Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2018

jesienno listopadowe rozmyślania

Rodzinne strony. Czasem leżą kilkanaście, kilkaset kilometrów od miejsca zamieszkania, czasem są z nim tożsame, ale zawsze mają w sobie szczególną magię dziecięcego sentymentu. Pejzaż bliski sercu, chociaż często tak bardzo zmieniony przez nowe domy, szersze drogi, wycięte drzewa, ekrany, billboardy, kolorowe elewacje nowocześnie otynkowanych domów. Wszystko wprawia w niesłychaną irytację, najlepiej, gdyby wszystko było po staremu. Słońce jednak zawsze łaskawsze w tych okolicach i cieplejsze, bardziej ogrzewa serce, chmury znajome, jakby na tym niebie one jedne pozostawały niezmienne i wisiały tutaj od lat. Wiatr przynosi znajome zapachy ziemi, kominów, samochodu sąsiada. Kilka znajomych dźwięków oparło się upływowi czasu i nadal pieści nasze ucho. Niebo bardziej niebieskie a widoki trącają nostalgiczne nuty w naszych sercach. Chociaż las nie jest już tak ogromny jak się wydawał w naszej dziecinnej pamięci a wielkie jezioro w sumie jest niewielkim stawem, to jednak przecież to drzewo, ...

kiedy wreszcie dorosnę...

Pamiętam, kiedy jako młoda dziewczyna buntująca się dla zasady przeciwko wszystkiemu, co ustanowią rodzice, słyszałam wielokrotnie magiczne stwierdzenie" kiedy będziesz dorosła i pójdziesz na swoje będziesz sobie mogła robić co chcesz!". Dorosłość a w pakiecie również wyprowadzka z domu, jawiła mi się jako cudowny błogostan wolnej woli, samostanowienia i wolności w ogóle. Osiągnięcie ogólnie przyjętego progu dorosłości zrobiło niewielkie wrażenie na moich rodzicach dlatego zaklęcie powtarzali nadal, jedynie trochę zmodyfikowane, stosownie do faktu pełnoletności ich córki. "Jak będziesz na swoim będziesz sobie mogła robić co chcesz". Amen. Zatem niezrażona przeciągającym się okresem wyczekiwania snułam swoje plany i marzenia odnośnie wielkiej chwili pójścia na swoje  i robienia tego co to się tylko mi będzie podobać. Miało być zatem sielsko anielsko w przytulnym, gustownie urządzonym mieszkanku, pełnym zapachowych świeczek, z kubkiem liściastej herbaty popijanym przy...

Kali jeść Kali spać

Podzieliłam się ostatnio ze znajomą pewną informacją, której źródłem był wszechobecny internet. "-może jest fejkowa*", "-jaka??" "- nieprawdziwa, zmyślona". No to rozumiem, fejku niekoniecznie, podobnie jak ostrzeżeń przed spojlerem na stronach filmowych, gdzie mi kojarzy się wyłącznie z częścią samochodową. Idę do sklepu a tam czeka na mnie smofi, do złudzenia przypominające koktajl, ale odpowiednio przez tę dziwną nazwę droższe. Pizza i kebab jakoś się już przyjęły ale zaczyna być modna szoarma przez każdego sprzedawcę inaczej wymawiana, tak, że do końca czasem nie wiadomo czy to o to chodzi. Restauracyjnie aperitif jest nam już znany, niemniej warto wiedzieć czym jest amis busz i że tym się człowiek nie naje do syta. Przekąska brzmiałoby przecież trywialnie, kiedy się podaje  mus homarowy z kozim serem i konfiturą z pomidorów.  W świecie mediów społecznościowych zawrót głowy, począwszy od lajkowania przez subowanie, do czilałtu i różnych skrótów myślowy...

Nie masz na świecie żadnej pewnej rzeczy

Kiedy w sobotę rano przeczytałam w internecie wiadomość o śmierci Kory w pierwszym momencie pomyślałam sobie, że to być może kolejna nieprawdziwa informacja rozpowszechniona w internecie, dopiero potwierdzenie z kilku źródeł dało mi pewność. Przecież nie tak dawno temu przeczytałam, że zmarł Tadeusz Sznuk, podczas gdy on sam we własnej osobie prowadzi nadal, z wrodzoną elegancją, jeden z nielicznych teleturniejów w którym liczy się jeszcze wiedza. Nic więc dziwnego, że do wszelkich informacji publikowanych w sieci podchodzę z rezerwą i przede wszystkim na wstępie poddaję w wątpliwość wszystko co w nich podano. Skąd ten sceptycyzm? Zdaje się żyjemy w czasach, kiedy w wątpliwość poddaje się wszystko i wszystkich. Nie tylko w sieci, gdzie najłatwiej o anonimowość i nikt już nie bierze odpowiedzialności za słowa. Bardzo łatwo rozpowszechnić każdą informację, a czytelnicy zdaje się przestali być już krytyczni wobec ogromu śmieci jakie krążą po internecie. Jedni przyjmują wszystko za "a...

