Przejdź do głównej zawartości

Posty

Marzenia pani wiedźmy

Cicha, trochę duszna drewniana sypialnia. Pachnąca pościel, delikatny chłód pieszczący nagie ramiona. Odgłosy ptaków zza okna i ani jednego samochodu. Chropowatość desek pod stopami, ciepłych od słońca wpadającego przez okno. Cichy pomruk lodówki z kuchni, spokojny oddech psa. Duszny zapach drewnianego domku. W kuchni wykrochmalone, białe, lniane firanki. Gorzkawy aromat kawy z ekspresu. I radio, które towarzyszy mi na co dzień. Chłód poranka na tarasie, który ciężkim szalem owija szyję, szczypie w nagie piersi i czerwieni policzki. Kilka wdechów ciężkiego od rosy powietrza. Krótki spacer po mokrej trawie i z powrotem do łóżka. Zanurzyć zimne stopy w cieple rozmarzonej sennie pościeli. Z uśmiechem na ustach słuchać ptasich kłótni. Głaskać delikatnie ciepły psi łeb, i słuchać jej spokojnego oddechu, przerywanego mlaśnięciami i westchnieniami. Później spokojne śniadanie, chleb w twardej skórce, która zostawia mnóstwo okruszków podczas krojenia. Masło i świeży pomidor, albo twarożek z rzo...

Dzień kobiet

Jestem kobietą. Wiedźmą. Czy ma to dla mnie jakieś większe znaczenie? Czy dziś jakaś mała refleksja nad moimi cechami związanymi z bycia kobietą? Nie wiem, czy na co dzień się nad tym zastanawiam. Pewnie nie. Robię swoje, niezależnie od tego, czy jest w powszechnej opinii kobiece, czy męskie. Przychodzą jednak takie dni, bez względu na święto takie czy inne, kiedy z gorzkim rozczarowaniem zauważam różnice i niesprawiedliwości. Być może muszą być, być może tak właśnie jesteśmy stworzeni. Na pewno jest w tym głębszy sens.  Zaskakujące, jak ludzie wzbraniają się przed zauważaniem samotności za zasłoną złotej obrączki. Ma męża, nie jest sama. Mało kto rozróżnia samotność od bycia samemu. Gdy błyskotka znika ludzie odwracają wzrok. Stajesz się przeźroczysta, niewidoczna. Nie ma Cię na listach zaproszeń na imprezy, spotkania, zabawy. Trędowata, gorsza. Niebezpieczna. Jak wolny elektron gotów przyczepić się do jakiegoś porządnego atomu. Taka się stałam. Lubiana, chociaż niechciana. Nigdzi...

Maska

Czyjeś szczęśliwe życie to czasem tylko dobrze zagrana rola. Taka, o której nikt, lub niewielu, wie. Paskudna, bez reżysera, z tanią charakteryzacją, bez dubli i kaskaderów. No i bezpłatna. Nie licząc rachunku pisanego przez własne ciało, cicho zbierającego koszty jak skwapliwa księgowa. Scenariusz nieprzewidywalny. W dialogach improwizacja. Jedyną wskazówką jest idealne życie na filmikach w sieci. Wyuczony uśmiech, grzeczne i miłe słowa, które wypowiadasz jak mantrę. Kolejne etapy dnia realizowane jak zadania w grze. Zadaniowość i systematyka, proste schematy. Mówienie tego, co się powinno, a nie tego, co by się chciało. Spełnianie oczekiwań innych - w pracy, w domu, wśród przyjaciół. Bycie doradcą, przyjaciółką, mamą, odpowiedzialnym dorosłym, panią domu.  Poukładana, bo to jedyna szansa, by niczego nie przegapić. Jedyna szansa, by ukryć prokrastynację, która kusi Cię codziennie przekładać sprawy na zaś i zaś. A i tak budzisz się spocona w nocy próbując sobie przypomnieć, o czym ...

