Przejdź do głównej zawartości

Posty

List do Taty #4

Powiedziała mi, że nawet Cie nie poznała... No tak, na żywo nigdy. Więc zaczęłam jej opowiadać, jeszcze więcej niż kiedyś.  O tym, że ma kciuki jak Twoje. I jak moja siostra, która z tego powodu chyba do dziś ma pewne kompleksy.  O tym, że łapie opaleniznę jak Ty. Jak Ty chyba kocha słońce, cała jest brązowiutka, chociaż do Twojego mahoniu sporo jej brakuje.  O tym, że pewnie wysoka tez jest trochę po Tobie. Bo wysoka jest bardzo, czasem ludzie pytają, które z nich jest młodsze. O tym, że miłość do muzyki to juz na lewno ma po nas - po mnie i po Tobie. Uwielbia śpiewać i myślę, że potrafi to nieźle robić. Mógłbyś przygrywać jej na keyboardzie a ona mogłaby śpiewać. Oczywiście pod warunkiem, że nauczyłbyś się kilku k-popowych kawałków. Ale, co to dla Ciebie...? O tym, że śpi zakładając nogę na nogę jak Ty. Nikogo nie znam, kto robiłby tak samo. Wciąż mnie to śmieszy. O tym, że gdybyś spędził jeden dzień z jej humorami poszedłbyś na bardzo długi spacer po lesie. Bo nie jest...
Najnowsze posty

Małe szczęścia

Gorące espresso podane z uśmiechem do łóżka o siódmej rano. Pobudka, która nie ma nic z przymusu, rutyny, zdawkowości. Dzień, który zaczyna się uśmiechem. Całus w policzek za pyszną kolację. Oklepane dziękuję, które mi dźwięczy do dziś. Tak zaskakujące, że aż nieprawdopodobne. Droższe od wszystkich podziękowań świata. Moje imię wymawiane w przydługim zdrobnieniu. Ulubione, czułe, dawno zapomniane. Wspomnienie cichych rozmów za szybą autobusu, ciepła, które się jak miód po sercu rozlewa. Ciepła dłoń, która głaszcze po głowie, jak dziecinne wspomnienie ukochanej Babci. Gest tak niewinny, intymny, cudowny i ciepły. Jak różdżka przepędzająca złe myśli i smutki. Całus w czółko. Jak słodki cukierek dla dziecka, jak ciche wspomnienie ojcowskiej czułości, jak najcichsze wyznanie przywiązania. Naturalne, bezbronne, prawdziwe i szczere. Czyjaś dłoń błądzącą cicho po moim ciele. Moja pierś schowana między długimi palcami. Szorstkość policzka na mojej szyji. Dreszcze, które mi wciąż przypominają, ...

Marzenia pani wiedźmy

Cicha, trochę duszna drewniana sypialnia. Pachnąca pościel, delikatny chłód pieszczący nagie ramiona. Odgłosy ptaków zza okna i ani jednego samochodu. Chropowatość desek pod stopami, ciepłych od słońca wpadającego przez okno. Cichy pomruk lodówki z kuchni, spokojny oddech psa. Duszny zapach drewnianego domku. W kuchni wykrochmalone, białe, lniane firanki. Gorzkawy aromat kawy z ekspresu. I radio, które towarzyszy mi na co dzień. Chłód poranka na tarasie, który ciężkim szalem owija szyję, szczypie w nagie piersi i czerwieni policzki. Kilka wdechów ciężkiego od rosy powietrza. Krótki spacer po mokrej trawie i z powrotem do łóżka. Zanurzyć zimne stopy w cieple rozmarzonej sennie pościeli. Z uśmiechem na ustach słuchać ptasich kłótni. Głaskać delikatnie ciepły psi łeb, i słuchać jej spokojnego oddechu, przerywanego mlaśnięciami i westchnieniami. Później spokojne śniadanie, chleb w twardej skórce, która zostawia mnóstwo okruszków podczas krojenia. Masło i świeży pomidor, albo twarożek z rzo...