między ciszą a ciszą

W popularnych mediach społecznościowych często znajduję obrazek/zdjęcie z dość poważną i smutną sentencją mówiącą o tym, że człowiek w grupie ludzi czuje się samotny. Osamotniony. Nie ma wątpliwości, że stan taki jest trudny, przygnębiający i depresyjny. Z drugiej strony współcześni ludzie jak ognia boją się ciszy, boją się pobyć samemu ze swymi myślami, ze sobą, boją się chwil samotności, chociaż tylko pozornej. Dobrze czasem pobyć samemu.. I w ciszy. W umyśle otwierają się wszystkie szufladki, myśli, wspomnienia, słowa, uczucia mieszają się ze sobą płynąc wolno przez naszą świadomość, układając się w niezwykły kalejdoskop skojarzeń, faktów i marzeń, odbiegając czasem bardzo daleko od rzeczywistości. Brak skupienia na jakimś konkretnym temacie owocuje najróżniejszymi, wręcz zaskakującymi skojarzeniami, tak że na końcu tej drogi trudno dojść początku. Można bezkarnie wyobrażać sobie i przeżywać najbardziej fantastyczne, frywolne i nieprawdopodobne scenariusze swojego życia. Można się ...

wsi spokojna, wsi wesoła

Za sprawą telewizji przyzwyczailiśmy się do widoku odmienności kulturowej, zyciowej, do inności w ogóle gdzieś daleko poza granicami naszego kraju, gdzie podróż zajmuje wiele godzin lub dni a ludzie mówią dziwnymi jezykami. Jeżeli jednak jedzieny kilkaset kilometrów w obrębie naszego kraju przekonani jesteśmy że niczego nowego nie doświadczymy. Mazury. Świat zupełnie inny niż ten, który oglądam na co dzień. Inna mentalność, styl życia, mowa i zwyczaje. Tutaj panuje przyroda, nie beton i szkło. Kilka większych miast które nie chcą się wywyższać i pozostają połacią niewysokich domków, zabytkowych kościołów i budynków pamiętających jeszcze czasy Krzyżaków. Poza tym niezliczone łąki, pastwiska i pola, wsie wtulone pomiędzy wzgórza i jeziora, ciche i spokojne. Okolica cudna i malownicza. Pagórki i wzgórza w ogromnej liczbie, jakby Stwórca początkowo zamierzał tutaj osadzić Tatry, ale prędko się rozmyślił. Zmył wodą swoją misterną pracę, wygładzając i wysubtelniając krajobraz i zostawiając ...

luźne Polaków przy grillu rozmowy...

 - O! Kochana jak miło Cię widzieć i że nas zaprosiłaś, wiesz, strasznie się cieszymy, już dawno Was tutaj nie odwiedzaliśmy.  - W zeszłym tygodniu byłaś Halinko...  - No, ale tak służbowo można powiedzieć, u wnuczka, a tak, żeby na grilla, czy coś to już dawno i o!! Janinka jest też i Zbysiu! Zbysiu, a ty jakby tych włosów coraz mniej i ..  - Mamo tam sobie może usiądź, tam jest cień, będzie Ci wygodniej  - ...ślicznie ci w tym niebieskim Janinko! Tak, tak, ja może do cienia, ale tatę, tatę koniecznie też do cienia, wiesz, że on nie może tak na słońce się wystawiać  - Halinko ja sobie obok Zbyszka, wiesz, usiądę, my tutaj mamy własne tematy  - Jakie własne?! Razem siedzimy, razem mamy tematy, chodź tutaj koło mnie, potem nie pilnujesz ile już wypiłeś, wiesz, że wątroba ci nie służy  - A kto powiedział mamo, że pić będziemy, my bardziej na grilla was...  - No ale to nic?? Nic a nic? No, zresztą, wy zapraszacie, wy częstujecie... A to ...