Anioł śmierci

Zabiłam już w sobie kilka razy ochotę na życie. Odbudowuję ją później mozolnie, kawałek po kawałku, składając dobre słowa jak cegły ocalałe po detonacji. Na nowo, od fundamentów buduję mury pewności siebie, radości z każdego dnia, ochoty na kolejny świt i wiary w to, że ten świat jest lepszy od tego po drugiej stronie. Czytam mój list do taty, próbuję odnaleźć siebie w tych słowach pełnych pewności i stanowczości. Teraz, kiedy znów zabiłam w sobie chęć do życia. Zabiłam milion razy setki pomysłów na siebie. Na piękno, zdrowie, dobre samopoczucie. Na ćwiczenia, spacery, rozwój i dobrostan. Zachłysnęłam się na chwilę i wyplułam z obrzydzeniem. Odrzuciłam, najdalej jak można, odwróciłam się plecami, udaję, że nigdy ich nie było. Żal przyćmiewam kolejnym papierosem, topię w perlistym prosecco, zagłuszam zbyt głośną muzyką. Nie patrzę w lustro, nie staję na wadze, nie chcę widzieć wszystkich wad i niedoskonałości. Nie potrafię spojrzeć na siebie inaczej, jak tylko z mocnym wyrzutem.  Za...

Bez Ciebie

Było mi łatwiej nie pamiętać  bliskości Twoich szerokich ramion mapy pieprzyków na Twoich plecach  zagłębienia obojczyka linii szyi znajomej jak droga do domu Było mi łatwiej bez dotyku, zapachu bez znajomego uścisku  z pustym miejscem na plecach po Twoich ciepłych dłoniach  ...Niż z tym jednym przytuleniem Wróciła jak trzaśnięcie biczem pamięć o wszystkich chwilach spędzonych w tych ramionach o wszystkich tańcach z twoją dłonią na moich plecach, o gęsich skórkach pod twoimi palcami o małych i wielkich rozkoszach kiedy byłeś tak blisko Wróciły jak pazury lwa rozszarpujące zwierzynę  wszystkie ciche dni, wyrzuty wilgotne od łez oczy zagubione spojrzenia szukające stabilizacji lęk i niepewność przed tym co ucieka wzajemne pretensje, coraz głębsze rany i głuche milczenie, które tylko dzieli Nie chcę ich pamiętać  boli moja wina błędy i pomyłki uderzają w twarz coś było i uparcie tego nie ma jak człowieka w tym słynnym wierszu Szymborskiej  myśmy też umarl...

Wiedźmy też czasem płaczą

Wiedźmy też czasem płaczą. Z nieustalonego żalu za wolnością, nieskrępowaną i dziką, targającą włosami na wietrze. Taką, która wymiata z duszy niepokój, ból, troskę i smutek. Z tęsknoty za najczulszym dotykiem. Cichym w urwanym oddechu, w szepcie, w gęsiej skórce na plecach.  Z ciężaru wspomnień kładących się cieniem na każdym dniu. Ciążących ołowiem win, raniących kolcami kłótni, ziąbiących obojętnością wygasłych uczuć. Z bólu trącanych wzruszeniem strun duszy. Katując się dźwiękami szarpiących serce nut, rozdrapując stare zaschnięte rany do świeżej krwi. Z nadzieją, że jej czerwień i ciepło obudzą cokolwiek do życia. Z powodu pustych, nic nie wartych słów rzucanych na wiatr. Cichych obietnic zawartych w spojrzeniach, z których nie został już ślad. Nadziei, zdeptanych przez chichoczący los. Z powodu każdej błahej sprawy, co urasta do rangi tragedii. Siada na barki i pochyla w bezradności ramiona.  Z powodu każdego upadku, którego nikt nie może zobaczyć, z którego trzeba się p...

Babcia Broncia kulinarnie

Babcia lubiła pasztet. Ale po kolei. Lepiej pamiętam śniadania dziadków z okresu letniego, kiedy nie chodziłam do szkoły i często im towarzyszyłam. Byłam też dostarczycielem porannych bułek trzy razy w tygodniu. Jeździłam po niego niedaleko, za las do sklepu. Pani Ela miała sklep, w którym można było zaopatrzyć się praktycznie we wszystko. W ladzie leżał też pasztecik, w bardzo apetycznym szarym kolorze, dobrze pieprzny i smarowny. Domowy ser z porządną ilością kminku. Kiełbasa śląska. Moja ulubiona chałwa ze Skawy. I masło tam było, nie za miliony, szampony do włosów, woda mineralna Ustronianka w szklanych butelkach i kolejka do drzwi. Pierwszy śniadanie jadł dziadek, zgodnie z niepisaną zasadą pierwszeństwa ustanowioną przez wielopokoleniowe różnice płciowe przekazywane z pokolenia na pokolenie. Babcia przygotowywała mu bułki w plasterkach, lub chleb, z masłem , słodką herbatę, ale taką nie za gorącą, żeby można było pić od razu głośno siorbiąc. Latem często pomidory bez skórek, poni...

