Przejdź do głównej zawartości

...a zaczęło się w 1933

Już chyba nie śpiewalibyśmy Ci sto lat, bo to po dziewięćdziesiątce nie wypada... Nie żałuję, że Cię już z nami nie ma, cieszę się, że tak długo byłaś. Że tyle Cię było w moim młodym życiu, które przecież woli zabawę i niebieskie migdały, zakochanie i marzenia o czymś wielkim. Cieszę się, że były te duszne dni w letniej kuchni, te wakacyjne wspólne zajęcia, ta polka Dziadek równo o dziewiątej, nasza ulubiona prognoza pogody i reklamy Tour de Pologne. Twoje miny na każdą okazję, gwizdanie i przewracanie oczami. Ta Twoja milcząca cierpliwość i ciągłe powroty do przeszłości. Wspólnie śpiewane piosenki. Wspólne robienie masła, kołocza z posypką w sobotę, kompotów z truskawek od szwagra, marmolady z jabłek od sąsiada. Twoja pokora ucząca mnie przykładem, wpojona miłość do ziemi i tego co nam daje. Wycieczki w duszne popołudnia po maliny do lasu, żmudne obieranie krzaków porzeczki, wmawianie mi, że agrest jest słodki. Te lata pełne czerpania od Ciebie miłości, troski, wiedzy, doświadczenia. Ciche poranki z orzeźwiającą rosą pod stopami, zwariowane przedpołudnia, ale przecież pełne uśmiechu, popołudnia wypełnione obowiązkami i wieczory z teleturniejem. Ogrzewają mi serce te wspomnienia tych letnich dni, a to przecież tylko cząstka całości. Bo jeszcze Twoje obiady i ciapkapusta najlepsza, owocowa herbata, kiedy miałam ochotę, twarde jak kamień lukrowane pierniczki, czasem wspólna kawa. I Święta pachniały u Ciebie inaczej, niż u nas na górze, u Ciebie zawsze cieplej było i przytulniej. Pamiętam nocną ciszę u Ciebie i światełko czerwonej plastikowej lampki, szeptany przez Ciebie różaniec i czujne - to Ty, Malwinko? Pamiętam zapach Twojej poduszki, ciężar pierzyny, Wasze ślubne zdjęcie i Twój ciężki oddech.

Pamiętam Twoją dłoń, ukochaną, serdeczną, spracowaną, zmęczoną. 

Pamiętam nasze rozmowy, krzyżówki, pytania na które nikt nie ma odpowiedzi, Twoje złote rady i prawdy o ludziach i świecie. 

Bo przecież nie o to chodzi, by pamiętać chorobę, smutek w Twoich oczach, zagubienie i poczucie winy. Ani też złych dni, które się czasem zdarzały.

Tam, gdzie teraz jesteś, na pewno jest Ci dobrze. Lepiej. Szczęśliwiej. Dziękuję, że mi pokazałaś, no i do zobaczenia, moja kochana Babciu....

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bez Ciebie

Było mi łatwiej nie pamiętać  bliskości Twoich szerokich ramion mapy pieprzyków na Twoich plecach  zagłębienia obojczyka linii szyi znajomej jak droga do domu Było mi łatwiej bez dotyku, zapachu bez znajomego uścisku  z pustym miejscem na plecach po Twoich ciepłych dłoniach  ...Niż z tym jednym przytuleniem Wróciła jak trzaśnięcie biczem pamięć o wszystkich chwilach spędzonych w tych ramionach o wszystkich tańcach z twoją dłonią na moich plecach, o gęsich skórkach pod twoimi palcami o małych i wielkich rozkoszach kiedy byłeś tak blisko Wróciły jak pazury lwa rozszarpujące zwierzynę  wszystkie ciche dni, wyrzuty wilgotne od łez oczy zagubione spojrzenia szukające stabilizacji lęk i niepewność przed tym co ucieka wzajemne pretensje, coraz głębsze rany i głuche milczenie, które tylko dzieli Nie chcę ich pamiętać  boli moja wina błędy i pomyłki uderzają w twarz coś było i uparcie tego nie ma jak człowieka w tym słynnym wierszu Szymborskiej  myśmy też umarl...

Anioł śmierci

Zabiłam już w sobie kilka razy ochotę na życie. Odbudowuję ją później mozolnie, kawałek po kawałku, składając dobre słowa jak cegły ocalałe po detonacji. Na nowo, od fundamentów buduję mury pewności siebie, radości z każdego dnia, ochoty na kolejny świt i wiary w to, że ten świat jest lepszy od tego po drugiej stronie. Czytam mój list do taty, próbuję odnaleźć siebie w tych słowach pełnych pewności i stanowczości. Teraz, kiedy znów zabiłam w sobie chęć do życia. Zabiłam milion razy setki pomysłów na siebie. Na piękno, zdrowie, dobre samopoczucie. Na ćwiczenia, spacery, rozwój i dobrostan. Zachłysnęłam się na chwilę i wyplułam z obrzydzeniem. Odrzuciłam, najdalej jak można, odwróciłam się plecami, udaję, że nigdy ich nie było. Żal przyćmiewam kolejnym papierosem, topię w perlistym prosecco, zagłuszam zbyt głośną muzyką. Nie patrzę w lustro, nie staję na wadze, nie chcę widzieć wszystkich wad i niedoskonałości. Nie potrafię spojrzeć na siebie inaczej, jak tylko z mocnym wyrzutem.  Za...

Wiedźmy też czasem płaczą

Wiedźmy też czasem płaczą. Z nieustalonego żalu za wolnością, nieskrępowaną i dziką, targającą włosami na wietrze. Taką, która wymiata z duszy niepokój, ból, troskę i smutek. Z tęsknoty za najczulszym dotykiem. Cichym w urwanym oddechu, w szepcie, w gęsiej skórce na plecach.  Z ciężaru wspomnień kładących się cieniem na każdym dniu. Ciążących ołowiem win, raniących kolcami kłótni, ziąbiących obojętnością wygasłych uczuć. Z bólu trącanych wzruszeniem strun duszy. Katując się dźwiękami szarpiących serce nut, rozdrapując stare zaschnięte rany do świeżej krwi. Z nadzieją, że jej czerwień i ciepło obudzą cokolwiek do życia. Z powodu pustych, nic nie wartych słów rzucanych na wiatr. Cichych obietnic zawartych w spojrzeniach, z których nie został już ślad. Nadziei, zdeptanych przez chichoczący los. Z powodu każdej błahej sprawy, co urasta do rangi tragedii. Siada na barki i pochyla w bezradności ramiona.  Z powodu każdego upadku, którego nikt nie może zobaczyć, z którego trzeba się p...