śląska sobota

Kilka lat temu Kabaret Młodych Panów w skeczu "Opowieści Biblijne" opisał taką scenkę: "I uderzył Mojżesz w Zalew Goczałkowicki i pół Śląska nie miało wody. A była to sobota.". Śmiali się tylko Ślązacy. Bo trzeba się na Śląsku urodzić i wychować aby poczuć i poznać czar śląskiej soboty - dnia niezwykłego i ekscytującego! Trochę sama pamiętam z dzieciństwa a trochę znam z opowieści rodziców, ale sobota była dniem wielkich porządków, prania i kąpania. Z rana robiło się pranie i zakupy "na niedzielę" - zapas chleba, piwa, papierosów, wszelkich innych rzeczy, bo w sobotę sklepy czynne były do 13 a w niedzielę wcale i - o dziwo - nie było to głównym tematem wiadomości! Pranie robiło się na tyle wcześnie, żeby zdążyło wyschnąć do wieczora, na niedzielę musiał być porządek a pranie uprzątnięte. Pospolitym ruszeniem każdy dostawał jakieś zajęcie i przyczyniał się do realizacji sobotniego planu. Obowiązkowo ścierało się kurze z wszelkich mebli i wszystkiego co stał...

chciałbym być sobą

...czyli kim?  Kto może powiedzieć, że jest po prostu sobą, takim jak chce, czuje, jak mu się podoba i może sobie na to pozwolić? Kto to jest ta JA prawdziwa i własna, która mówi: jestem sobą i nikim innym? Co oznacza w ogóle bycie sobą? Wyrwanie się z pewnych zasad zachowań, przymusów, nakazów i zakazów, "wypada" i "nie wypada", można, trzeba, nie wolno? Swobodne nieskrępowane zachowanie? Czy bycie sobą oznacza, że można mówić i robić co się chce i czy wtedy jest się szczęśliwym? Bo tęsknota do bycia sobą oznacza chyba pewne poczucie dyskomfortu osoby wciśniętej, wpasowanej w jakąś rolę społeczną, życiową, w pewne realia, które wymagają określonego zachowania. Czy pozbawieni wszelkich zasad i obowiązków i oswobodzeni z wszelkich powinności potrafilibyśmy zacząć zachowywać się zgoła odmiennie i z tej całkowitej swobody skorzystać, czy tez zasady i konwenanse są tak głęboko wrośnięte w naszą ludzką osobowość, że nie potrafimy się ich pozbyć? Być może marzenia o byci...

wiosna, wiosna wkoło

Siedzę sobie na ogrodzie. To już ten czas, kiedy bez dziwnych spojrzeń sąsiadów (jak np. w grudniu) można usiąść na krześle i odpocząć łapiąc ciepłe promienie słońca.  Za płotem łąka, nie koszona od dłuższego czasu dlatego po zimie pokrywają ją długie źdźbła wyschniętej trawy. Podleciał kos, usiadł, pospacerował i z uwagą wybrał piękną gałązkę w sam raz na lokum dla wybranki serca i przyszłego potomstwa. Po krótkiej chwili jednak rozmyślił się i rozpoczął poszukiwania na nowo. Dołączył do niego drugi kos i przeczesywali łąkę w dwóch. A ponieważ łąka jest obszerna i trawy w bród po kilku chwilach uczynili niesamowitą awanturę kłócąc się zaciekle o jakiś, szczególny widać, kawałek badyla na który oboje mieli ochotę. Na drzewie opodal toczy się  zacięta dyskusja kilku wróbli, próbujących rozdzielić  między siebie najbardziej atrakcyjne miejsca na gniazda. Jeden dość agresywny przeskakuje co rusz na inną gałąź, pusząc się i wrzeszcząc niemożliwie na całą resztę. Moja suczka p...

w ogrodach wspomnień

W mojej głowie zazwyczaj wiele się dzieje i często próbuję sobie zwizualizować jak może wyglądać jej wnętrze, skoro tyle się tam dzieje, a jednocześnie wiele osób mówi, że mam dobrze "poukładane". Więc wyobrażam sobie rzędy szafeczek ze skatalogowanymi pojęciami jakie kiedykolwiek ktokolwiek jakkolwiek "włożył" mi do głowy, wszelkie informacje, fakty, wierzenia, strachy, przekonania i wartości włożone w schludne katalogi i poukładane alfabetycznie. Na razie ich nie gubię, ale kto wie, co będzie kiedyś... To jednak tylko niewielki wycinek. Resztę zajmują ogrody. Największy z nich, ten, po którym najbardziej lubię się przechadzać to ogród dobrych wspomnień. Jest ogromny i ciągle się powiększa. Uwielbiam się zatracać w jego pięknie, w jego dorodnych, cudnych kwiatach, krzewach rosnących tutaj chyba od zawsze, odnajdywać maleńkie pączki dawno niewidzianych gatunków. Przechadzam się tędy często, mam swoje ulubione ścieżki, czasem jednak zbaczam na te mniej odwiedzane i n...

bo szczęśliwym się nie tylko bywa...

