Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą Miłość

List do Taty #2

 Kochany Tato! Chyba nigdy tak do Ciebie nie powiedziałam. Onieśmielałeś swoim wycofaniem, milczeniem, powściągliwością. Nie byłeś wylewny, więc ja też nie byłam. Nie dałeś się poznać nawet za bardzo przez te ponad dwadzieścia lat. Codziennie byłeś obok, ale przecież ciągle za jakąś maską, zasłoną, ciągle odgrywając jakąś rolę, która przyjąłeś może zbyt pochopnie. Zamknięty w swoim świecie. Uciekający w muzykę, chyba w wyobraźnię, może w marzenia. Utalentowany, ale kto o tym wiedział... Inteligentny, ale czy ktoś dał Ci szansę? Dowcipny i sarkastyczny, a to zauważali zawsze.  Czy powiedziałabym Ci to dziś, kiedy mija już 13 lat odkąd Cię nie ma? Moja wyobraźnia nie działa tak daleko. Czy byłbyś bardziej siwy? Bardziej mrukliwy? Weselszy? Bardziej otwarty? Czy znaleźlibyśmy wspólny język? Czy byłbyś bliżej, czy oddalał się ciągle?  Widzę cząstki Ciebie w naszym codziennym życiu. W gestach Twoich dzieci, w charakterach Twoich wnuków. Coś Twojego ciągle w nas żyje. Dlatego c...

Jestem zmęczona

 Dlaczego na mnie tak patrzysz? Z tą uniesioną brwią. Szydzisz, jestem pewna. Czuje Twoją wyższość. Widzę ją w Twym lodowatym spojrzeniu. Nie mam już sił. Widzisz? Zmęczenie odbiera mi dech. Nie potrafię już oddychać pełną piersią jak Ty. Unosząc ją przy tym lekko . Słyszysz? Nie umiem się już śmiać. Nawet usta nie układają mi się w odpowiedni grymas. Tobie przy każdym uśmiechu zarysowują się kąciki ust i wyglądasz naprawdę pięknie. Ja co najwyżej krzywię się sztucznie w służbowej uprzejmości. Popatrz mi w oczy. Niczego nie zobaczysz. Są puste, martwe i szare. W Twoich jest nadal tyle życia. Tyle potrafisz nimi powiedzieć. Więc nie dziw się, że wiem co sobie o mnie myślisz, choć jeszcze nie powiedziałaś żadnego słowa. Umalowałaś się. Ładnie. Czemu nie. Ja dziś odpuściłam. Wczoraj też. I cały poprzedni tydzień . Nie, jutro nie będzie lepiej. Róż policzków mnie nie ożywi, czerwień ust nie doda życia, czarna kreska nie odetnie mnie od ciemności. Łzy popłyną krystaliczne. Ty nie ronisz...

Kiedyś

 12 lat to naprawdę już spory kawałek czasu. Nawet emocje ucichły, przytłumione świeższymi, wyraźniejszymi. Ze zdjęć spoglądasz taki, jakim Cię zapamiętała tamta chwila. Moja pamięć kalibruje swoje dane na podstawie tych kolorowych pamiątek, ale przecież Twój obraz to nie wszystko, co chciałam mieć na zawsze we wspomnieniach. Krótkie filmy z Twoim udziałem w mojej prywatnej kolekcji powoli blakną, płowieją. Wytarte taśmy urywają wątek, głos nie jest już podobny do oryginału. Ilekroć odtwarzam je w myślach czuję, że ich część straciłam na zawsze. Ciągle jednak staram się pielęgnować to, co mi zostało. Już jutro wylądowałabym w Twoim niedźwiedzim uścisku, wieńczącym urodzinowe życzenia. Zawsze byłam pod wrażeniem Twojej siły, a Twoje „przytulasy” po prostu łamały żebra. Jednocześnie byłeś delikatny i precyzyjny, dokładny i staranny. Naprawy różnego sprzętu wymagały cierpliwości i precyzji. Gra na keybordzie również. Rysowanie, szkicowanie także. Żałuję, że nie ma we mnie nic z Twojeg...

