Przejdź do głównej zawartości

Nie masz na świecie żadnej pewnej rzeczy

Kiedy w sobotę rano przeczytałam w internecie wiadomość o śmierci Kory w pierwszym momencie pomyślałam sobie, że to być może kolejna nieprawdziwa informacja rozpowszechniona w internecie, dopiero potwierdzenie z kilku źródeł dało mi pewność. Przecież nie tak dawno temu przeczytałam, że zmarł Tadeusz Sznuk, podczas gdy on sam we własnej osobie prowadzi nadal, z wrodzoną elegancją, jeden z nielicznych teleturniejów w którym liczy się jeszcze wiedza. Nic więc dziwnego, że do wszelkich informacji publikowanych w sieci podchodzę z rezerwą i przede wszystkim na wstępie poddaję w wątpliwość wszystko co w nich podano. Skąd ten sceptycyzm? Zdaje się żyjemy w czasach, kiedy w wątpliwość poddaje się wszystko i wszystkich. Nie tylko w sieci, gdzie najłatwiej o anonimowość i nikt już nie bierze odpowiedzialności za słowa. Bardzo łatwo rozpowszechnić każdą informację, a czytelnicy zdaje się przestali być już krytyczni wobec ogromu śmieci jakie krążą po internecie. Jedni przyjmują wszystko za "autentyczną prawdę" inni poddają w wątpliwość dosłownie wszystko. Wobec zakłamania, zniekształcenia prawd i umiejętności manipulowania rzeczywistością trudno się dziwić tym ostatnim. 
W naszym życiu też coraz trudniej o solidny fundament. W imię nauki, odkryć, wolności słowa i w ogóle wszystkiego burzy się raz za razem wszystko co do tej pory człowiek uważał za pewne i prawdziwe. Jedna prawda już nikomu nie wystarcza, w opozycji do religii staje nauka, naprzeciw moralności - relatywizm i konformizm, obala się prawdy i autorytety w imię nowych odkryć naukowych. Nowoczesne technologie pozwalają pisać historię świata na nowo, tak, że każdy z nas powinien w zasadzie powtórzyć szkołę. Człowieka rozpisuje się do najmniejszej cząstki atomu udowadniając, że poza tym co widzialne nie istnieje nic więcej. Odmawia się prawa istnienia jakimkolwiek bogom w imię braku dowodów zadowalających uczonych. Kluczem wszystkich zasad jest słowo "interpretacja", które pozwala każdemu w imię własnej wygody i poczucia sprawiedliwości dziejowej oznaczać co jest dobre a co złe. Uniwersalizm powoli odchodzi w zapomnienie, w kulcie egocentrycznych indywidualności trudno dopasować coś do ogółu, poza tym przecież każdy chce być wolny. Tworzy się jakieś prawa i zasady, jednak praworządność ludzkości jako takiej nijak się ma do ich zapisów. Wprawdzie zabijać nie wolno, chyba że masz dobrego adwokata, orzeczenie lekarskie, poparcie bogatych i wpływowych, dobre alibi lub po prostu udało Ci się uciec do kraju bez ekstradycji. Wyjątków jest więcej niż zasad. Bo to nie jest tak, że jeżeli masz żonę/męża to nie możesz mieć innego partnera. Po prostu lepiej, żeby ten pierwszy się o tym drugim się nie dowiedział, można przecież kłamać do woli, ostatecznie można się rozwieść, to takie modne, ewentualną niepowołaną ciążę można przecież usunąć, bo to Twoja sprawa i Twoje ciało, a Ty przede wszystkim masz być wolny i szczęśliwy, bo żyje się raz... Od nadmiaru wolności ludzkość głupieje, a im jest głupsza tym łatwiej nią manipulować, tym łatwiej rozpowszechniać konsumpcjonizm i wygodne, choć nie zawsze godne, życie. 
Wiatr wolności, relatywizmu, sceptycyzmu przetacza się nad światem łamiąc słabe drzewa - ludzi bez kręgosłupa moralnego, bez wartości, bez korzeni. Na polu walki zostają tylko silne dęby - mają mocne korzenie, proste pnie i rozłożystą koronę skierowaną ku słońcu. 