Niedawno wpadł mi w oko tytuł książki o Barbarze Stuhr - "Basia. Szczęśliwą się bywa". Nie do końca chyba, w każdym razie myślę, że lepiej po prostu permanentnie być szczęśliwym, bywając tylko czasem w innym nastroju. Nie mówię tutaj o szczęściu euforycznym, powodującym łzy wzruszenia, radosny śmiech, taneczny krok, itp. Takie ładunki emocjonalne niosą ze sobą tylko szczególne wydarzenia w naszym życiu, pierwsza miłość, pierwszy pocałunek, urodzenie dziecka, ale są to wydarzenia rzadkie, błyszczące jak diament wśród zwykłych koralików na sznurku wspomnień. Myślę, że można i warto być tak po prostu zwyczajnie szczęśliwym - czuć się ze sobą i z tym co się ma, co się zdobyło lub otrzymało od losu po prostu dobrze.  Taki stan wymaga jednak wysiłku i pracy nad sobą. Mawiamy, że kiedyś ludzie byli szczęśliwsi - i to prawda. Koncentrowali się na swoim małym świecie skupieni na zaspokajaniu podstawowych potrzeb i częściej niż my dzisiaj bywali zadowoleni z życia. Globalizacja i powsz...

o wróblach, dziewicach i Kubusiu Puchatku

Dziś jest naprawdę piękny dzień - pierwszy dzień kalendarzowej wiosny. Równonoc! Od dziś dnia będzie więcej niż nocy. Nadchodzi piękny okres roku, widny, jasny, optymistyczny, napawający energią, witalnością, chęcią działania. Ale nie tylko. Jak się okazuje 20 marca świętują wróble, w Międzynarodowy Dzień Wróbla, a także wszyscy szczęśliwi, ponieważ mamy Międzynarodowy Dzień Szczęścia. Trudno powiedzieć, czy w tym dniu wszyscy powinni czuć się szczęśliwi, czy tylko gratulować tym, którzy za takowych się uważają. W każdym razie, wróble na pewno dziś są szczęśliwe, w końcu mają swoje święto. Zaglądając w kalendarz trudno nie odnieść wrażenia, że świąt jest tyle, że brakło dni w roku na ich celebrowanie, toteż upchnięte zostały po kilka na każdy dzień. Jestem prawie pewna, że taką ilość świąt wszelkiej maści i odmiany stworzyło grono AAWS - Anonimowi Alkoholicy Wstydzący Się. Picia bez okazji. Zatem, aby do kieliszka bez okazji jak ostatni ochlapus nie zaglądać, stworzono dni przeróżne św...

rodzina ach rodzina... !

Podobno  z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach. Ja nie jestem w tym temacie aż tak sceptyczna. Rodzinę każdy ma, a jak tworzy z kimś nową, kolejną, to ma też drugą rodzinę, zazwyczaj "gorszego sortu". Przychodząc na świat każdy z nas dostał w pakiecie powitalnym rodziców, ich przodków, być może rodzeństwo oraz całą masę genów mieszanych przez pokolenia w różnych konfiguracjach tworzących tzw. więź krwi. Moim zdaniem najsilniejszą i najbardziej wartościową na świecie. Jaka by ta rodzina nie była jest własna, najlepsza i jedyna. Ludzie pozbawieni przywileju posiadania bliskich są ubodzy, godni współczucia, chociaż pewnie nie postrzegają swojego ubóstwa w ten sposób.  Wszystko w życiu może się skończyć w ciągu kilku sekund, w ciągu chwili może nam zostać odebrane. Jednak dopóki mamy rodzinę, mamy magiczną siłę do walki o wszystko. Można zachorować, stracić  dom, rozejść się z małżonkiem, mogą nas spotkać duże i małe dramaty, ale jeżeli mamy możliwość schowania się p...

