Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą Depresja

Wiedźmy też czasem płaczą

Wiedźmy też czasem płaczą. Z nieustalonego żalu za wolnością, nieskrępowaną i dziką, targającą włosami na wietrze. Taką, która wymiata z duszy niepokój, ból, troskę i smutek. Z tęsknoty za najczulszym dotykiem. Cichym w urwanym oddechu, w szepcie, w gęsiej skórce na plecach.  Z ciężaru wspomnień kładących się cieniem na każdym dniu. Ciążących ołowiem win, raniących kolcami kłótni, ziąbiących obojętnością wygasłych uczuć. Z bólu trącanych wzruszeniem strun duszy. Katując się dźwiękami szarpiących serce nut, rozdrapując stare zaschnięte rany do świeżej krwi. Z nadzieją, że jej czerwień i ciepło obudzą cokolwiek do życia. Z powodu pustych, nic nie wartych słów rzucanych na wiatr. Cichych obietnic zawartych w spojrzeniach, z których nie został już ślad. Nadziei, zdeptanych przez chichoczący los. Z powodu każdej błahej sprawy, co urasta do rangi tragedii. Siada na barki i pochyla w bezradności ramiona.  Z powodu każdego upadku, którego nikt nie może zobaczyć, z którego trzeba się p...

List do Taty #2

 Kochany Tato! Chyba nigdy tak do Ciebie nie powiedziałam. Onieśmielałeś swoim wycofaniem, milczeniem, powściągliwością. Nie byłeś wylewny, więc ja też nie byłam. Nie dałeś się poznać nawet za bardzo przez te ponad dwadzieścia lat. Codziennie byłeś obok, ale przecież ciągle za jakąś maską, zasłoną, ciągle odgrywając jakąś rolę, która przyjąłeś może zbyt pochopnie. Zamknięty w swoim świecie. Uciekający w muzykę, chyba w wyobraźnię, może w marzenia. Utalentowany, ale kto o tym wiedział... Inteligentny, ale czy ktoś dał Ci szansę? Dowcipny i sarkastyczny, a to zauważali zawsze.  Czy powiedziałabym Ci to dziś, kiedy mija już 13 lat odkąd Cię nie ma? Moja wyobraźnia nie działa tak daleko. Czy byłbyś bardziej siwy? Bardziej mrukliwy? Weselszy? Bardziej otwarty? Czy znaleźlibyśmy wspólny język? Czy byłbyś bliżej, czy oddalał się ciągle?  Widzę cząstki Ciebie w naszym codziennym życiu. W gestach Twoich dzieci, w charakterach Twoich wnuków. Coś Twojego ciągle w nas żyje. Dlatego c...

Ciemność

 Zastygam w ciemności. Oblewa mnie ołowianą smolistą czernią pochłaniającą wszystko dokoła. Studzi moje narowiste serce zimnem obojętności i wiecznej nicości. Czuję, jak wolno zakleja powieki czernią, w której nie widać już nic. Wlewa się do uszu odcinając szepty i złowrogie słowa.  Pieści moje ciało powolnym pocałunkiem, jak wytrawny w miłosnej gierce kochanek. Zalewa usta niezdolne od teraz nikogo skrzywdzić i nikogo pocieszyć . Znikam w niej z głębokim poczuciem ulgi. Znikam z oczu i myśli tych wokół. Jestem w tej czerni niewidoczna dla innych. Nie mam już niczego niezgodnego z oczekiwaniami. Nie mam już wad, ani zalet. Nie mam już praw, ani obowiązków. Serce nie tęskni za niczym. Płuc nie pali kolejny oddech. Nie noszę już masek, nie gram w przedstawieniu. Nie muszę już wysoko trzymać głowy, ani szukać mądrych słów.  Czekam, aż moja gorąca krew ostygnie na tyle, żeby nie być już w ogóle.  Ciemność przynosi mi spokój. Ukojenie rozedrganym nerwom. Rytm niespokojnem...

