Przejdź do głównej zawartości

Uśpiony zimowy świat

Zima usypia wszystko. Nagie, rozciapierzone gałęziami zimowe drzewa wyglądają za słońcem. Zdeptana, pożółkła trawa poddała się w nierównej walce i leżąc, czeka wiosny. Suche badyle traw bardziej straszą niż cieszą oko. Okazjonalnie przystrajają się w szadziowe sukienki, przypominając o trwającej zimie. Słońce wpada na chwilę, aby zniknąć szybko za horyzontem. Zazwyczaj wkłada futro z szarych, bądź granatowych obłoków i tak przechadza się leniwie, ledwo co dosięgając nas swymi promieniami. Czasem wypuści na zachodzie powłóczyste spojrzenie rozpalając niebo do czerwoności. Ptaków prawie nie słychać, czasem para sikorek się pokłóci o kawałek czegoś smacznego. Wróble korzystają z resztek po kocie. Czasem się boję, że zostawia je specjalnie, aby zapolować na któregoś małego żarłoka niezdolnego wzbić się w górę z pełnym brzuszkiem. 

W naszym małym kącie pospały się również nasze domy. I te wielkie, przysadziste, z ponad stuletnią historią, i te mniejsze, młodsze. Trwają cichutko w te zimowe dnie, tęskniąc do głośnego ćwierkania ptaków pod strzechami, do poroztwieranych okien i drzwi i wiosennego wietrzyka tańczącego wśród firanek. Tymczasem skupiły się w sobie broniąc każdej szparki przed zimowym, złośliwym wiatrem, co to rzuca do domu każdą szczeliną ziąb i wilgotny chłód. Spozierają na dumnego Oriona błyszczącego na nocnym niebie odbijając w okiennych szybach jego lodowy błysk. Gdzie indziej ciepły blask lamp rzuca w noc jasne iskierki. Wyglądają z daleka jak płomyki świec. Każdy jest jak ilustracja w ciekawej powieści - uchyla rąbka tajemnicy z historii, której do końca nie znamy. Może akurat ktoś tam, w tym ciepłym blasku, czyta książkę pod puszystym kocem, kto inny może akurat przygotowuje gorąca herbatę, taką z goździkiem i łyżeczką miodu...

Ogródki ciche, nawet za dnia. Czasem słychać rąbanie drewna, czasem na krótko jakieś rozmowy. Gdzieś w oddali jęczy samotna huśtawka, dla zabawy zaczepiana przez wiatr. Rzucona dawno temu, w jakiś ciepły jesienny dzień, zabawka czeka spokojnie na małego właściciela. 

Z rzadka ktoś idzie z psem. Nie ma wyścigów na hulajnogach, czy rowerach, głośnych awantur, kto kogo pierwszy. Nieliczni wracają pieszo ze szkoły zanurzeni w ciepłe czapki i szale, wywołując lekki popłoch wśród spacerujących kuropatw.

Ciszę uśpionej wioski przerywają tylko głosy samochodowych silników.

Tęskno mi już do wesołych treli, turkotu kosiarek, sąsiedzkich dyskusji. Do kolorów, zapachów i smaków. Do wesołych odwiedzin przyjaciół moich dzieci. Do spacerów na chwilę, za zakręt. Dobrze, że jest zima. Można zatęsknić za latem.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bez Ciebie

Było mi łatwiej nie pamiętać  bliskości Twoich szerokich ramion mapy pieprzyków na Twoich plecach  zagłębienia obojczyka linii szyi znajomej jak droga do domu Było mi łatwiej bez dotyku, zapachu bez znajomego uścisku  z pustym miejscem na plecach po Twoich ciepłych dłoniach  ...Niż z tym jednym przytuleniem Wróciła jak trzaśnięcie biczem pamięć o wszystkich chwilach spędzonych w tych ramionach o wszystkich tańcach z twoją dłonią na moich plecach, o gęsich skórkach pod twoimi palcami o małych i wielkich rozkoszach kiedy byłeś tak blisko Wróciły jak pazury lwa rozszarpujące zwierzynę  wszystkie ciche dni, wyrzuty wilgotne od łez oczy zagubione spojrzenia szukające stabilizacji lęk i niepewność przed tym co ucieka wzajemne pretensje, coraz głębsze rany i głuche milczenie, które tylko dzieli Nie chcę ich pamiętać  boli moja wina błędy i pomyłki uderzają w twarz coś było i uparcie tego nie ma jak człowieka w tym słynnym wierszu Szymborskiej  myśmy też umarl...

Anioł śmierci

Zabiłam już w sobie kilka razy ochotę na życie. Odbudowuję ją później mozolnie, kawałek po kawałku, składając dobre słowa jak cegły ocalałe po detonacji. Na nowo, od fundamentów buduję mury pewności siebie, radości z każdego dnia, ochoty na kolejny świt i wiary w to, że ten świat jest lepszy od tego po drugiej stronie. Czytam mój list do taty, próbuję odnaleźć siebie w tych słowach pełnych pewności i stanowczości. Teraz, kiedy znów zabiłam w sobie chęć do życia. Zabiłam milion razy setki pomysłów na siebie. Na piękno, zdrowie, dobre samopoczucie. Na ćwiczenia, spacery, rozwój i dobrostan. Zachłysnęłam się na chwilę i wyplułam z obrzydzeniem. Odrzuciłam, najdalej jak można, odwróciłam się plecami, udaję, że nigdy ich nie było. Żal przyćmiewam kolejnym papierosem, topię w perlistym prosecco, zagłuszam zbyt głośną muzyką. Nie patrzę w lustro, nie staję na wadze, nie chcę widzieć wszystkich wad i niedoskonałości. Nie potrafię spojrzeć na siebie inaczej, jak tylko z mocnym wyrzutem.  Za...

Wiedźmy też czasem płaczą

Wiedźmy też czasem płaczą. Z nieustalonego żalu za wolnością, nieskrępowaną i dziką, targającą włosami na wietrze. Taką, która wymiata z duszy niepokój, ból, troskę i smutek. Z tęsknoty za najczulszym dotykiem. Cichym w urwanym oddechu, w szepcie, w gęsiej skórce na plecach.  Z ciężaru wspomnień kładących się cieniem na każdym dniu. Ciążących ołowiem win, raniących kolcami kłótni, ziąbiących obojętnością wygasłych uczuć. Z bólu trącanych wzruszeniem strun duszy. Katując się dźwiękami szarpiących serce nut, rozdrapując stare zaschnięte rany do świeżej krwi. Z nadzieją, że jej czerwień i ciepło obudzą cokolwiek do życia. Z powodu pustych, nic nie wartych słów rzucanych na wiatr. Cichych obietnic zawartych w spojrzeniach, z których nie został już ślad. Nadziei, zdeptanych przez chichoczący los. Z powodu każdej błahej sprawy, co urasta do rangi tragedii. Siada na barki i pochyla w bezradności ramiona.  Z powodu każdego upadku, którego nikt nie może zobaczyć, z którego trzeba się p...