bądź wola moja

Jak trwoga to do Boga - mówi stare porzekadło. A jak wiadomo, porzekadła mówią prawdę. Nawet Ci, którzy na co dzień nie zawsze mają czas lub chęć na rozmowę ze Stwórcą, w chwili trudnej, bolesnej, beznadziejnej przypominają sobie, że warto skorzystać i z tej metody, skoro wszystko inne jakoś zawodzi. No a jeśli nawet nie pomoże, to przecież nie zaszkodzi. Zatem, czy to w domowym zaciszu, czy w murach kościoła, przypominamy Panu Bogu o swoim istnieniu zasypując Go lawiną gorących życzeń. I aby nie pozostawić tej prośby takiej gołej, mało religijnej i świętej okraszamy ją na szybko "Ojczem naszym", myśląc już zazwyczaj o tym, co jutro na obiad, czy zdąży się rozmrozić to mięso na gulasz i czy te granatowe spodnie będą mi pasowały do tej nowej bluzki kupionej przez internet...Amen! O! I już zadowoleni, że oto zrobiliśmy już wszystko, co można, aby ten węzeł gordyjski na drodze naszego życia rozwiązać. A skoro tylko wybrzmi Amen wypatrujemy z nieba boskiej interwencji w naszej sp...

być kobietą, być kobietą...

Co to właściwie oznacza, dzisiaj, na początku XXI wieku, w czasach, kiedy podobno wszystko można, a nic nie trzeba? W dawniejszych, bardziej patriarchalnych czasach rola kobiety była ściśle i dość klarownie wyznaczona poprzez status społeczny i pochodzenie. Dziś coś takiego podobno nie obowiązuje, wmawia się nam, że nie ma gorszych i lepszych i każdy ma równe szanse. Powszechnie jednak wiadomo, że pochodzenie i status społeczny nadal determinują życie ogromnej liczby kobiet. Uboga dziewczyna z małej wioski rzadziej zostaje prezesem banku, adwokatem, czy wziętym lekarzem niż jej rówieśniczka z zamożnej rodziny w wielkim mieście. Ludzkie umysły za nic mają dumne zapisy konstytucji i wielu innych dokumentów o równouprawnieniach, a seksizm ma się świetnie zarówno na wysokich szczeblach władzy jak i w najniższych warstwach społecznych. Zakorzenione w ludzkiej naturze uprzedzenia i przesądy, również te dotyczące roli kobiet w społeczeństwie, nadal żyją.  Nieważne. W...

schronisko dla samotnych dusz

Ten dom istnieje naprawdę. Ma ceglane mury, dach, otacza go podwórko, ogród i płot i zawsze otwarta brama. Mieszkają w nim ludzie na pozór zwyczajni, mama na państwowym kiepsko płatnym etacie i tata - jak przystało na Śląsk - większość życia górnik. Zwyczajny robotnik próbujący zapewnić byt swojej rodzinie w pracy, której nie da się wycenić w żadnej walucie świata. Mieszkają wielopokoleniowo, babcia, rodzice, dzieci. I zawsze jeszcze ktoś. Z rodziny, przyjaciół, znajomych. Każdy garnie się do tej rodziny, chce się przytulić do jej normalności, ogrzać w cieple jej serdeczności i zanurzyć w atmosferze jaką stwarzają wokół siebie tylko dobrzy ludzie. Bezinteresowni,  nie oceniający, współczujący i serdeczni. Każdy jest mile widziany, samotna matka, zagubiona mężatka, zbuntowana nastolatka, każdy kogo trapi cokolwiek, idzie i leczy swoją zraniona duszę. Sami borykają się z rożnymi problemami, takimi jak wszyscy i takimi jak nieliczni. Nigdy o nich nie mówią, czasem widać w ich oczach z...

jak dobrze (czasem) być samemu

Wielka chwila zbliża się wolno, zaznaczona w kalendarzu na czerwono, obietnica nieskalanej swobody i luzu, ciszy w najczystszej postaci, po prostu pustego domu, całego tylko dla mnie. Jakże rzadka, zwykle tylko kilkugodzinna, naszpikowana pomysłami na jej spędzenie i wykorzystanie, jawi się jak namiastka wolności dla więźnia, powoduje dziwne podniecenie i zachwyt. Kiedy drzwi zamykają się za całą gromadką, która postanawia spędzić czas wyjątkowo beze mnie, odczekuję kilka niedowierzających minut zastanawiając się, czy aby nie wrócą. Kiedy nie wracają rozpoczynam radosny bieg przez kuchnię, myśląc jednocześnie o tym, czego bym się napiła (kawka, koniecznie z pianką, albo nie, ta herbatka ulubiona, którą zawsze pije zimną, albo wiem! zrobię sobie drinka, aha i jeszcze to winko mam w szafce, ale w sumie, napije się wody jej przygotowanie zajmuje najmniej czasu a mam jeszcze tyle do zrobienia!)i o tym co włączyć do słuchania - Elvis, dawno nie słuchałam, albo lepiej Beethoven, nigdy ni...

