Przejdź do głównej zawartości

rodzina ach rodzina... !

Podobno  z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach. Ja nie jestem w tym temacie aż tak sceptyczna. Rodzinę każdy ma, a jak tworzy z kimś nową, kolejną, to ma też drugą rodzinę, zazwyczaj "gorszego sortu". Przychodząc na świat każdy z nas dostał w pakiecie powitalnym rodziców, ich przodków, być może rodzeństwo oraz całą masę genów mieszanych przez pokolenia w różnych konfiguracjach tworzących tzw. więź krwi. Moim zdaniem najsilniejszą i najbardziej wartościową na świecie. Jaka by ta rodzina nie była jest własna, najlepsza i jedyna. Ludzie pozbawieni przywileju posiadania bliskich są ubodzy, godni współczucia, chociaż pewnie nie postrzegają swojego ubóstwa w ten sposób. 
Wszystko w życiu może się skończyć w ciągu kilku sekund, w ciągu chwili może nam zostać odebrane. Jednak dopóki mamy rodzinę, mamy magiczną siłę do walki o wszystko. Można zachorować, stracić  dom, rozejść się z małżonkiem, mogą nas spotkać duże i małe dramaty, ale jeżeli mamy możliwość schowania się pod opiekuńcze skrzydła rodzinnych więzi, nie czujemy się samotni, opuszczeni, mamy siły do walki i stawiania czoła przeciwnościom. 
Krytykujemy się na potęgę. Zwłaszcza kiedy nam się wydaje, że mamy czego zazdrościć swojemu rodzeństwu czy rodzicom. Rzadko dostrzegamy, że oni zazdroszczą nam bardziej. I jeszcze bardziej krytykują za plecami. Najwdzięczniejszym tematem do plotek jest rodzina współmałżonka, no bo o swojej nie wypada  źle mówić, a na tej drugiej można psy wieszać. Dlatego na tym punkcie tak często dochodzi do małżeńskich awantur ("tylko popatrz na swoją mamusię!") - do czasu aż oboje nauczą się gryźć w język zamiast pochopnie wygłaszać swoje głębokie przemyślenia na temat teściów, szwagrów, itp. Małżeństwo jest o tyle ciekawe, że dwoje ludzi tworzy sztuczną więź, która bierze się z połączenia dwóch różnych światów, przyzwyczajeń, zachowań, wartości, czasem nawet języków. Iskrzy, grzmi i huczy, ale ostatecznie udaje się utrzymać te dwie natury w ryzach i na tym między innymi polega udane małżeństwo. Zawsze należy jednak mieć szacunek do  ludzi dzięki którym nasz współmałżonek jest taki a nie inny, którzy go ukształtowali i stworzyli świat w którym się wychowywał. I zawsze należy pamiętać o swoich korzeniach, dzięki nim - sięgającym daleko, daleko w przeszłość - jesteśmy sobą. Nasz charakter, zachowanie, język, wierzenia, tradycje dojrzewają w nas karmione przeszłością zapisaną w naszych genach. Wiele można wypracować, ale dziedzictwo krwi zostaje i zawsze wychodzi w końcu na wierzch.  Dlatego ludzie, z którymi łączy nas DNA są nam bliżsi, rozumiemy ich zachowania, poglądy i uczucia bo mamy ten sam bagaż dziejów w sobie. 
Możemy się nawet nawzajem krytykować, śmiać, wytykać wady ale kiedy spotyka nas ból, gorycz, rozpacz chętnie chronimy się pod jej ciepłe, opiekuńcze skrzydła. Będąc razem stwarzamy cudowną atmosferę wzajemnej miłości i bliskości, ładując nasze akumulatory.
Cieszmy się naszymi rodzinami, kochajmy je i po prostu bądźmy dla siebie. Nie tylko na zdjęciu.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bez Ciebie

Było mi łatwiej nie pamiętać  bliskości Twoich szerokich ramion mapy pieprzyków na Twoich plecach  zagłębienia obojczyka linii szyi znajomej jak droga do domu Było mi łatwiej bez dotyku, zapachu bez znajomego uścisku  z pustym miejscem na plecach po Twoich ciepłych dłoniach  ...Niż z tym jednym przytuleniem Wróciła jak trzaśnięcie biczem pamięć o wszystkich chwilach spędzonych w tych ramionach o wszystkich tańcach z twoją dłonią na moich plecach, o gęsich skórkach pod twoimi palcami o małych i wielkich rozkoszach kiedy byłeś tak blisko Wróciły jak pazury lwa rozszarpujące zwierzynę  wszystkie ciche dni, wyrzuty wilgotne od łez oczy zagubione spojrzenia szukające stabilizacji lęk i niepewność przed tym co ucieka wzajemne pretensje, coraz głębsze rany i głuche milczenie, które tylko dzieli Nie chcę ich pamiętać  boli moja wina błędy i pomyłki uderzają w twarz coś było i uparcie tego nie ma jak człowieka w tym słynnym wierszu Szymborskiej  myśmy też umarl...

Mori

Znów mi smutniej na świecie, ubyło serdecznego śmiechu. Dobroci, co się nieproszona sama przejawia, pomocnej dłoni na kiepskie czasy. Prostoty rozumienia skomplikowanych spraw i przyjmowania tego co jest, jakby musiało być.  Znów mi tu bardziej samotnie. Jakby wszyscy tam uciekali. Do tej spokojnej krainy, zielonej od morza traw, spokojnej murem lasów na horyzoncie, błogiej błękitem bezbrzeżnego nieba. Dźwięcznej cykadami, słowikami i trzmielami. Pachnącej świeżym chlebem, który ktoś zostawił na drewnianym blacie. Znów coś już było po raz ostatni. Chociaż się wtedy nie wydawało. Podpełzło zdradziecko, zabrało. Ostatnie do widzenia dziś brzmi jak groteska. Teraz już wiem, że to co mi w pamięci zostało w ramkę muszę zamknąć ostatniego wspomnienia i hołubić w sercu na zawsze. Nie chcę się żegnać i tęsknić już zawsze. Wolę przed oczami Twój uśmiech wesoły.  Zostały żarty niewypowiedziane, wspólne kawy nie wypite, uściski skreślone przez śmierć. Okulary nikomu niepotrzebne, buty, k...

Anioł śmierci

Zabiłam już w sobie kilka razy ochotę na życie. Odbudowuję ją później mozolnie, kawałek po kawałku, składając dobre słowa jak cegły ocalałe po detonacji. Na nowo, od fundamentów buduję mury pewności siebie, radości z każdego dnia, ochoty na kolejny świt i wiary w to, że ten świat jest lepszy od tego po drugiej stronie. Czytam mój list do taty, próbuję odnaleźć siebie w tych słowach pełnych pewności i stanowczości. Teraz, kiedy znów zabiłam w sobie chęć do życia. Zabiłam milion razy setki pomysłów na siebie. Na piękno, zdrowie, dobre samopoczucie. Na ćwiczenia, spacery, rozwój i dobrostan. Zachłysnęłam się na chwilę i wyplułam z obrzydzeniem. Odrzuciłam, najdalej jak można, odwróciłam się plecami, udaję, że nigdy ich nie było. Żal przyćmiewam kolejnym papierosem, topię w perlistym prosecco, zagłuszam zbyt głośną muzyką. Nie patrzę w lustro, nie staję na wadze, nie chcę widzieć wszystkich wad i niedoskonałości. Nie potrafię spojrzeć na siebie inaczej, jak tylko z mocnym wyrzutem.  Za...