Gdyby mi Ciebie zabrakło

 Gdyby mi Ciebie zabrakło Rankiem w promieniach świtu Nikt by mnie wtedy nie zmusił By je schować za płaszczem rolety. Gdyby mi Ciebie zabrakło W kuchni przy późnym śniadaniu Nikt by się wtedy nie zżymał Na brak świeżutkiej bułeczki. Gdyby mi Ciebie zabrakło W telefonie po drugiej stronie To nikt by mnie już nie pożegnał Jakimś śmiesznym zdawkowym słowem. Gdyby mi Ciebie zabrakło  W zwykłym smażeniu kotletów Komu sypałabym czosnek  Grubą, równiutką warstwą. Gdyby mi Ciebie zabrakło W kłótniach naszych dzieci Skąd bym wiedziała co I w jaki sposób powiedzieć. Gdyby mi Ciebie zabrakło W myśli przy trudnej decyzji Kto byłby mi wyznacznikiem Słuszności mojego wyboru. Gdyby mi Ciebie zabrakło W odwadze dnia codziennego Czy miałabym jeszcze siłę Otwierać oczy co rano. Gdyby mi Ciebie zabrakło We łzach goryczy i smutku Czy jakaś siła nieznana Podniosłaby mnie z upadku. Gdyby mi Ciebie zabrakło Nagle i zaskakująco Czy starczyłoby wina na świecie Żeby utopić mój smutek. Gdyby mi C...

Urodziny Babci Bronci

 Gdyby żyła kończyłaby dziś 89 lat. Gdyby założyć, że byłaby z nami, bez tej paskudnej choroby, która ją trawiła w ostatnich latach, to mogłyby być piękne urodziny. Ubrałabym dzieci w eleganckie stroje i jechałbym do niej z ochotą. Na pewno uśmiechnęłaby się na sam mój widok. Pewnie nie zdążyłabym nawet powiedzieć jej wszystkich życzeń, bo przytuliłaby mnie mocno, a ja resztę życzeń mówiłabym jej we włosy, piękne zakręcone przez fryzjerkę ze Zgonia. Moda modą, ale babcia całe "babciowe" życie nosiła krótkie włosy z trwałą ondulacją. Lubiłam ją po nich głaskać i całować w czoło. Pewnie teraz też bym tak zrobiła. Zawsze przerywała moje życzenia w połowie powtarzając że najważniejsze, żeby tylko była zdrowa i dodawała przyciszonym głosem, że tego prawnuka chciałaby doczekać. No to wyprosiła i doczekała. Teraz miałaby już czwórkę i pewnie byłaby bardzo szczęśliwa widząc, jakie są śliczne i mądre. Pewnie tuliłaby je nie słuchając ich "wszystkiego najlepszego", szczęśliwa...

Dziewczyno, za czym tak tęsknisz

Podobno miłość za życia zamienia się w tęsknotę po śmierci. Nic więc dziwnego, że towarzyszy mi ona często, zwłaszcza, kiedy z nostalgią wspominam dawniejsze czasy. Nieustannie towarzyszy mi pragnienie, aby Ci wszyscy kochani ludzie byli tutaj nadal. Szybko jednak reflektuję się, że jest to pragnienie bardzo egoistyczne. Chciałabym, aby wciąż żyli, tak jak ich pamiętam, dla mojej własnej przyjemności. Dla mojej samolubnej chęci spojrzenia jeszcze raz w ich oczy, usłyszenia ponownie ich głosu i śmiechu, dla paru chwil spędzonych wspólnie. Surowo oceniam to moje pragnienie, bo przecież upłynęło już sporo czasu. Świat się zmienił i ja się zmieniłam. Czy nadal jeszcze mieliby powód do uśmiechu? Czy trzymani przy życiu moim pragnieniem, nie byliby jednak bardzo nieszczęśliwi? Tata już nie ma przecież swojego tapczana, a ten, który jest, pewnie by mu się nie spodobał. Co z tego, że nadal powtarzają Ranczo, skoro musiałby na nie patrzeć  z bardzo niewygodnej pozycji? Nie ma już na placu d...