Świąteczna pocztówka

 Pamiętam jedne piękne, białe święta. Gdzieś między 2001 a 2003 rokiem, chociaż ciężko mi powiedzieć który to był dokładnie rok. Wtedy jeszcze w domu pełnym ludzi. Ciepłym od kaloryferów i węglowego pieca u babci. W którym co jakiś czas słychać było potężne trzaśnięcie drzwiami, kiedy dziadek wychodził na podwórko, lub z niego wracał. Zawsze wpuszczał trochę rześkiego, zimowego powietrza do środka.  Mój pokój pełnił zaszczytną funkcję pokoju gościnnego, w którym rok rocznie odbywała się Wigilia. Stąd łóżko musiało zostać uprzątnięte, biurko uporządkowane, a moim zadaniem było udekorowanie stołu. Uzbrojona w tradycyjny obrus, żelazko i radio spędzałam kilka godzin na tym szykowaniu. Wpadając co chwila do babci na siku, herbatę, kawę, wodę do żelazka, łapałam kolejne zapachy odnotowując kolejne etapy przygotowań do świąt. Zupa rybna, moczka, kapusta, makówki, znowu rybna, ale już odcedzona, kompot z suszu, znowu makówki, parujące rybie głowy. Do tego dziadek z moją mamą zachwyca...

Prezentobranie

Pamiętam, kiedy dotarło do mnie, że Dzieciątko nie istnieje. To była moze druga lub trzecia klasa. Późno być może, ale jak można inaczej wytłumaczyć pojawiające się znienacka pod choinką prezenty w kolorowych świątecznych reklamówkach z dużego orzeskiego GS-u? Jak inaczej wytłumaczyć, że dostałam lalkę Barbie, moje siostry też, każda dostała swoją, a przecież mama milion razy powtarzała, że nie mamy za dużo pieniędzy? A taka lalka to pewnie kosztuje dużo. I nie widziałam jej w domie towarowym, a przecież to było centrum świata. Jak wytłumaczyć, że kapcie zawsze pasowały idealnie, że były pod choinką akurat wtedy, kiedy w starych wychodził już duży palec? Innego wytłumaczenia, niż wszechwiedzące Dzieciątko, które chyba rzeczywiście wszystko widzi, nie było.  Czar prysł, kiedy u babci pod choinką znalazłam książkę. Jeden z nielicznych niepraktycznych prezentów. Babcia wiedziała, że bardzo lubię czytać, ale Dzieciątko też mogło wiedzieć. Ale Dzieciątko nie potrafiło pisać tak jak babc...

Do D

Myślałam, że sobie poszłaś. Że odpuściłaś nareszcie. Z radości zrzuciłam zbroję, schowałam wszystkie bronie. Zaczęłam widzieć wyraźniej, więc czemu cię nie dostrzegłam? Chwilowy oddech pomyliłam z trwałym pokojem. Ukojenie ciszą rozproszyło uważność. A ty stałaś tuż obok. Nie czułam wbijanych w plecy szpilek. Nie bolały kąsania złośliwych uwag. Lekki śmiech zagłuszył twoje utyskiwania. Czasem mignęłaś mi w lustrze, grymasem twarzy na mój własny widok. Zmęczyłaś mnie kilka razy, gdy już chyba tylko udawałam. Pozwalałaś zachłysnąć się radością, żeby zalać żółcią serce na tygodnie. Nie dałaś za wygraną, odpoczęłaś tylko, przeładowałaś broń i atakujesz na nowo. Wiesz, że nie mam szans. Zanim sie zorientowałam, było już za późno. Szarpałaś sercem jak zwariowana maszyna. Budziłaś, za każdym głębszym sennym oddechem. Ściskałaś głowę imadłem strachu, bólu, cierpienia. Wpełzałaś w piersi i kłułaś strachem. Palilaś płuca zbyt szybkim oddechem. Widze Cię już wyraźnie, wściekłą, atakującą jak zra...