Na rozstaju dróg

 Ostateczność i nieuchronność przerażają. Wpełzują leniwym, cienkim strumieniem strachu wprost do mózgu, na granicy rzeczywistości i sennej mary. Wypełniają powoli myśl, te ostatnią, przed zaśnięciem. Rozszerzają źrenice przypływem przerażenia. Popędzają uśpione serce do szaleńczej gonitwy za tlenem. Wypełniają płuca nadmierną ilością powietrza. Przebiegają po karku zimnym mrowieniem, sunąć w dół, aż na koniuszek kręgosłupa. Uderzają w bębenki zwariowanym staccato. Zwilżają dłonie zimnym potem. Okładają stopy lodem. Stają kluchą w gardle. Sprawiają ból w piersiach, żołądku i jelitach. Nie ma ucieczki. Nie ma odwrotu. Ta maszyna, puszczona raz, pędzi i nie ma hamulca bezpieczeństwa. Nie można zrezygnować, wrócić, odmówić. Ktoś, kiedyś, swoją decyzją ruszył nasz pociąg a on mknie. Droga czasem prosta, czasem kręta. Zapas energii jeden i nieodnawialny. Rozstaje i mijane po drodze składy mądrości, szybkie luksusowe torpedy i samotne lokomotywy.  Wajha w lewo lub w prawo. Szybka re...

Wolałabym

 Wolałabym czasem nie być taka dumna. Nie nosić głowy wysoko i nie być taka odważna. Wolałabym czasem nie mieć kilku pomysłów, nie zapalać się jak ogień w lampie. Wolałabym czasem nie budować swojego obrazu z żelaza i hartowanej stali. Kredyt zaufania do samej siebie dawno się skończył. Odsetki od pożyczek na dobru humor są nie do spłacenia. Limity lęku i strachu dawno przekroczone. Gdyby tak można odłożyć głowę na bok, odłączyć myślenie jak jakieś urządzenie. Schować hardość, odwagę, dumę i zaradność do pudła na przydatne drobiazgi. Wyjść zza muru, zdjąć maski, ściągnąć zbroję. Naga osobowość niektórych przeraża. Stare blizny i świeże rany odwracają wzrok. Łzy wprawiają w zakłopotanie.  Smutek i przygnębienie są zawsze nie na miejscu. W końcu nie przyznano mi prawa do bycia nieszczęśliwą, sędziowie nie uznali moich argumentów. Za przyjaciół mam demony, szumiące złowrogo czarnymi skrzydłami. Ich szelest przyspiesza bicie mojego serca. I tak już zlęknione, a jeszcze trzymają go...

listopad

  Listopad to bez wątpienia najbardziej przygnębiający miesiąc w całym roku. Do wiosny daleko, lato dawno minęło. Jesienne mieniące się w słońcu kolorowe liście zastąpiły szaro-bure, na wpół zmarznięte resztki liści pokrywające brudną trawę, ubłocone pobocza i mokre jezdnie. Dnia coraz mniej i chociaż grudzień pod tym względem bije rekordy, to przecież świąteczne dekoracje, pobłyskujące choinki sprawiają, że długie wieczory są naprawdę urocze. A listopad niczym takim nie może się pochwalić. Świecą się znicze na grobach bliskich, ale w żadnym razie nie można ich nazwać pokrzepiającymi i uroczymi. Być może jest w nich dostojne piękno, ale dość poważne i smutne bardziej, niż wesołe. Nagie drzewa smagają wilgotnymi wichrami, przenikającymi ciepłe swetry i wnikające do ciała aż do szpiku kości. Wiatr w nich nie szumi a jedynie gwiżdże i przywodzi na myśl złowróżbne zawodzenie. Wszechobecna wilgoć zamienia się co jakiś czas w mżawkę, deszcz, ulewę, zamieniając trawniki w grząskie mo...

Boję się

 Boję się... zmęczonych cierpieniem oczu kochanej osoby płaczu dziecka w nocy smutku zamkniętych domów strachu mundurowej rzeczywistości niepewności zwariowanych decyzji wdzierania się siłą do mojego życia decydowania za mnie, o tym co najlepsze bezsilności wobec okrucieństwa wojny bez strzałów i ognia namierzających mnie satelitów czytających w ukryciu i bez kontekstu lepiej wiedzących okrutnych dnia, w którym nie będzie po co wstawać z łóżka dzieciństwa nie beztroskiego świata jakim jest

Tonąc

Nie mam już chyba dość sił, aby brnąć dalej. Zbyt jestem zmęczona i przygniata mnie ciężar ponad siły. Życie jest dla mnie za trudne, za ciężkie, by dać mu rady. Samo wstanie z łóżka już przecież tak bardzo boli. Setki codziennych czynności, od których mdleją mi ręce. Trzeba się przecież odzywać, a to nadludzki wysiłek. Czuję że brak mi tchu już po pierwszym wyrazie. Słowa nie układają się wcale, z trudem znajduje ich sens. Wypadam z domu dla samotności, ale przeciez nie jestem sama. Odpowiedzialność mnie trochę przerasta. Brak sił na codzienność, irytacja i złości, które przecież tak bardzo wyczerpują. Nie zasłużyli na to. Nie oni. Oddaliłam się w swoim cierpieniu. Zanużyłam w swój ból i myślenie o nim. Pochłonęły mnie czarne wizje, jak gęsta lepiącą smoła. A oni ciągle są obok. Czujni, wrażliwi, łaknący dobra. Zepsuta maszyna zgrzyta i trzeszczy. W swojej głupocie, nerwach i uporze, popełniam milion kolejnych błędów. Odtrącam, warczę, staje się potworem, nienawidząc siebie z każdą ch...