al(e)chemia

Chciałabym wśród zwykłych, prostych ludzi uczciwie żyjących sobie w spokoju i niemających nic wspólnego z jakąkolwiek gałęzią naukową, znaleźć kogokolwiek, komu na co dzień przydaje się wiedza, który pierwiastek jaki ma symbol, liczbę atomową i co z tego wynika, w której grupie i okresie leży dajmy na to tlen i dlaczego oraz ile i jakich wiązań między pierwiastkami tworzyć może węgiel. Owa wiedza tajemna wpajana uczniom na lekcjach chemii ulatuje jak hel leciuchny i nie pozostawia w zasadzie niczego głębszego po sobie. W dorosłym życiu układ okresowy interesuje nas o tyle, czy po wspólnym w parze układaniu Ona dostała okres czy nie i co z tego faktu wynika. Ten wynik to już bardziej kwestia biologii, więc nie wnikajmy. Czcigodny  Dmitrij Iwanowicz Mendelejew za swą genialną tablicę zyskał zapewne wszelkie możliwe wyrazy uznania, za życia i po śmierci, od świata nauki, zaś od kolejnych pokoleń uczniów bukiet kwiecistych przekleństw za konieczność uczenia się tej kobyły na ...

śmiertelnie poważnie

Życie z reguły jest dosyć zabawne. Zaczyna się z takiej strony, że lepiej nie komentować... no a potem jest tylko śmieszniej. Wszystkiego się w pocie czoła trzeba uczyć - chodzić, mówić, używać sztućców chociażby, aby to na koniec wszystko zapomnieć. Biegamy od  świtu do nocy aby być wreszcie szczęśliwym i zazwyczaj braknie nam czasu aby się tym szczęściem nacieszyć. Właśnie w takiej chwili życie robi się śmiertelnie poważnie. Nie pyta, nie ostrzega, nie przeprasza. Kończy się nagle, ostatecznie, nieodwołalnie i w najmniej spodziewanym momencie. Nikt nigdy nie jest na nią gotowy, choćby miał sto lat albo długo i ciężko chorował. Śmierć. Dotyka nas szponami strachu, bólu i żalu zabierając bliskie osoby nie wiadomo gdzie i zawsze zbyt wcześnie. Cudza i daleka nas nie interesuje, nie obchodzi, o tyle tylko, że z ulgą stwierdzamy, że tym razem to nie nam się przytrafiło, tylko tym "innym". Skoro chorował, to wszyscy się spodziewali, skoro umarł nagle, no to się n...

co by było gdyby...?

a gdyby ON wtedy powiedział "tak"...? W życiu ważne są tylko chwile, a niektóre z nich ważne są podwójnie, bo decydują o reszcie naszego życia. Alegoria rozstaju dróg jest tutaj jak najbardziej na miejscu, stoimy w obliczu wyboru jednej z dwóch (trzech, kilku) możliwości a każda decyzja będzie w jakimś stopniu dobra i zła i nigdy, ale to nigdy nie dowiemy się, jak wyglądałoby nasze życie, gdybyśmy podjęli inną decyzję. Nieraz jednak o naszym losie decyduje inna osoba i jego/jej krótkie "nie" lub "tak". Tak niewiele a tak wiele może zmienić. Nie wiem i nigdy się nie dowiem jak potoczyłoby się moje życie, gdyby ON wtedy, kilkanaście lat temu, powiedział "tak". Czy nadal bylibyśmy razem, czy też monotonia i zwyczajność obdarłaby nasze życie ze złudzeń? A obnażywszy nasze codzienne oblicze oddaliły nas od siebie na stałe. Być może nie. Być może mielibyśmy dość udane życie, przy porannej kawie rozmawialibyśmy o smaku pasztetowej na kanapkach, droż...

świetni święci

Moja babcia ilekroć zdarzyło jej się (a zdarzało się często) podziać gdzieś w bliżej nieokreślonym miejscu swój ulubiony nóż, a poszukiwania nic nie dały, no bo "diabeł ogonem nakrył", modliła się pospiesznie do św. Antoniego, aby ten nóż jej w wolnej chwili znalazł. Antoni widać niewiele w niebiosach ma do roboty, bo zawsze po chwili nóż się znajdował. Dla kilkuletniej dziewczynki zakrawało to niemalże na cud! Babcia tylko powtarzała: "ilekroć coś zgubisz, módl się do św. Antoniego bo to święty od rzeczy zgubionych". Ja tam na miejscu babci modliłabym się raczej do świętej Rity od spraw beznadziejnych, bo raz że zgubienie TEGO noża, którym babcia skrobała ziemniaki, kroiła chleb i drapała się w trudno dostępne miejsca na plecach było sprawą beznadziejną a dwa, że znalezienie go w takiej ilości miejsc do zgubienia było po prostu niemożliwością. Sądzę, że święty Antoni biegł wśród niebieskich dróg do świętej Rity i na prośbę babci oboje tego noża szukali! Moja babcia...

