscy tam uciekali. Do tej spokojnej krainy, zielonej od morza traw, spokojnej murem lasów na horyzoncie, błogiej błękitem bezbrzeżnego nieba. Dźwięcznej cykadami, słowikami i trzmielami. Pachnącej świeżym chlebem, który ktoś zostawił na drewnianym blacie. Znów coś już było po raz ostatni. Chociaż się wtedy nie wydawało. Podpełzło zdradziecko, zabrało. Ostatnie do widzenia dziś brzmi jak groteska. Teraz już wiem, że to co mi w pamięci zostało w ramkę muszę zamknąć ostatniego wspomnienia i hołubić w sercu na zawsze. Nie chcę się żegnać i tęsknić już zawsze. Wolę przed oczami Twój uśmiech wesoły.  Zostały żarty niewypowiedziane, wspólne kawy nie wypite, uściski skreślone przez śmierć. Okulary nikomu niepotrzebne, buty, k...

Anioł śmierci

Zabiłam już w sobie kilka razy ochotę na życie. Odbudowuję ją później mozolnie, kawałek po kawałku, składając dobre słowa jak cegły ocalałe po detonacji. Na nowo, od fundamentów buduję mury pewności siebie, radości z każdego dnia, ochoty na kolejny świt i wiary w to, że ten świat jest lepszy od tego po drugiej stronie. Czytam mój list do taty, próbuję odnaleźć siebie w tych słowach pełnych pewności i stanowczości. Teraz, kiedy znów zabiłam w sobie chęć do życia. Zabiłam milion razy setki pomysłów na siebie. Na piękno, zdrowie, dobre samopoczucie. Na ćwiczenia, spacery, rozwój i dobrostan. Zachłysnęłam się na chwilę i wyplułam z obrzydzeniem. Odrzuciłam, najdalej jak można, odwróciłam się plecami, udaję, że nigdy ich nie było. Żal przyćmiewam kolejnym papierosem, topię w perlistym prosecco, zagłuszam zbyt głośną muzyką. Nie patrzę w lustro, nie staję na wadze, nie chcę widzieć wszystkich wad i niedoskonałości. Nie potrafię spojrzeć na siebie inaczej, jak tylko z mocnym wyrzutem.  Za...