Przyciasny świat

Przyciasne mi to życie, jak źle dobrany żakiet. Uwiera mnie i pije, ściska płuca w zbyt wąskim rozmiarze. Boję się, że gdy mocniej odetchnę, pęknie i rozpadnie się na kawałki. W głowie nagle pustka, echo odbija się od wysokiego sklepienia, na podłodze skrawki dawniejszej świetności, po kątach majaczą cudze wspomnienia. Ktoś mi je wmawia, tłumaczy, że moje, patrzę z ukosa i jakoś nie poznaję. Nic już nie wiem, nie potrafię sobie przypomnieć. Smutno mi jakoś na widok listka, który przedwcześnie opadł z brzoskwini. Smuci mnie jego czerwony kolor i zakończone tak nagle życie. Słońce mnie drażni swoją wesołością, swoim blaskiem, na który nie sposób patrzeć. Wdziera się do mnie przez najmniejszą szparę, łaskocze w stopy, ogrzewa ramiona i wybarwia włosy. Nie pyta zupełnie, czy ja mam ochotę. A ja wolę oglądać je nocą , w odbiciu miliarda gwiazd na nieboskłonie, w cichym księżycu sunącym po niebie. Przynajmniej tak mi się teraz wydaje, że wolę. Tak gdzieś napisałam i się tego trzymam. Łatwie...

Nie proszę o więcej

Nie pytaj. Nie oczekuj odpowiedzi. Milczenie przynosi ukojenie. Czasem najlepszym sposobem, aby coś powiedzieć, Jest nic nie mówić. Nie każ  mi wstawać. Za bardzo boli kolejny upadek. Nie podnoś mnie, jeśli nie chcesz trzymać. Każdy siniak na moim ciele to przecież osobna Historia upadku. Nie walcz  już ze mną. Nie podniosę rękawicy. Dawno złożyłam broń. Moja zbroja rozpadła się na kawałki Obnażając moje słabości. Ale nie odchodź. Nie kop leżącej. Nie zostawiaj przegranej. Odwróć tylko wzrok, nie mogę patrzeć Na Twoją pogardę. Nie wyśmiewaj. Nie każ łzom płynąć. Nie oskarżaj o brak dystansu. Zapomniałam już jak się śmiać Z samej siebie. Zanuć piosenkę. Naszą ulubioną. Niech ukoją nas znajome dźwięki. Źli ludzie przecież nigdy  Nie śpiewają. Odwołaj kolejny świt. Skaż słońce na wieczną banicję. Pozwól się schować w miękkiej pościeli. Niech wyśnię sobie życie, w którym będę Szczęśliwa. Otwórz kolejne wino. Upijmy się do nieprzytomności. Wyzwólmy umysł od ciągłego myślenia, ...

... miałam piękny sen

Miałam dziś piękny sen. W tym śnie byłam kobietą. Nie taką jednak, która chodzi w domestosowych spodniach. Taką prawdziwą, ze smukłą dłonią, pięknym uśmiechem, pachnąca zmysłowo. Prawdziwą, pewną siebie i śmiałą. Był w tym śnie mężczyzna, chyba przystojny choć nie widziałam twarzy. Tańczyliśmy razem. Rozmawialiśmy. Oddaleni od siebie szukaliśmy się wzrokiem. Czułam się dobrze, jak nigdy wcześniej. Swobodnie w tańcu i w rozmowie. Bezpiecznie. Ciepło. Elektryzująco. Spokojnie cieszyłam się każdą chwilą, czułam przecież, że nie muszę walczyć, nikogo udawać, rozmyślać nad każdym ruchem, wciągać brzucha i martwić się co będzie, jeśli zechce poznać mnie bliżej. W tym śnie byłam piękna, tym piękniejsza, że w pełni tego świadoma. Chciałam przyjemniej bliskości, zupełnie bezstresowej, bez kompleksów. Chciałam, aby z tego rozelektryzowanego powietrza między nami wyłoniła się potężna burza pożądania, miłości, emocji i przyjemności. Zwlekałam jednak zbyt długo... Wczesny letni świt, zazdrosny o mó...