Przejdź do głównej zawartości

Pokolenia

Siedzę wpatrzona w kolejną pełnię. Myślę o tych ludziach, którzy byli tu kiedyś przede mną. Bez zegarów, smartfonów, z czasem mierzonym kolejnymi wschodami i zachodami, pełniami i całkiem czarnymi nocami. Łączy mnie z nimi niewidzialnie jego niezmienna tarcza, odmierzająca kolejne pokolenia. Przypominam sobie niedokładnie wszystkie przesądy i powiedzenia, które znała babcia na temat księżyca. Nie przypomnę ich już sobie dzisiaj dokładnie, śmiejąc się z nich zawsze, mając za zabobony i nic nie warte wierszyki. Jest przecież nauka. Jest coś potężniejszego od śmiesznych rymowanek. Nie umiałam pojąć wtedy i docenić wszystkich pokoleń matek i babek stojących swoją prostą mądrością za tym przekazywanym sobie porzekadłem. Dzisiaj jest inaczej. Dzisiaj czuję te niewidzialne nici, które mnie łączą z dziedzictwem moich przodków. Dostrzegam w sobie miłość do ziemi, do jej najprostszych prawd, do prostych zasad rządzących światem, do kilku bogactw. Wystawiam twarz do słońca, tak jak robiła to moja babcia, jej babcia i wszystkie te kobiety przede mną. Niepokoi mnie wiatr, zaszyty w mojej duszy lękiem poprzednich istnień. Ziemia mi pachnie życiem, bo dała i zabrała życie tym wszystkim, których pierwiastki mnie tworzą i budują. Jestem kobietą, jak ziemia, jak natura. Moją tożsamość budują wszystkie ciche i zakazane rozmowy moich przodkiń, te skarby życiowych doświadczeń przekazywane kolejnym młodym. Ta niezwykła więź córek podglądających swoje matki, słuchających rad babek. Te kobiece kręgi - nieodzowne tam, gdzie wszystko zależy od tego, co człowiek wydrze ziemi i życiu ciężka pracą. Te dawne wspólne rozmowy przy pracy. Te krzywdy milczące znoszone Bóg jeden wie dla kogo... Te gorzkie prawdy rzucane w świat, które tak prawdziwie mówią o ludzkiej naturze i świecie, który choć inny, nie zmienił się przecież w ogóle. Tak jak my. Nasze ciała wciąż rodzą nowe pokolenia, nasze dłonie wciąż niosą pomoc, wciąż zajęte kimś lub czymś. Nasze serca mieszczące tyle uczuć, wzruszeń, trosk. Nasze dusze, które skrywają tyle tajemnic, spraw innych, powierzonych dla odciążenia serca. Tyle widzimy, tyle wiemy. Potrafimy wiedzieć, jeśli tylko zajrzeć w głąb siebie. Jeśli pozwolić w ciszy mówić tej mądrości setek pokoleń - intuicji. Ta odwieczna troska o innych, o swoich, ta miłość, która potrafi góry przenosić. I nie o to idzie, aby nauczyć pisać, czytać, obsługiwać samochód. O to idzie, aby pokazać źródło, znaleźć je w sobie, poczuć te wszystkie cienkie strumyczki tworzące naszą rzekę życia. 

I ta jedna odwieczna tęsknota. Nie zna wieku i statusu. Zawsze to jedno tylko, aby był ktoś obok. Wszystko potrafimy, ale chcemy mieć z kim to dzielić. Mieć te oczy, które rozumieją. Mieć te ręce, które niosą pomoc. Mieć szacunek i małe miejsce w sercu. Czuć to ciepło, które rozdajemy, a którego nam ciągle brakuje. Zdolne kochać bez opamiętania, ciągle wypełniamy pustkę, jeśli się pojawia. Potrafimy kochać, tęsknić, płakać i znów kochać. Ta jedna jedyna tęsknota tkwi w nas cierniem nieutulona od pokoleń. 

