Przejdź do głównej zawartości

wiosna, wiosna wkoło

Siedzę sobie na ogrodzie. To już ten czas, kiedy bez dziwnych spojrzeń sąsiadów (jak np. w grudniu) można usiąść na krześle i odpocząć łapiąc ciepłe promienie słońca.  Za płotem łąka, nie koszona od dłuższego czasu dlatego po zimie pokrywają ją długie źdźbła wyschniętej trawy. Podleciał kos, usiadł, pospacerował i z uwagą wybrał piękną gałązkę w sam raz na lokum dla wybranki serca i przyszłego potomstwa. Po krótkiej chwili jednak rozmyślił się i rozpoczął poszukiwania na nowo. Dołączył do niego drugi kos i przeczesywali łąkę w dwóch. A ponieważ łąka jest obszerna i trawy w bród po kilku chwilach uczynili niesamowitą awanturę kłócąc się zaciekle o jakiś, szczególny widać, kawałek badyla na który oboje mieli ochotę. Na drzewie opodal toczy się  zacięta dyskusja kilku wróbli, próbujących rozdzielić  między siebie najbardziej atrakcyjne miejsca na gniazda. Jeden dość agresywny przeskakuje co rusz na inną gałąź, pusząc się i wrzeszcząc niemożliwie na całą resztę. Moja suczka próbuje uciszyć towarzystwo mając serdecznie dość ptasiego jazgotu, stojąc pod drzewem i szczekając groźnie. Jednak... ona tu na ziemi, one tam w górze.... Nic sobie z niej nie robiąc wykłócały się jeszcze głośniej. Na sąsiedniej leszczynie cisza. Ona sama stoi taka jakaś trochę zawstydzona, ledwo ubrana w pierwsze zielone listeczki, wygląda jakby zerwana z głębokiego snu założyła na siebie koronkowy peniuar, który niby zakrywa ale w sumie nagość prześwituje na każdym centymetrze. Orzech włoski śpi jeszcze, niewzruszony pierwszymi szaleństwami panny trzpiotki wiosny. Za stary jest, żeby dać się nabrać na jej gierki. Poczeka, postoi a jak będzie czas to i on się zazieleni pięknie. Po sadach i ogrodach widać już białe suknie panien wiśni gotowych do zaślubin. Ich druchny, odziane w różowe i czerwone sukienki zaczynają się również pojawiać gdzieniegdzie. Świekry magnolie dostojne i piękne łypią tylko ostrym okiem na te panny młode. Soczystą zielenią cieszą oczy wierzby, którym nie trzeba długo tłumaczyć, że to już kwiecień i chociaż zima może jeszcze postraszyć, to przecież wiosna, wiosna, wszędzie wiosna. Szaleje panna wiosna, rozdaje złote promienie słońca, wydłuża dzień, wymiata zimowe smutki, budzi do życia wszystko, całuje nas ciepłem i rozgrzewa serca. Tulipany jeszcze trochę się zastanawiają, czy to już na pewno objęła ona rządy, czy tylko wpadła na chwilę zrobić ogromne zamieszanie  a zaraz przez niedomknięte drzwi wpadnie jeszcze zima i dmuchnie zimnem, przymrozkiem i zmrozi delikatne kwiaty. Mniej wydelikacone żonkile kwitną już dawno wglądając jak małe słoneczka rzucone na ziemię, aby ją rozweselić. Zanim jeszcze świat się zazieleni pieczętując na dobre czas panowania wiosny, żółci się forsycja jak złoty posążek w salonie. Do tego śpiewają, ćwierkają, piszczą i skrzeczą rozliczne ptaszki dopełniając obrazu wiosny w ogrodzie. Pięknie!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bez Ciebie

Było mi łatwiej nie pamiętać  bliskości Twoich szerokich ramion mapy pieprzyków na Twoich plecach  zagłębienia obojczyka linii szyi znajomej jak droga do domu Było mi łatwiej bez dotyku, zapachu bez znajomego uścisku  z pustym miejscem na plecach po Twoich ciepłych dłoniach  ...Niż z tym jednym przytuleniem Wróciła jak trzaśnięcie biczem pamięć o wszystkich chwilach spędzonych w tych ramionach o wszystkich tańcach z twoją dłonią na moich plecach, o gęsich skórkach pod twoimi palcami o małych i wielkich rozkoszach kiedy byłeś tak blisko Wróciły jak pazury lwa rozszarpujące zwierzynę  wszystkie ciche dni, wyrzuty wilgotne od łez oczy zagubione spojrzenia szukające stabilizacji lęk i niepewność przed tym co ucieka wzajemne pretensje, coraz głębsze rany i głuche milczenie, które tylko dzieli Nie chcę ich pamiętać  boli moja wina błędy i pomyłki uderzają w twarz coś było i uparcie tego nie ma jak człowieka w tym słynnym wierszu Szymborskiej  myśmy też umarl...

Mori

Znów mi smutniej na świecie, ubyło serdecznego śmiechu. Dobroci, co się nieproszona sama przejawia, pomocnej dłoni na kiepskie czasy. Prostoty rozumienia skomplikowanych spraw i przyjmowania tego co jest, jakby musiało być.  Znów mi tu bardziej samotnie. Jakby wszyscy tam uciekali. Do tej spokojnej krainy, zielonej od morza traw, spokojnej murem lasów na horyzoncie, błogiej błękitem bezbrzeżnego nieba. Dźwięcznej cykadami, słowikami i trzmielami. Pachnącej świeżym chlebem, który ktoś zostawił na drewnianym blacie. Znów coś już było po raz ostatni. Chociaż się wtedy nie wydawało. Podpełzło zdradziecko, zabrało. Ostatnie do widzenia dziś brzmi jak groteska. Teraz już wiem, że to co mi w pamięci zostało w ramkę muszę zamknąć ostatniego wspomnienia i hołubić w sercu na zawsze. Nie chcę się żegnać i tęsknić już zawsze. Wolę przed oczami Twój uśmiech wesoły.  Zostały żarty niewypowiedziane, wspólne kawy nie wypite, uściski skreślone przez śmierć. Okulary nikomu niepotrzebne, buty, k...

Anioł śmierci

Zabiłam już w sobie kilka razy ochotę na życie. Odbudowuję ją później mozolnie, kawałek po kawałku, składając dobre słowa jak cegły ocalałe po detonacji. Na nowo, od fundamentów buduję mury pewności siebie, radości z każdego dnia, ochoty na kolejny świt i wiary w to, że ten świat jest lepszy od tego po drugiej stronie. Czytam mój list do taty, próbuję odnaleźć siebie w tych słowach pełnych pewności i stanowczości. Teraz, kiedy znów zabiłam w sobie chęć do życia. Zabiłam milion razy setki pomysłów na siebie. Na piękno, zdrowie, dobre samopoczucie. Na ćwiczenia, spacery, rozwój i dobrostan. Zachłysnęłam się na chwilę i wyplułam z obrzydzeniem. Odrzuciłam, najdalej jak można, odwróciłam się plecami, udaję, że nigdy ich nie było. Żal przyćmiewam kolejnym papierosem, topię w perlistym prosecco, zagłuszam zbyt głośną muzyką. Nie patrzę w lustro, nie staję na wadze, nie chcę widzieć wszystkich wad i niedoskonałości. Nie potrafię spojrzeć na siebie inaczej, jak tylko z mocnym wyrzutem.  Za...