tytuł posta: Jan Kochanowski, "O żywocie ludzkim"

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bez Ciebie

Było mi łatwiej nie pamiętać  bliskości Twoich szerokich ramion mapy pieprzyków na Twoich plecach  zagłębienia obojczyka linii szyi znajomej jak droga do domu Było mi łatwiej bez dotyku, zapachu bez znajomego uścisku  z pustym miejscem na plecach po Twoich ciepłych dłoniach  ...Niż z tym jednym przytuleniem Wróciła jak trzaśnięcie biczem pamięć o wszystkich chwilach spędzonych w tych ramionach o wszystkich tańcach z twoją dłonią na moich plecach, o gęsich skórkach pod twoimi palcami o małych i wielkich rozkoszach kiedy byłeś tak blisko Wróciły jak pazury lwa rozszarpujące zwierzynę  wszystkie ciche dni, wyrzuty wilgotne od łez oczy zagubione spojrzenia szukające stabilizacji lęk i niepewność przed tym co ucieka wzajemne pretensje, coraz głębsze rany i głuche milczenie, które tylko dzieli Nie chcę ich pamiętać  boli moja wina błędy i pomyłki uderzają w twarz coś było i uparcie tego nie ma jak człowieka w tym słynnym wierszu Szymborskiej  myśmy też umarl...

Mori

Znów mi smutniej na świecie, ubyło serdecznego śmiechu. Dobroci, co się nieproszona sama przejawia, pomocnej dłoni na kiepskie czasy. Prostoty rozumienia skomplikowanych spraw i przyjmowania tego co jest, jakby musiało być.  Znów mi tu bardziej samotnie. Jakby wszyscy tam uciekali. Do tej spokojnej krainy, zielonej od morza traw, spokojnej murem lasów na horyzoncie, błogiej błękitem bezbrzeżnego nieba. Dźwięcznej cykadami, słowikami i trzmielami. Pachnącej świeżym chlebem, który ktoś zostawił na drewnianym blacie. Znów coś już było po raz ostatni. Chociaż się wtedy nie wydawało. Podpełzło zdradziecko, zabrało. Ostatnie do widzenia dziś brzmi jak groteska. Teraz już wiem, że to co mi w pamięci zostało w ramkę muszę zamknąć ostatniego wspomnienia i hołubić w sercu na zawsze. Nie chcę się żegnać i tęsknić już zawsze. Wolę przed oczami Twój uśmiech wesoły.  Zostały żarty niewypowiedziane, wspólne kawy nie wypite, uściski skreślone przez śmierć. Okulary nikomu niepotrzebne, buty, k...

Anioł śmierci

Zabiłam już w sobie kilka razy ochotę na życie. Odbudowuję ją później mozolnie, kawałek po kawałku, składając dobre słowa jak cegły ocalałe po detonacji. Na nowo, od fundamentów buduję mury pewności siebie, radości z każdego dnia, ochoty na kolejny świt i wiary w to, że ten świat jest lepszy od tego po drugiej stronie. Czytam mój list do taty, próbuję odnaleźć siebie w tych słowach pełnych pewności i stanowczości. Teraz, kiedy znów zabiłam w sobie chęć do życia. Zabiłam milion razy setki pomysłów na siebie. Na piękno, zdrowie, dobre samopoczucie. Na ćwiczenia, spacery, rozwój i dobrostan. Zachłysnęłam się na chwilę i wyplułam z obrzydzeniem. Odrzuciłam, najdalej jak można, odwróciłam się plecami, udaję, że nigdy ich nie było. Żal przyćmiewam kolejnym papierosem, topię w perlistym prosecco, zagłuszam zbyt głośną muzyką. Nie patrzę w lustro, nie staję na wadze, nie chcę widzieć wszystkich wad i niedoskonałości. Nie potrafię spojrzeć na siebie inaczej, jak tylko z mocnym wyrzutem.  Za...