Tata, jestem już dorosła

Cześć Tata.  Chciałam Ci się pochwalić, że wreszcie dorosłam. Może z Tobą byłoby mi łatwiej, ale wiesz, dałam radę. Nie jestem tym, kim chciałeś, żebym została. Nie jestem nawet tym, kim sama chciałabym być. Ale wiesz, jestem już dorosła i jestem tym, kim muszę być. Nie spełniam Twoich marzeń, przepraszam. Zaczęłam mieć wreszcie swoje własne. I troszkę popychana przez przyjaciół spełniam je powoli. To bardzo przyjemne, kiedy robisz coś, co powoduje uśmiech na Twojej twarzy. I wiesz Tata, bardzo mi przykro, że nie miałeś tych chwil za wiele. Nie rozumiałam wtedy, tak dawno temu, Twojej ucieczki w muzykę. Nie rozumiałam głośnego Queena i setek prób zagrania melodii na keybordzie. Dziś słuchałabym z Tobą, bo wiesz Tata, dziś jestem dorosła. Humor mamy ten sam, wiesz. Moglibyśmy robić na każdej imprezie za lożę szyderców. Prześmiewczą i okrutnie ironiczną. Oglądać stare kabarety, bo te nowe to już nie to. Parskać śmiechem na "Samych Swoich" i cytować wszystkie dialogi. Robić te s...

Twój największy wróg

Czasem Twój umysł to Twój największy wróg. Cichy, podstępny, dobrze przygotowany, znający Twoje mocne i słabe strony. Atakuje, kiedy chce, bez ostrzeżenia i powodu. Podrzuca Ci wstrętne, mroczne myśli najdziwniejszych treści. Z każdej strony poddaje wszystko w wątpliwość - myśli, uczucia. Wiarę w ludzi i ich dobre zamiary. W przyjaźń. W dobre słowa. Cichym wieczorem wywraca Twój spokój do góry nogami. Wyszukuje z pamięci kiepskie obrazy z wojennych lektur, zasłyszane kiedyś przelotnie wiadomości, straszy chorobą, wojnami, samotnością i strachem. Napawa Cię lękiem przed strachem. Z czasem zaciska Ci szczęki, wytrąca serce z miarowego rytmu. Oszalałymi rzutami wzburza krew w środku nocy. Cały dzień żyjesz w cieniu oczekiwania na najgorsze. Każda syrena powoduje drżenie rąk, każdy telefon szybsze bicie serca. Za jakiś czas czujesz się chory. Poważnie i rzeczywiście. Bóle zatruwają Ci dni, rozmyślania noce. Zaciera się granica między pewnością, że to strach a wątpliwościami, ze to coś więc...

Wiankowego portretu część ostatnia

 Trylogii część trzecia. To nie my wszystkie Stanowickie Babeczki, ale te, które swoją obecnością drgnęły moją duszą. M jest uosobieniem antycznej rzeźby. Ma posągową twarz, którą jednak od kamienia różnią serdeczne, ciepłe, pełne uczuć oczy. Jest dla mnie jak antyczny wzorzec - zawsze idealna fryzura, idealny makijaż, idealny strój dopieszczony do najmniejszego szczegółu. Idealnie zorganizowana, wszystko ma na czas i o wszystkim zawsze myśli z wyprzedzeniem. Potrafi zaskoczyć pomysłowością, inspiruje i ciągnie nas w górę. Podziwiam jej talent do urzędowych pism. Tam nie ma przecież miejsca na polot i fantazję, a jedynie na konkretne słowa niosące realne treści. Konkretna, zdecydowana, nie przyjmuje, że może być inaczej niż zaplanowała. Ogromne, miękkie serce, miłość do piękna i rodziny, codzienna troska o innych. Taka w skrócie jest posągowa M. E próbuje być dla nas zgryźliwą tetryczką, ale za bardzo ją kochamy, żeby się dać złapać na te pozory. Inteligentna i błyskotliwa, ciągle ...