o starości bez radości

Nikt nie chce umierać młodo. Ba! Któż w ogóle chce umierać? O umieraniu nie myślimy, bo to przykre, przypominamy sobie o tej smutnej konsekwencji życia na pogrzebach i sru! pod dywan codziennych spraw ląduje ten smutny temat. Większość z nas chciałaby dożyć starości i odejść z tego świata, kiedy życie go znudzi, a nie wtedy, kiedy życie znudzi się nim...  80 lat...90 lat... mówimy piękny wiek, żeby tak człowiek dożył! I zaraz dopowiadamy: w jako takim zdrowiu. A właśnie to zdrowie często nie jest ani jakie ani takie. Starość potrafi być okropna, obedrzeć człowieka z godności, dumy, zedrzeć maskę noszoną całe życie aby uwypuklić, uwidocznić wszystkie złośliwe cechy charakteru tak skrzętnie przez dziesięciolecia skrywane. Starość przykuwa ludzi do wózków, rurek, woreczków, odbiera siły, rozum, wolę. Tak jakby się chciała z nami założyć, że nas do tego życia ostatecznie zniechęci. Co jej się zresztą bardzo często udaje.  Starość zabrała też moją babcię. I nie chce oddać rz...

o dżentelmenach, całowaniu w rękę i Danucie Rinn

dżentelmen ,  gentleman  [ wym.  dżentelmen] «mężczyzna elegancko ubrany, mający dobre maniery» / Słownik Języka Polskiego PWN/ Dżentelmen  – współcześnie mężczyzna  o dobrym, uprzejmym, wspaniałomyślnym i kurtuazyjnym zachowaniu, bardzo miły. /Wikipedia/ Z kart słownika PWN jawi się dżentelmen jakiego znamy - elegancki mężczyzna cechujący się niewymuszoną elegancją i dobrymi manierami, nie tylko w stosunku do kobiet ale i do innych w ogóle. Mnie słowo dżentelmen przywodzi na myśl statecznego pana w średnik wieku z końca XIX wieku, ubranego elegancko, w lakierkach, z zegarkiem na łańcuszku, monoklem, cylindrem i laseczką, koniecznie z pięknym wąsem.Takie tam... moje... W końcu określenie angielskie gentelman przysługiwało niegdyś jedynie wysoko urodzonym, bez względu na to, jakie posiadali maniery. Przyjęło się jednak z czasem, że dżentelmen musi potrafić się zachować, a także ubrać, o czym Wikipedia zdaje się zapomnieć. Albo raczej stara się uwspółc...

oderwanych słów kilka o feminizmie

Feminizm jako ruch społeczny, polityczny i kulturowy istnieje od połowy XIX wieku, mniej więcej, a powszechnie kojarzy się niezmiennie z równouprawnieniem kobiet i mężczyzn, z naciskiem raczej na podciągnięcie praw uciśnionych kobiet do poziomu wszechwładnych mężczyzn. Źródła feminizmu są jednak dużo głębsze i pierwotne nurty feministyczne sprawiły, że dziś w krajach tzw. cywilizowanych, kobieta może chodzić do szkoły, studiować, robić karierę naukową i każdą inną, może skorzystać z przysługującego jej prawa wyborczego, może niewzruszenie wypowiadać własne zdanie na każdy temat i wszędzie (jak pisząca te słowa) i nie ląduje za to na szafocie. Niewątpliwie, wiele dobrego powstało w wyniku feministycznych działań mających polepszyć nam byt. Nadal trwają procesy mające na celu zlikwidowanie przyzwolenia na seksistowskie zachowania w miejscu pracy, gorsze warunki płacowe kobiet na "męskich" stanowiskach itp. Radykalnie walczy się o prawa kobiety do wolnej aborcji i zdominowania ś...

