Przejdź do głównej zawartości

Wiankowy portret - kolejne szkice

A ma czarne oczy Cyganki. Ale nie, nie takiej, co to nią straszą dzieci. Takiej, co w sercu ma żar, w oczach błysk a na ustach zalotny uśmiech. Właśnie taka trochę jest A. Kiedy idzie, każdy krok jest pewny siebie, zalotny, kobiecy, a mnie się wydaje, że słyszę pobrzękiwanie złotych bransoletek. Pasują do niej falbaniaste suknie, chociaż zamienia je na spodnie. Jak się uśmiecha, widać małą psotnicę. Sądzę, że uwielbia zabawę, dobre towarzystwo na pewno. Brak tylko ogniska, wokół którego mogłaby tańczyć. Oczy jak czarne węgle, a w sercu prawdziwy diament. Pomocna, opiekuńcza, cierpliwa. Zbyt wiele widziała i przeszła, by martwić się nieistotnymi sprawami. Nasza mistrzyni igły i kopalnia modowych pomysłów. 
B jest jak bombonierka. I to taka dobrze zapakowana. Pamiętacie piosenkę Grzegorza Turnaua i Basi Stępniak -Wilk? O takiej bombonierce, co skrywa słodką tajemnicę. B również. Cicha i skryta. Uważnie słuchająca, ale sama niewiele mówi. Co jakiś czas zza papierka wyłania się kawałek informacji o bombonierce, ale przecież nadal nie wiemy prawie nic. Nigdy się nie denerwuje, nie chichocze jak nastolatka, zazwyczaj uśmiecha się królewskim uśmiechem. Wyważona w sądach i opiniach. Utalentowana, chociaż się tym nie chwali. Może kiedyś wszystkie elementy ułożą się w pełen obraz, a B zechce opowiedzieć nam coś o sobie...
G to taka matka miłosierdzia. Ma niezwykły dar pamiętania o wszystkim i ogarniania wszystkiego. Czasem mam wrażenie, że panujący na jej głowie misz masz odzwierciedla mnogość myśli w jej środku. Żyje chyba tylko dla innych. Poświęca się wszędzie tam, gdzie poczuje się potrzebna. Realnie wspiera bliskich i przyjaciół. Na swojej pokosmanej głowie ma swoich trzech mężczyzn i nasze kilkanaście babeczek. Zawsze ma uśmiech dla każdego. Jej ręce wiecznie są zajęte pracą. Drobne, gibkie, naznaczone wysiłkiem. Słodka jak lukier, potrafi wyczarować pyszne wypieki. Cierpliwości ma za kilku, zdenerwowanie pokrywa śmiechem. Wydaje się być pogodzona ze wszystkim, co ją spotyka, ma w sobie pokorę wobec losu, której wielu z nas brakuje. Cicha i spokojna, o wszystkich zatroskana. Wiecznie zakochana w swoim mężu.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bez Ciebie

Było mi łatwiej nie pamiętać  bliskości Twoich szerokich ramion mapy pieprzyków na Twoich plecach  zagłębienia obojczyka linii szyi znajomej jak droga do domu Było mi łatwiej bez dotyku, zapachu bez znajomego uścisku  z pustym miejscem na plecach po Twoich ciepłych dłoniach  ...Niż z tym jednym przytuleniem Wróciła jak trzaśnięcie biczem pamięć o wszystkich chwilach spędzonych w tych ramionach o wszystkich tańcach z twoją dłonią na moich plecach, o gęsich skórkach pod twoimi palcami o małych i wielkich rozkoszach kiedy byłeś tak blisko Wróciły jak pazury lwa rozszarpujące zwierzynę  wszystkie ciche dni, wyrzuty wilgotne od łez oczy zagubione spojrzenia szukające stabilizacji lęk i niepewność przed tym co ucieka wzajemne pretensje, coraz głębsze rany i głuche milczenie, które tylko dzieli Nie chcę ich pamiętać  boli moja wina błędy i pomyłki uderzają w twarz coś było i uparcie tego nie ma jak człowieka w tym słynnym wierszu Szymborskiej  myśmy też umarl...

Mori

Znów mi smutniej na świecie, ubyło serdecznego śmiechu. Dobroci, co się nieproszona sama przejawia, pomocnej dłoni na kiepskie czasy. Prostoty rozumienia skomplikowanych spraw i przyjmowania tego co jest, jakby musiało być.  Znów mi tu bardziej samotnie. Jakby wszyscy tam uciekali. Do tej spokojnej krainy, zielonej od morza traw, spokojnej murem lasów na horyzoncie, błogiej błękitem bezbrzeżnego nieba. Dźwięcznej cykadami, słowikami i trzmielami. Pachnącej świeżym chlebem, który ktoś zostawił na drewnianym blacie. Znów coś już było po raz ostatni. Chociaż się wtedy nie wydawało. Podpełzło zdradziecko, zabrało. Ostatnie do widzenia dziś brzmi jak groteska. Teraz już wiem, że to co mi w pamięci zostało w ramkę muszę zamknąć ostatniego wspomnienia i hołubić w sercu na zawsze. Nie chcę się żegnać i tęsknić już zawsze. Wolę przed oczami Twój uśmiech wesoły.  Zostały żarty niewypowiedziane, wspólne kawy nie wypite, uściski skreślone przez śmierć. Okulary nikomu niepotrzebne, buty, k...

Anioł śmierci

Zabiłam już w sobie kilka razy ochotę na życie. Odbudowuję ją później mozolnie, kawałek po kawałku, składając dobre słowa jak cegły ocalałe po detonacji. Na nowo, od fundamentów buduję mury pewności siebie, radości z każdego dnia, ochoty na kolejny świt i wiary w to, że ten świat jest lepszy od tego po drugiej stronie. Czytam mój list do taty, próbuję odnaleźć siebie w tych słowach pełnych pewności i stanowczości. Teraz, kiedy znów zabiłam w sobie chęć do życia. Zabiłam milion razy setki pomysłów na siebie. Na piękno, zdrowie, dobre samopoczucie. Na ćwiczenia, spacery, rozwój i dobrostan. Zachłysnęłam się na chwilę i wyplułam z obrzydzeniem. Odrzuciłam, najdalej jak można, odwróciłam się plecami, udaję, że nigdy ich nie było. Żal przyćmiewam kolejnym papierosem, topię w perlistym prosecco, zagłuszam zbyt głośną muzyką. Nie patrzę w lustro, nie staję na wadze, nie chcę widzieć wszystkich wad i niedoskonałości. Nie potrafię spojrzeć na siebie inaczej, jak tylko z mocnym wyrzutem.  Za...