Kochany Rysio, urodziłam Cię 12 lat temu. Pełna obaw, nadziei, ale przede wszystkim szczęśliwa. Nie miałam pojęcia, jak sobie poradzę, czy będę wiedziała czego oczekujesz, czego Ci potrzeba, co stoi za płaczem maleńkiego człowieka. Wszystkie piękne chwile, kryzysy, wzruszenie i bezsilność przechodziliśmy wspólnie. Zawsze ufnie wtulony, zawsze szukający mnie obok, ze wspaniałymi ludźmi tworzącymi nasze otoczenie, którzy Cię kochali i wspierali. W ogóle nie wiedziałam, jak się wychowuje drugiego człowieka. To bardzo trudne, jak wziąć kawałek plasteliny i sprawić, żeby wyszło z tego coś pięknego. Zazwyczaj wychodzi pies, który przypomina konia, a niektórym nawet krowę. Przynajmniej z moim talentem do plasteliny. A do wychowania przecież nie miałam żadnego talentu... Byłam tylko zakochana w Tobie i wszystko, czego było mi trzeba to Twój spokój i zapach włosów. Zawsze wydawało mi się, że mam cudowne dziecko, ale wiedziałam zawsze, że mama nie jest obiektywna. Mama kocha za bardz...
Powiedziała mi, że nawet Cie nie poznała... No tak, na żywo nigdy. Więc zaczęłam jej opowiadać, jeszcze więcej niż kiedyś. O tym, że ma kciuki jak Twoje. I jak moja siostra, która z tego powodu chyba do dziś ma pewne kompleksy. O tym, że łapie opaleniznę jak Ty. Jak Ty chyba kocha słońce, cała jest brązowiutka, chociaż do Twojego mahoniu sporo jej brakuje. O tym, że pewnie wysoka tez jest trochę po Tobie. Bo wysoka jest bardzo, czasem ludzie pytają, które z nich jest młodsze. O tym, że miłość do muzyki to juz na lewno ma po nas - po mnie i po Tobie. Uwielbia śpiewać i myślę, że potrafi to nieźle robić. Mógłbyś przygrywać jej na keyboardzie a ona mogłaby śpiewać. Oczywiście pod warunkiem, że nauczyłbyś się kilku k-popowych kawałków. Ale, co to dla Ciebie...? O tym, że śpi zakładając nogę na nogę jak Ty. Nikogo nie znam, kto robiłby tak samo. Wciąż mnie to śmieszy. O tym, że gdybyś spędził jeden dzień z jej humorami poszedłbyś na bardzo długi spacer po lesie. Bo nie jest...