Mam czyste nogi, bo mi je obmyłeś, I brzuch mam syty po wspólnej wieczerzy, I wyspana jestem po wspólnym czuwaniu, Bo miłość moja do Ciebie wciąż niedoskonała. Sprzedałam Ciebie za parę srebrników, Wyrzekłam się Ciebie i wstyd mnie ogarnął, W Twej drodze na górę nieść Ci nie pomogłam I nie stałam odważnie kilka godzin przy krzyżu. Słowa moje ranią jak miecz obosieczny I zmęczona sobą szukam sensu życia. Bez wiary że cokolwiek tu znaczę, Bez nadziei że cokolwiek będę Ukochałam w sobie tylko smutek szary. A Ty mi całe życie wisisz przed oczami, Rozpostarte ręce, pochylona głowa. Rodzisz się człowiekiem, umierasz człowiekiem, A przecież cały należysz do Boga. Spoglądam w Twoją stronę, niepewna reakcji, Tak wiele chcę powiedzieć, a Ty już wszystko wiesz. I mimo wszystkich lęków, mimo wielu łez, Przybiegam znów do grobu, lecz.... już tam nie ma Cię.
"Chodzi mi o to, aby język giętki powiedział wszystko, co pomyśli głowa" /J.Słowacki/