Wiankowy portret - kolejne szkice

A ma czarne oczy Cyganki. Ale nie, nie takiej, co to nią straszą dzieci. Takiej, co w sercu ma żar, w oczach błysk a na ustach zalotny uśmiech. Właśnie taka trochę jest A. Kiedy idzie, każdy krok jest pewny siebie, zalotny, kobiecy, a mnie się wydaje, że słyszę pobrzękiwanie złotych bransoletek. Pasują do niej falbaniaste suknie, chociaż zamienia je na spodnie. Jak się uśmiecha, widać małą psotnicę. Sądzę, że uwielbia zabawę, dobre towarzystwo na pewno. Brak tylko ogniska, wokół którego mogłaby tańczyć. Oczy jak czarne węgle, a w sercu prawdziwy diament. Pomocna, opiekuńcza, cierpliwa. Zbyt wiele widziała i przeszła, by martwić się nieistotnymi sprawami. Nasza mistrzyni igły i kopalnia modowych pomysłów.  B jest jak bombonierka. I to taka dobrze zapakowana. Pamiętacie piosenkę Grzegorza Turnaua i Basi Stępniak -Wilk? O takiej bombonierce, co skrywa słodką tajemnicę. B również. Cicha i skryta. Uważnie słuchająca, ale sama niewiele mówi. Co jakiś czas zza papierka wyłania się kawałe...

Wiankowy portret

D ma oczy jak koniakowe bursztyny. Przepiękne, te najdroższe, z inkluzjami, które czynią je niepowtarzalnymi. I ona cała jest jak bursztyn. Na wskroś naturalna. Prawdziwa. Z każdą zmarszczką, plamką na dłoni, ze szczerością w sercu. Jest ciepła. Bursztyny są ciepłe. Emituje delikatne ciepło, w którym sporo z nas chciałoby się ogrzać. Ciepło akceptacji, brania życia jak leci, lekkiego humoru i codziennej wytrwałej pracy. Zawiera w sobie prawdy zaszyte przez pokolenia. Mówi prosto, otwarcie i prawdziwie. Czerpie z przeszłości, z bogactwa prastarej mądrości. Nie potrafi milczeć, ale dziwne, że zawsze trafia w sedno, choćby to kłuło i bolało. K jest jak diament w piosence Marilyn Monroe. Najlepszy przyjaciel dziewczyny. Ona sama jest właśnie jak diament, błyszczy, chociaż wcale nie musi się starać. Ale to uwielbia. Gwiazdka. Ale nie puste świecidełko. Ma w sobie seks, szyk i błysk, zupełnie jak wspomniana aktorka. Zdaje się ulotna w swej eterycznej urodzie. Zbyt doskonała jak na rzeczywist...

Myślodsiewnia

Chciałabym mieć myślodsiewnię Dumbledore'a. Dyrektor szkoły magii Hogwart posiadał magiczną czarę, do której mógł włożyć myśli wyciągnięte z własnej głowy. Te, które były zbędne, których było za dużo, które przeszkadzały w jasnym myśleniu. Być może wrzucał tam również te, które go smuciły, przerażały, przygnębiały. Ja bym na pewno tak robiła. Jest ich w mojej głowie za dużo po prostu. Ściskają się tam, kłębią, jak żmijowisko. Głównie te złe, szpetne, smutne. Strachy, obawy, lęki. Krzywdy, niesprawiedliwości, zło. Miliony informacji, obrazów, emocji. Wszystko trafia we mnie jak celny pocisk. Moja głowa przed niczym nie potrafi się ochronić. Chciałabym, żeby nie docierało do niej nic. Ciągle przetwarza, wyciąga z przeszłości, sprzed chwili, miesza i śle wizje. Męczy trwożliwe serce tysiącem złych obrazów. Nie potrafię ich wyrzucić, a przecież ich nie chcę. Czuję, że już tam jest za ciasno, że kąsają, atakują, nie potrafię uciec, przestać myśleć, nie panuję nad nimi. Nie mam ucieczki...

Dożynki

Dożynki zawsze były bliskie mojemu sercu. Jako wnuczka gospodarzy tematy rolnicze mam we krwi. Wychowana w poszanowaniu natury, ukochaniu jej darów i szacunku wobec jej potęgi. Małe gospodarstwa rozsiane po śląskiej ziemi są moim najukochańszym wspomnieniem minionych lat, a ich zmniejszająca się liczba smuci mnie ciągle. Nasz wyjątkowy Heimat upstrzony szybami kopalń, hałdami, ceglastymi familokami, kominami hut, a między tym wszystkim pocięte miedzami kawałki pól i łąk. Pasące się krowy, kozy. Zaprzątnięte do gospodarskich maszyn konie, kiwające łbami przy ciężkiej pracy. Na równi z traktorami i kombajnami. Wzajemne pozdrowienia i słynne: "Szczęść Boże". Któż bowiem jest bliżej Boga jak ten, który w codziennej pracy zachwyca się Jego dziełami. Mglistymi wiosennymi porankami, kiedy gnój parował na widłach. Rześkimi wschodami, kiedy nawet krowy niechętnie wstawały ze słomy. Wilgotną, świeżo zoraną ziemią gotową na sianie i sadzenie. Kwietniowymi deszczami dającymi życie. Majow...

