Cicha, trochę duszna drewniana sypialnia. Pachnąca pościel, delikatny chłód pieszczący nagie ramiona. Odgłosy ptaków zza okna i ani jednego samochodu. Chropowatość desek pod stopami, ciepłych od słońca wpadającego przez okno. Cichy pomruk lodówki z kuchni, spokojny oddech psa. Duszny zapach drewnianego domku. W kuchni wykrochmalone, białe, lniane firanki. Gorzkawy aromat kawy z ekspresu. I radio, które towarzyszy mi na co dzień. Chłód poranka na tarasie, który ciężkim szalem owija szyję, szczypie w nagie piersi i czerwieni policzki. Kilka wdechów ciężkiego od rosy powietrza. Krótki spacer po mokrej trawie i z powrotem do łóżka. Zanurzyć zimne stopy w cieple rozmarzonej sennie pościeli. Z uśmiechem na ustach słuchać ptasich kłótni. Głaskać delikatnie ciepły psi łeb, i słuchać jej spokojnego oddechu, przerywanego mlaśnięciami i westchnieniami. Później spokojne śniadanie, chleb w twardej skórce, która zostawia mnóstwo okruszków podczas krojenia. Masło i świeży pomidor, albo twarożek z rzo...
"Chodzi mi o to, aby język giętki powiedział wszystko, co pomyśli głowa" /J.Słowacki/