Wolałabym czasem nie być taka dumna. Nie nosić głowy wysoko i nie być taka odważna. Wolałabym czasem nie mieć kilku pomysłów, nie zapalać się jak ogień w lampie. Wolałabym czasem nie budować swojego obrazu z żelaza i hartowanej stali. Kredyt zaufania do samej siebie dawno się skończył. Odsetki od pożyczek na dobru humor są nie do spłacenia. Limity lęku i strachu dawno przekroczone. Gdyby tak można odłożyć głowę na bok, odłączyć myślenie jak jakieś urządzenie. Schować hardość, odwagę, dumę i zaradność do pudła na przydatne drobiazgi. Wyjść zza muru, zdjąć maski, ściągnąć zbroję. Naga osobowość niektórych przeraża. Stare blizny i świeże rany odwracają wzrok. Łzy wprawiają w zakłopotanie. Smutek i przygnębienie są zawsze nie na miejscu. W końcu nie przyznano mi prawa do bycia nieszczęśliwą, sędziowie nie uznali moich argumentów. Za przyjaciół mam demony, szumiące złowrogo czarnymi skrzydłami. Ich szelest przyspiesza bicie mojego serca. I tak już zlęknione, a jeszcze trzymają go...
"Chodzi mi o to, aby język giętki powiedział wszystko, co pomyśli głowa" /J.Słowacki/