Dzień kobiet

Jestem kobietą. Wiedźmą. Czy ma to dla mnie jakieś większe znaczenie? Czy dziś jakaś mała refleksja nad moimi cechami związanymi z bycia kobietą? Nie wiem, czy na co dzień się nad tym zastanawiam. Pewnie nie. Robię swoje, niezależnie od tego, czy jest w powszechnej opinii kobiece, czy męskie. Przychodzą jednak takie dni, bez względu na święto takie czy inne, kiedy z gorzkim rozczarowaniem zauważam różnice i niesprawiedliwości. Być może muszą być, być może tak właśnie jesteśmy stworzeni. Na pewno jest w tym głębszy sens.  Zaskakujące, jak ludzie wzbraniają się przed zauważaniem samotności za zasłoną złotej obrączki. Ma męża, nie jest sama. Mało kto rozróżnia samotność od bycia samemu. Gdy błyskotka znika ludzie odwracają wzrok. Stajesz się przeźroczysta, niewidoczna. Nie ma Cię na listach zaproszeń na imprezy, spotkania, zabawy. Trędowata, gorsza. Niebezpieczna. Jak wolny elektron gotów przyczepić się do jakiegoś porządnego atomu. Taka się stałam. Lubiana, chociaż niechciana. Nigdzi...

Maska

Czyjeś szczęśliwe życie to czasem tylko dobrze zagrana rola. Taka, o której nikt, lub niewielu, wie. Paskudna, bez reżysera, z tanią charakteryzacją, bez dubli i kaskaderów. No i bezpłatna. Nie licząc rachunku pisanego przez własne ciało, cicho zbierającego koszty jak skwapliwa księgowa. Scenariusz nieprzewidywalny. W dialogach improwizacja. Jedyną wskazówką jest idealne życie na filmikach w sieci. Wyuczony uśmiech, grzeczne i miłe słowa, które wypowiadasz jak mantrę. Kolejne etapy dnia realizowane jak zadania w grze. Zadaniowość i systematyka, proste schematy. Mówienie tego, co się powinno, a nie tego, co by się chciało. Spełnianie oczekiwań innych - w pracy, w domu, wśród przyjaciół. Bycie doradcą, przyjaciółką, mamą, odpowiedzialnym dorosłym, panią domu.  Poukładana, bo to jedyna szansa, by niczego nie przegapić. Jedyna szansa, by ukryć prokrastynację, która kusi Cię codziennie przekładać sprawy na zaś i zaś. A i tak budzisz się spocona w nocy próbując sobie przypomnieć, o czym ...

Anioł śmierci

Zabiłam już w sobie kilka razy ochotę na życie. Odbudowuję ją później mozolnie, kawałek po kawałku, składając dobre słowa jak cegły ocalałe po detonacji. Na nowo, od fundamentów buduję mury pewności siebie, radości z każdego dnia, ochoty na kolejny świt i wiary w to, że ten świat jest lepszy od tego po drugiej stronie. Czytam mój list do taty, próbuję odnaleźć siebie w tych słowach pełnych pewności i stanowczości. Teraz, kiedy znów zabiłam w sobie chęć do życia. Zabiłam milion razy setki pomysłów na siebie. Na piękno, zdrowie, dobre samopoczucie. Na ćwiczenia, spacery, rozwój i dobrostan. Zachłysnęłam się na chwilę i wyplułam z obrzydzeniem. Odrzuciłam, najdalej jak można, odwróciłam się plecami, udaję, że nigdy ich nie było. Żal przyćmiewam kolejnym papierosem, topię w perlistym prosecco, zagłuszam zbyt głośną muzyką. Nie patrzę w lustro, nie staję na wadze, nie chcę widzieć wszystkich wad i niedoskonałości. Nie potrafię spojrzeć na siebie inaczej, jak tylko z mocnym wyrzutem.  Za...

Bez Ciebie

Było mi łatwiej nie pamiętać  bliskości Twoich szerokich ramion mapy pieprzyków na Twoich plecach  zagłębienia obojczyka linii szyi znajomej jak droga do domu Było mi łatwiej bez dotyku, zapachu bez znajomego uścisku  z pustym miejscem na plecach po Twoich ciepłych dłoniach  ...Niż z tym jednym przytuleniem Wróciła jak trzaśnięcie biczem pamięć o wszystkich chwilach spędzonych w tych ramionach o wszystkich tańcach z twoją dłonią na moich plecach, o gęsich skórkach pod twoimi palcami o małych i wielkich rozkoszach kiedy byłeś tak blisko Wróciły jak pazury lwa rozszarpujące zwierzynę  wszystkie ciche dni, wyrzuty wilgotne od łez oczy zagubione spojrzenia szukające stabilizacji lęk i niepewność przed tym co ucieka wzajemne pretensje, coraz głębsze rany i głuche milczenie, które tylko dzieli Nie chcę ich pamiętać  boli moja wina błędy i pomyłki uderzają w twarz coś było i uparcie tego nie ma jak człowieka w tym słynnym wierszu Szymborskiej  myśmy też umarl...