Tyle ludzi, spotkań, tak zwanych przypadków, losów i plączących się nici abym była dziś ja. I ja znów prowadzona przez los, opatrzność i przodków, aby to wszystko przekazać dalej wszystkim tym, co będą po mnie....

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bez Ciebie

Było mi łatwiej nie pamiętać  bliskości Twoich szerokich ramion mapy pieprzyków na Twoich plecach  zagłębienia obojczyka linii szyi znajomej jak droga do domu Było mi łatwiej bez dotyku, zapachu bez znajomego uścisku  z pustym miejscem na plecach po Twoich ciepłych dłoniach  ...Niż z tym jednym przytuleniem Wróciła jak trzaśnięcie biczem pamięć o wszystkich chwilach spędzonych w tych ramionach o wszystkich tańcach z twoją dłonią na moich plecach, o gęsich skórkach pod twoimi palcami o małych i wielkich rozkoszach kiedy byłeś tak blisko Wróciły jak pazury lwa rozszarpujące zwierzynę  wszystkie ciche dni, wyrzuty wilgotne od łez oczy zagubione spojrzenia szukające stabilizacji lęk i niepewność przed tym co ucieka wzajemne pretensje, coraz głębsze rany i głuche milczenie, które tylko dzieli Nie chcę ich pamiętać  boli moja wina błędy i pomyłki uderzają w twarz coś było i uparcie tego nie ma jak człowieka w tym słynnym wierszu Szymborskiej  myśmy też umarl...

Mori

Znów mi smutniej na świecie, ubyło serdecznego śmiechu. Dobroci, co się nieproszona sama przejawia, pomocnej dłoni na kiepskie czasy. Prostoty rozumienia skomplikowanych spraw i przyjmowania tego co jest, jakby musiało być.  Znów mi tu bardziej samotnie. Jakby wszyscy tam uciekali. Do tej spokojnej krainy, zielonej od morza traw, spokojnej murem lasów na horyzoncie, błogiej błękitem bezbrzeżnego nieba. Dźwięcznej cykadami, słowikami i trzmielami. Pachnącej świeżym chlebem, który ktoś zostawił na drewnianym blacie. Znów coś już było po raz ostatni. Chociaż się wtedy nie wydawało. Podpełzło zdradziecko, zabrało. Ostatnie do widzenia dziś brzmi jak groteska. Teraz już wiem, że to co mi w pamięci zostało w ramkę muszę zamknąć ostatniego wspomnienia i hołubić w sercu na zawsze. Nie chcę się żegnać i tęsknić już zawsze. Wolę przed oczami Twój uśmiech wesoły.  Zostały żarty niewypowiedziane, wspólne kawy nie wypite, uściski skreślone przez śmierć. Okulary nikomu niepotrzebne, buty, k...

Anioł śmierci

Zabiłam już w sobie kilka razy ochotę na życie. Odbudowuję ją później mozolnie, kawałek po kawałku, składając dobre słowa jak cegły ocalałe po detonacji. Na nowo, od fundamentów buduję mury pewności siebie, radości z każdego dnia, ochoty na kolejny świt i wiary w to, że ten świat jest lepszy od tego po drugiej stronie. Czytam mój list do taty, próbuję odnaleźć siebie w tych słowach pełnych pewności i stanowczości. Teraz, kiedy znów zabiłam w sobie chęć do życia. Zabiłam milion razy setki pomysłów na siebie. Na piękno, zdrowie, dobre samopoczucie. Na ćwiczenia, spacery, rozwój i dobrostan. Zachłysnęłam się na chwilę i wyplułam z obrzydzeniem. Odrzuciłam, najdalej jak można, odwróciłam się plecami, udaję, że nigdy ich nie było. Żal przyćmiewam kolejnym papierosem, topię w perlistym prosecco, zagłuszam zbyt głośną muzyką. Nie patrzę w lustro, nie staję na wadze, nie chcę widzieć wszystkich wad i niedoskonałości. Nie potrafię spojrzeć na siebie inaczej, jak tylko z mocnym wyrzutem.  Za...