Przejdź do głównej zawartości

Myślodsiewnia

Chciałabym mieć myślodsiewnię Dumbledore'a. Dyrektor szkoły magii Hogwart posiadał magiczną czarę, do której mógł włożyć myśli wyciągnięte z własnej głowy. Te, które były zbędne, których było za dużo, które przeszkadzały w jasnym myśleniu. Być może wrzucał tam również te, które go smuciły, przerażały, przygnębiały. Ja bym na pewno tak robiła. Jest ich w mojej głowie za dużo po prostu. Ściskają się tam, kłębią, jak żmijowisko. Głównie te złe, szpetne, smutne. Strachy, obawy, lęki. Krzywdy, niesprawiedliwości, zło. Miliony informacji, obrazów, emocji. Wszystko trafia we mnie jak celny pocisk. Moja głowa przed niczym nie potrafi się ochronić. Chciałabym, żeby nie docierało do niej nic. Ciągle przetwarza, wyciąga z przeszłości, sprzed chwili, miesza i śle wizje. Męczy trwożliwe serce tysiącem złych obrazów. Nie potrafię ich wyrzucić, a przecież ich nie chcę. Czuję, że już tam jest za ciasno, że kąsają, atakują, nie potrafię uciec, przestać myśleć, nie panuję nad nimi. Nie mam ucieczki. Nie mam schronienia. Noc nie przynosi ukojenia. Nic nie przynosi. Moja głowa jest jak zdradliwe bagno. Mimo największych starań wciąga coraz bardziej, zabiera swobodny oddech, przyspiesza bicie serca. Nie pozwala się cieszyć, a przecież jest tyle małych szczęść. Skupiam się nad całym złem tego świata, zamiast na cudownym uśmiechu moich dzieci. Żal mi. Tych wszystkich chwil, które straciłam na strach, na walkę ze złymi myślami. Czuję, że mnie znowu ta czeluść pochłania. Że zwycięża i cieszy się z tego. Dusi mnie, karmi lękami, próbuje wycisnąć łzy. Coraz mniej potrafię się bronić. Coraz częściej nie widzę już sensu. 

Fotografie wskazują mi moje skarby. Rodzinę, przyjaciół. Słoneczne dni, złote zachody. Kwitnące kwiaty i zielone łąki. Te chwile wspólne, wesołe. Chwyta za gardło. Nie cieszę się, boję się stracić.... 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bez Ciebie

Było mi łatwiej nie pamiętać  bliskości Twoich szerokich ramion mapy pieprzyków na Twoich plecach  zagłębienia obojczyka linii szyi znajomej jak droga do domu Było mi łatwiej bez dotyku, zapachu bez znajomego uścisku  z pustym miejscem na plecach po Twoich ciepłych dłoniach  ...Niż z tym jednym przytuleniem Wróciła jak trzaśnięcie biczem pamięć o wszystkich chwilach spędzonych w tych ramionach o wszystkich tańcach z twoją dłonią na moich plecach, o gęsich skórkach pod twoimi palcami o małych i wielkich rozkoszach kiedy byłeś tak blisko Wróciły jak pazury lwa rozszarpujące zwierzynę  wszystkie ciche dni, wyrzuty wilgotne od łez oczy zagubione spojrzenia szukające stabilizacji lęk i niepewność przed tym co ucieka wzajemne pretensje, coraz głębsze rany i głuche milczenie, które tylko dzieli Nie chcę ich pamiętać  boli moja wina błędy i pomyłki uderzają w twarz coś było i uparcie tego nie ma jak człowieka w tym słynnym wierszu Szymborskiej  myśmy też umarl...

Anioł śmierci

Zabiłam już w sobie kilka razy ochotę na życie. Odbudowuję ją później mozolnie, kawałek po kawałku, składając dobre słowa jak cegły ocalałe po detonacji. Na nowo, od fundamentów buduję mury pewności siebie, radości z każdego dnia, ochoty na kolejny świt i wiary w to, że ten świat jest lepszy od tego po drugiej stronie. Czytam mój list do taty, próbuję odnaleźć siebie w tych słowach pełnych pewności i stanowczości. Teraz, kiedy znów zabiłam w sobie chęć do życia. Zabiłam milion razy setki pomysłów na siebie. Na piękno, zdrowie, dobre samopoczucie. Na ćwiczenia, spacery, rozwój i dobrostan. Zachłysnęłam się na chwilę i wyplułam z obrzydzeniem. Odrzuciłam, najdalej jak można, odwróciłam się plecami, udaję, że nigdy ich nie było. Żal przyćmiewam kolejnym papierosem, topię w perlistym prosecco, zagłuszam zbyt głośną muzyką. Nie patrzę w lustro, nie staję na wadze, nie chcę widzieć wszystkich wad i niedoskonałości. Nie potrafię spojrzeć na siebie inaczej, jak tylko z mocnym wyrzutem.  Za...

Wiedźmy też czasem płaczą

Wiedźmy też czasem płaczą. Z nieustalonego żalu za wolnością, nieskrępowaną i dziką, targającą włosami na wietrze. Taką, która wymiata z duszy niepokój, ból, troskę i smutek. Z tęsknoty za najczulszym dotykiem. Cichym w urwanym oddechu, w szepcie, w gęsiej skórce na plecach.  Z ciężaru wspomnień kładących się cieniem na każdym dniu. Ciążących ołowiem win, raniących kolcami kłótni, ziąbiących obojętnością wygasłych uczuć. Z bólu trącanych wzruszeniem strun duszy. Katując się dźwiękami szarpiących serce nut, rozdrapując stare zaschnięte rany do świeżej krwi. Z nadzieją, że jej czerwień i ciepło obudzą cokolwiek do życia. Z powodu pustych, nic nie wartych słów rzucanych na wiatr. Cichych obietnic zawartych w spojrzeniach, z których nie został już ślad. Nadziei, zdeptanych przez chichoczący los. Z powodu każdej błahej sprawy, co urasta do rangi tragedii. Siada na barki i pochyla w bezradności ramiona.  Z powodu każdego upadku, którego nikt nie może zobaczyć, z którego trzeba się p...