To już trzy i pół roku mojej świadomej walki w chorobą zwanej depresja. Połączonej z domieszką nerwicy, lęków i zespołu stresu pourazowego. Dla jasności dodam, że urazem była praca. Piszę świadomej, bo walka, nierówna, trwała od dawna, często niezauważona przez otoczenie i bagatelizowana przeze mnie. Standardowe opinie na temat braku realnych problemów, wymyślania i wyolbrzymiania pominę, bo nie o tym dziś. W walce pomagały mi leki, różne, w różnych dawkach, terapie, rozmowy. Często słyszę pytanie, czy Ty musisz być na tych tabletkach. Przecież dobrze się czujesz. Przecież nie chodzisz smutna. Przecież po Tobie nie widać. Przecież już Ci chyba pomogły. Z własnej, niestety, głupoty i zapominalstwa mam wątpliwą przyjemność wyjrzeć na kilka dni z nory zwanej farmakologia do surowego świata. Co dzieje się z osobą, która pozbawiona stałej i codziennej dawki związków chemicznych traci kontrolę nad swoim poziomem serotoniny? Zawroty głowy. Jeden z bardziej namacal...
"Chodzi mi o to, aby język giętki powiedział wszystko, co pomyśli głowa" /J.Słowacki/