Przejdź do głównej zawartości

o dżentelmenach, całowaniu w rękę i Danucie Rinn

dżentelmengentleman [wym. dżentelmen] «mężczyzna elegancko ubrany, mający dobre maniery» /Słownik Języka Polskiego PWN/
Dżentelmen – współcześnie mężczyzna o dobrym, uprzejmym, wspaniałomyślnym i kurtuazyjnym zachowaniu, bardzo miły. /Wikipedia/
Z kart słownika PWN jawi się dżentelmen jakiego znamy - elegancki mężczyzna cechujący się niewymuszoną elegancją i dobrymi manierami, nie tylko w stosunku do kobiet ale i do innych w ogóle. Mnie słowo dżentelmen przywodzi na myśl statecznego pana w średnik wieku z końca XIX wieku, ubranego elegancko, w lakierkach, z zegarkiem na łańcuszku, monoklem, cylindrem i laseczką, koniecznie z pięknym wąsem.Takie tam... moje... W końcu określenie angielskie gentelman przysługiwało niegdyś jedynie wysoko urodzonym, bez względu na to, jakie posiadali maniery. Przyjęło się jednak z czasem, że dżentelmen musi potrafić się zachować, a także ubrać, o czym Wikipedia zdaje się zapomnieć. Albo raczej stara się uwspółcześnić jakże trudny do osiągnięcia status dżentelmena z prawdziwego zdarzenia. Bo ubrać się, to raz, a potrafić zachować.... o! Toż dopiero sztuka!! Już Mickiewiczowski Sędzia mówił, że "grzeczność nie jest nauką łatwą ani małą" doceniając, z sentymentem, szlacheckie normy zachowań i grzeczności, które co prawda po odpowiedniej ilości miodu szły w odstawkę, ale przecież były naszą narodową dumą. Dziś próżno szukać obytego szlachcica w kontuszu pokroju sędziego, czy choćby eleganckiego pana z minionej epoki podobnego do książkowego Poirota... Dziś dżentelmen to gatunek na wymarciu, mężczyzna, który potrafi się elegancko ubrać i odpowiednio zachować, to rzadkość. Zresztą... nawiązując do mojego wcześniejszego wpisu, kobiety nie wymagają puszczania przodem, odsuwania krzesła, całowania w rękę... Któż dzisiaj całuje w rękę? Któż potrafi odgadnąć, kiedy kobieta ma ochotę być w rękę pocałowana i na ostatek, która kobieta potrafi rękę do pocałowania odpowiednio podać? I już na sam koniec - skąd wiadomo, że się człowiek z człowiekiem dogada bez słów...? Z tym ostatnim ciężko, widziałam kilka razy rękę pani Premier (bez nazwisk, krajów i partii) misternie wykręcaną do pospiesznych pocałunków, kiedy witała się ze swymi ministrami. Co dziesiąty się zorientował, że ona w ogóle nie ma ochoty zakładać karnej kolonii tryliarda mikrobów na swojej ręce, której nie będzie mogła umyć przez najbliższych parę kwadransów! Pragnę jeszcze wspomnieć o ubiorze, dlaczego taki ważny? Czy dobre maniery łachmyty zrobią na kimkolwiek wrażenie? nie sądzę, nawet gdyby znał wszystkie zasady savoir-vivre świata! Za to draństwo, piękną szatą okryte, mniejszą przykrość wyrządza sercu, mniej się je nawet draństwem nazywa i na zawsze jakąś słabość do tego drania w sercu nosi...
Ponad czterdzieści lat temu Danuta Rinn pytała, wzdychając tęsknie, "gdzie Ci mężczyźni?"... a dżentelmeni? 
Czterdzieści lat temu, a cóż dopiero dziś!!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bez Ciebie

Było mi łatwiej nie pamiętać  bliskości Twoich szerokich ramion mapy pieprzyków na Twoich plecach  zagłębienia obojczyka linii szyi znajomej jak droga do domu Było mi łatwiej bez dotyku, zapachu bez znajomego uścisku  z pustym miejscem na plecach po Twoich ciepłych dłoniach  ...Niż z tym jednym przytuleniem Wróciła jak trzaśnięcie biczem pamięć o wszystkich chwilach spędzonych w tych ramionach o wszystkich tańcach z twoją dłonią na moich plecach, o gęsich skórkach pod twoimi palcami o małych i wielkich rozkoszach kiedy byłeś tak blisko Wróciły jak pazury lwa rozszarpujące zwierzynę  wszystkie ciche dni, wyrzuty wilgotne od łez oczy zagubione spojrzenia szukające stabilizacji lęk i niepewność przed tym co ucieka wzajemne pretensje, coraz głębsze rany i głuche milczenie, które tylko dzieli Nie chcę ich pamiętać  boli moja wina błędy i pomyłki uderzają w twarz coś było i uparcie tego nie ma jak człowieka w tym słynnym wierszu Szymborskiej  myśmy też umarl...

Mori

Znów mi smutniej na świecie, ubyło serdecznego śmiechu. Dobroci, co się nieproszona sama przejawia, pomocnej dłoni na kiepskie czasy. Prostoty rozumienia skomplikowanych spraw i przyjmowania tego co jest, jakby musiało być.  Znów mi tu bardziej samotnie. Jakby wszyscy tam uciekali. Do tej spokojnej krainy, zielonej od morza traw, spokojnej murem lasów na horyzoncie, błogiej błękitem bezbrzeżnego nieba. Dźwięcznej cykadami, słowikami i trzmielami. Pachnącej świeżym chlebem, który ktoś zostawił na drewnianym blacie. Znów coś już było po raz ostatni. Chociaż się wtedy nie wydawało. Podpełzło zdradziecko, zabrało. Ostatnie do widzenia dziś brzmi jak groteska. Teraz już wiem, że to co mi w pamięci zostało w ramkę muszę zamknąć ostatniego wspomnienia i hołubić w sercu na zawsze. Nie chcę się żegnać i tęsknić już zawsze. Wolę przed oczami Twój uśmiech wesoły.  Zostały żarty niewypowiedziane, wspólne kawy nie wypite, uściski skreślone przez śmierć. Okulary nikomu niepotrzebne, buty, k...

Anioł śmierci

Zabiłam już w sobie kilka razy ochotę na życie. Odbudowuję ją później mozolnie, kawałek po kawałku, składając dobre słowa jak cegły ocalałe po detonacji. Na nowo, od fundamentów buduję mury pewności siebie, radości z każdego dnia, ochoty na kolejny świt i wiary w to, że ten świat jest lepszy od tego po drugiej stronie. Czytam mój list do taty, próbuję odnaleźć siebie w tych słowach pełnych pewności i stanowczości. Teraz, kiedy znów zabiłam w sobie chęć do życia. Zabiłam milion razy setki pomysłów na siebie. Na piękno, zdrowie, dobre samopoczucie. Na ćwiczenia, spacery, rozwój i dobrostan. Zachłysnęłam się na chwilę i wyplułam z obrzydzeniem. Odrzuciłam, najdalej jak można, odwróciłam się plecami, udaję, że nigdy ich nie było. Żal przyćmiewam kolejnym papierosem, topię w perlistym prosecco, zagłuszam zbyt głośną muzyką. Nie patrzę w lustro, nie staję na wadze, nie chcę widzieć wszystkich wad i niedoskonałości. Nie potrafię spojrzeć na siebie inaczej, jak tylko z mocnym wyrzutem.  Za...