Odwiedziny

 Od dawna nie odwiedzała mnie już we śnie. W natłoku codzienności i smutnej rzeczywistości nie było mi dane nawet wrócić do niej myślami. Być może czuła to gdzieś tam, gdzie jest, jak bardzo potrzeba mi oderwania i spokoju, powrotu do czasów, w których nie miałam pojęcia o większości problemów tego świata. Odwiedziła mnie kilka nocy temu. Wyczarowała cudne lipcowe lato ze słońcem i bezchmurnym niebem. Czekała jak zawsze w letniej kuchni, dusznej od rozpalonego węglowego pieca, na którym stał już czajnik z gorącą wodą. Uśmiechnęła się, jak zawsze na mój widok, i zabrała mnie na pole. Pachniało tak jak powinno, gorącą, suchą ziemią, dojrzałymi warzywami, z daleka dobiegał zapach suszonego siana. Pewnie tam na łące pracował już dziadek. Nie zdziwiła mnie bujność i dorodność na warzywnych grządkach. Babcia zawsze miała rękę do tego, zawsze rosło piękne i smaczne, podsycane tradycyjnym łajnem. Tyczki z pomidorami były wyższe ode mnie, oklejone wielkimi, czerwonymi kulami, których ilość ...

Kobieta

 KOBIETA - ta, która stoi na czele wielkiej organizacji. W drogim uniformie skrojonym na miarę. W butach na obcasie określonym w przepisach. Której każde słowo powtarza się w kilkunastu językach. Której opinie mają ciężar cysterny z ołowiu. Ta, która nie ma czasu dla siebie, która dzieci widuje na zdjęciach.  KOBIETA - ta, która stoi na czele rodziny. W spranych legginsach i podkoszulku. W kapciach upstrzonych plamami rosołu. Jest zawsze blisko, zawsze na zawołanie. Nie ma czasu na fryzjera, ani na kosmetyczkę. A może ma, ale szkoda jej pieniędzy. Smaży racuchy na specjalne życzenie, śpiewa piosenki i pakuje tornistry. Ogarnia dom i tylko tym żyje.  KOBIETA - ta, która stoi na stanowisku pracy. Której serce zostało przy dziecku w żłobku. Która codziennie zarzuca sobie, że za mało czasu poświęca rodzinie. W ciągłym biegu i w ciągłym poczuciu winy. Ta, która nową zabawką kupuje sobie odpuszczenie grzechów. KOBIETA - ta, która rzuca wszystko i biegnie pomagać tam, gdzie jes...

Pocztówki z mojego dzieciństwa

Słoneczne, letnie popołudnie. Siedzimy z babcią na małej ławeczce obok wejścia do letniej kuchni. Obieramy jabłka, tak małe, że mieszczą się po dwa w dłoni. Na jakiś "apfelmus" czyli marmoladę z jabłek. Idealna na zimę do placuszków. Spod babcinych palcy zwisa cieniutka, idealna strużka skórki. Patrzę na nią gdy przegryza kawałek okropnie zielonego jabłka. Pytam, czy kwaśne, a w ustach mam ślinotok. Odpowiada zwyczajnie, że nie. Więc kuszę się na kawałek i krzywię okrutnie. Do dziś mam smak tych okropnych jabłek w ustach. Babcia zaczęła się śmiać, tak szczerze, trzęsąc brzuchem, a potem opowiedziała jakaś dykteryjkę z dzieciństwa o tym, jak z braćmi kradli jabłka z sadu. Styczeń 2000 roku. Siedzę w domu leczona z jakiejś podłej przewlekłej choroby. Siostry w szkole. Mama na rano w pracy. Tata odsypia nockę. Zimno, nikt jeszcze nie był zrobić ognia. Nudno, samej kolejny dzień bez przyjaciół. Idę więc na dół, do babci. Tam już od rana pali się w piecu. W powietrzu unosi się za...