Rozmyślania o myśleniu

Myśleć albo nie myśleć, oto jest pytanie! Taką parafrazą możnaby streścić dzisiejsze rozważania na temat myślenia - czynności stanowiącej istotę, poniekąd, człowieczeństwa. Czy  warto przeżyć życie bez myślenia w ogóle? Bo że można, to zdaje się być pewne, patrząc na niektórych. Okazy totalnych imbecyli żyją sobie bezstresowo, ale też i bez głębszego sensu istnienia. Większość jednak myśli przynajmniej w stopniu logicznym a niektórzy również w stopniu abstrakcyjnym i to do tego stopnia, że trudno ich w ogóle zrozumieć. Myślimy gdy przechodzimy przez ulicę ale również myślimy siedząc w fotelu, zadumani nad sensem życia w ogóle i nad własnym jestestwem. Myślenie służy do życia, ale skłonna jestem stwierdzić, że jest dla niego również niebezpieczne. Nadmierne, analityczne, nad sprawami na które nie ma się wpływu potrafi odebrać chęć do życia. Czasem stwierdzam, że im mniej ktoś się zastanawia nad sobą, światem, problemami egzystencjalnymi tym jest szczęśliwszy... Czy dla własnego poc...

Dlaczego nie będzie o macierzyństwie.

Mama na pełnym etacie, ale o dzieciach i macierzyństwie nie chce pisać? Dziwne...?? W internecie istnieje kwadrylion blogów o tym, jak zajść w ciążę, przeżyć ją w upojeniu i skrajnym zachwycie nad spuchniętymi nogami, o tym, jak, gdzie i z kim rodzić i ile błędów może popełnić przy okazji lekarz i położna. Kolejne miliardy blogów o tym, jak wychowywać dzieci i stymulować ich rozwój aby były bardziej inteligentne, asertywne, ambitne, wszechstronne, wielojęzyczne, wielokulturowe, wielozadaniowe itp.itd. Kolejne o tym jak być nieprzeciętnie wspaniałą rodzicielką, której doba trwa sto godzin, która "daje radę", jest szczupła, zadbana, czyta poradniki wszelkiej maści, chodzi na siłownie, basen, pilates, masaże, dba o dzieci, spędza z nimi czas, bawi się, zawozi na przeróżne zajęcia, wspaniale dekoruje dom, sama uprawia warzywa, robi przetwory, piecze, smaży i gotuje, koniecznie multizdrowo, a to wszystko robi popierniczając na szpileczkach z wykwintnie udrapowaną fryzurą, żelowym...

zapach wiosny zimą

Ziemia dzisiaj pachniała wiosną. Taka dziwna mieszanka, nieco zaskakująca o tej porze roku, ale zapewne mająca związek z utrzymującymi się dodatnimi temperaturami. Spacerując po okolicy parę chwil przed zmierzchem poczułam znajomy, cudowny zapach. Mieszanka delikatnej wilgoci z zapachem odpoczętej po zimie ziemi i kilku promieni słońca, które nieśmiało spoziera z nieba, chętne, aby grzać bardziej, ale na wszystko przyjdzie czas. Zapach, który przywodzi na myśl budzącą się do życia przyrodę, jest to zapach zielonych pączków drzew, pierwszej zielonej trawy pokrytej rosą, zapach późnego jeszcze świtu okraszonego gwizdami kosa, zapach nadziei. Nadziei która przepełnia człowieka czasami na przekór wiedzy, doświadczeniu, zdrowemu rozsądkowi, tego co spotyka nas i wszystkich dookoła. W nadziei piękne jest właśnie to, że jest tak irracjonalna, pozbawiona podstaw istnienia że tworzy w zasadzie osobny, ulotny, eteryczny byt, który czasem zakwita w nas właśnie w takich krótkich minutach...

"Kiedyś było jakoś inaczej"

Zdanie, które w ostatnim czasie jakoś często zdarzało mi się słyszeć, czytać. Kiedyś, czyli w rozumieniu mówiącego, za moich czasów. Czyli czasów mojej młodości, bo jakoś wszyscy najchętniej wspominamy okres młodości i do niego najczęściej tęsknimy i jego mamy na myśli wypowiadając to zdanie. Popularny w sieci stał się filmik mówiący o pokoleniu lat 80-tych, którzy wspominają jak to za ich czasów było inaczej niż jest teraz i co to inaczej oznacza. Słowo inaczej w przytoczonym zdaniu, nie tylko trąci nutą, ale grzmi kakofonią nostalgicznych dźwięków utożsamiając tę inność jako coś lepszego, wartościowszego. We wspomnieniach chleb ma zawsze lepszy smak, cukier jest słodszy niż teraz a każda zima straszyła dwudziesto-stopniowym mrozem i metrowymi zaspami śniegu. Każde kolejne pokolenie swoje "kiedyś" wspomina z nostalgią bezwstydnie upiększając co tylko można i - jako że pamięć jest wybiórcza - pamiętając tylko to co dobre. Każde pokolenie rodziców kręci nosem na zachowanie i ...