Czyjeś szczęśliwe życie to czasem tylko dobrze zagrana rola. Taka, o której nikt, lub niewielu, wie. Paskudna, bez reżysera, z tanią charakteryzacją, bez dubli i kaskaderów. No i bezpłatna. Nie licząc rachunku pisanego przez własne ciało, cicho zbierającego koszty jak skwapliwa księgowa. Scenariusz nieprzewidywalny. W dialogach improwizacja. Jedyną wskazówką jest idealne życie na filmikach w sieci. Wyuczony uśmiech, grzeczne i miłe słowa, które wypowiadasz jak mantrę. Kolejne etapy dnia realizowane jak zadania w grze. Zadaniowość i systematyka, proste schematy. Mówienie tego, co się powinno, a nie tego, co by się chciało. Spełnianie oczekiwań innych - w pracy, w domu, wśród przyjaciół. Bycie doradcą, przyjaciółką, mamą, odpowiedzialnym dorosłym, panią domu.
Poukładana, bo to jedyna szansa, by niczego nie przegapić. Jedyna szansa, by ukryć prokrastynację, która kusi Cię codziennie przekładać sprawy na zaś i zaś. A i tak budzisz się spocona w nocy próbując sobie przypomnieć, o czym zapomniałaś. Mistrz w ogarnianiu na szybko tego, co wypadło z zapchanej plątaniną myśli głowy.
Mądra mądrością podręczników, taką, którą można zabłysnąć tu i tam, sprawiając wrażenie kompetencji, doświadczenia, obycia. Twoja głowa łapie wszystko, chłonie jak gąbka, dlatego wiele informacji w niej zostaje. Zasłyszane, przeczytane. Wzory skróconego mnożenia z szóstej klasy, klasyfikacja gleb z geografii, zasadę komplementarności DNA, budowa serca ptaków i numer rejestracyjny pierwszego malucha wujka. Tłoczysz w głowie wszystko ze strachu, że kiedyś ktoś zapyta, a Ty nie będziesz wiedziała. Wyjdziesz na dyletanta, na głupka. A przecież tyle walczyłaś, aby pozbyć się tego przydomka. Zawsze ciekawa wszystkiego, boisz się, że przeoczysz coś ważnego.
Pani dobra rada. Słyszałaś już milion historii, czytałaś, widziałaś. Schematy powtarzają się zaskakująco często. Szybko dopasowujesz przypadek do modelu, potrafisz doradzić, współczuć, ostrzec, dojrzeć w kimś to, czego nie chce pokazać. Przecież sama najlepiej wiesz, jak to jest, prawda? Najtrudniej dawać rady samej sobie, dlatego brniesz w tę rolę, dumna z szacunku, jakim Cię ludzie darzą.
Mama. Kochasz, ale nie potrafisz wcielić w życie wszystkich zdrowych, polecanych rad. Wybuchasz, aby przepraszać, a zaraz potem trudzisz się na zainteresowanie, na słuchanie, na rozmowę. Chcesz być idealna, bo tylko ideał się liczy, ale Twoi aktorzy nie współgrają. To Twoja najgorsza rola, najczęściej czujesz porażkę i najwiecej masz sobie do zarzucenia. A oni i tak rzucają Ci w szyję słowo "kocham" jak wyrzut dla Twojej amatorszczyzny.
Uczynna. Nie możesz znieść myśli, że mogłabyś być niepotrzebna. Zbędna. Przecież tym żyjesz, żeby być dla innych, dla siebie nie potrafisz. Ze sobą prowadzisz walkę, kłócisz się, okłamujesz, ranisz i przepraszasz. Jak w kiepskim związku. Dopóki jesteś dla kogoś, dla siebie nie musisz. Rozpaczliwie, ciągle potrzebujesz wiedzieć, że nadal masz to miejsce - niezbędnej. Bez tego Twoja gra, maska, nie są nic warte.
Zabawna. Psychologiczna hipokrytka. Wiesz, że ludzie uciekają od smutku, tragedii, cierpienia. Nie wiedzą, jak sie zachować, co powiedzieć, a na dłuższą metę, mają Cię po prostu dość. Śmiać uwielbiają się wszyscy. Pomagają zapamiętane z kabaretów kwestie, wrodzona ironia i sarkazm. Bawisz, sama sie śmiejesz, z siebie najgłośniej. Widzisz, uwielbiają Cię. Kolejny raz zagrałaś po mistrzowsku.
Czasem lubisz tę maskę i nosisz, jak dobrze dobrany makijaż.
Czasem zrzucasz wieczorem, kiedy wszyscy śpią i rozpaczliwie marzysz o kimś, komu możesz się taka pokazać. Bezbronna, prawdziwa, głupia, smutna, przestraszona, niepewna. Pełna wątpliwości, pretensji, żalu i wstydu.
Kończysz drinka i kładziesz sie do łóżka. Trzeba się przygotować do jutrzejszej roli.
Komentarze
Prześlij komentarz