Babeczki z rodzynkami

Czuję już na plecach oddech zbliżającej się imprezy, w której organizację włączyłam się wraz z koleżankami z koła gospodyń wiejskich. Reaktywowane KGW to poza moją osobą kilkanaście kobiet w różnym wieku, różnych zawodów, zainteresowań i poglądów. Jakoś tak się złożyło, że dobrze nam ze sobą, w naszym babskim towarzystwie. Ciężko nas porównać do podobnych formacji sprzed jeszcze choćby dekady. Kolorowe wianki, zwiewne spódnice i t-shirty z zaprojektowanym dla nas logiem. W końcu robić coś dla innych można i bez szumnego stroju. Pokazywać naszą kulturę i tradycję można też w dżinsach, ale za to z gorącym sercem. Ostatnio myślę gdzie byśmy były bez tych, którzy cicho i wiernie towarzyszą nam w tym wariactwie. Naszych mężów.  Siedzimy do późna na próbie. Śpiewy, teatry, kupa śmiechu i poważne rozmowy rozpływające się w gęstej czerni nocy. Ten jeden dzień, kiedy kto inny ogarnia kolację, kąpanie i mycie zębów. Kiedy ktoś siedzi sam na kanapie z pustym miejscem obok. Kiedy nie ma kogo z...

List do Taty #3

Wyślij pocztówkę, choć może lepiej  list napisz długi  na czerpanym papierze. Opowiedz to wszystko  czego w tamtym czasie usta strwożone prawdą  nie wypowiedziały. Ucisz tęskniące serce, żalem ściśnięte od dawna, ciche w swym łkaniu daremnym samotne w swej małej żałobie. Pogłaszcz mnie we śnie  szukającą Ciebie jak Jan swej Urszulki po wszystkich zaświatach. Napisz mi proszę, czy serce wciąż gorące, czy pamięć wciąż o nas jak nasza o Tobie? Daj znać, czy u Ciebie sierpniowe słońce się złoci, poranna rosa rzeźwi, wiatr pachnie schyłkiem lata? Czy tam gdzie jesteś, niebo jest błękitne, czy możesz leżąc  zgadywać kształty chmur? Czy dojrzewa śliwka, czy kwitnie wrotycz, czy się czerwienią  dzikie jabłka w sadach? Czy Twoje oczy brązowe  wciąż bystre i czujne, czy wąs wciąż i Ciebie i gęsta czupryna? Napisz choć słowo, napisz choć zdanie, niech wiem że Ci się nie dłuży  na mnie czekanie....

Pokolenia

Siedzę wpatrzona w kolejną pełnię. Myślę o tych ludziach, którzy byli tu kiedyś przede mną. Bez zegarów, smartfonów, z czasem mierzonym kolejnymi wschodami i zachodami, pełniami i całkiem czarnymi nocami. Łączy mnie z nimi niewidzialnie jego niezmienna tarcza, odmierzająca kolejne pokolenia. Przypominam sobie niedokładnie wszystkie przesądy i powiedzenia, które znała babcia na temat księżyca. Nie przypomnę ich już sobie dzisiaj dokładnie, śmiejąc się z nich zawsze, mając za zabobony i nic nie warte wierszyki. Jest przecież nauka. Jest coś potężniejszego od śmiesznych rymowanek. Nie umiałam pojąć wtedy i docenić wszystkich pokoleń matek i babek stojących swoją prostą mądrością za tym przekazywanym sobie porzekadłem. Dzisiaj jest inaczej. Dzisiaj czuję te niewidzialne nici, które mnie łączą z dziedzictwem moich przodków. Dostrzegam w sobie miłość do ziemi, do jej najprostszych prawd, do prostych zasad rządzących światem, do kilku bogactw. Wystawiam twarz do słońca, tak jak robiła to moja...