Przejdź do głównej zawartości

"Kiedyś było jakoś inaczej"


Zdanie, które w ostatnim czasie jakoś często zdarzało mi się słyszeć, czytać. Kiedyś, czyli w rozumieniu mówiącego, za moich czasów. Czyli czasów mojej młodości, bo jakoś wszyscy najchętniej wspominamy okres młodości i do niego najczęściej tęsknimy i jego mamy na myśli wypowiadając to zdanie. Popularny w sieci stał się filmik mówiący o pokoleniu lat 80-tych, którzy wspominają jak to za ich czasów było inaczej niż jest teraz i co to inaczej oznacza. Słowo inaczej w przytoczonym zdaniu, nie tylko trąci nutą, ale grzmi kakofonią nostalgicznych dźwięków utożsamiając tę inność jako coś lepszego, wartościowszego. We wspomnieniach chleb ma zawsze lepszy smak, cukier jest słodszy niż teraz a każda zima straszyła dwudziesto-stopniowym mrozem i metrowymi zaspami śniegu. Każde kolejne pokolenie swoje "kiedyś" wspomina z nostalgią bezwstydnie upiększając co tylko można i - jako że pamięć jest wybiórcza - pamiętając tylko to co dobre. Każde pokolenie rodziców kręci nosem na zachowanie i obyczaje młodego pokolenia wspominając z westchnieniem "za moich czasów..." I jakkolwiek inność: czasów, ras, wyznań, zdecydowanej większości Polaków kojarzy się pejoratywnie, tak w tym jednym jedynym zdaniu ma ona znaczenie pozytywne. Bo ta inność wspominana i wzdychana jest dobra, weselsza, w opozycji do teraźniejszości - złej, wulgarnej, no po prostu innej... Bo już w zdaniu "Teraz jest jakoś inaczej" to inaczej wcale nie znaczy lepiej, a wręcz przeciwnie, ugina się to inaczej pod naporem zniesmaczonego mówiącego, który chciałby powiedzieć dosadniej jakie to czasy nadeszły, ale woli powiedzieć "inaczej".
A inny znaczy różny, my wszyscy jesteśmy inni w tym znaczeniu różnorodności, różnokulturowości i to sprawia, że świat w ogólności jest zjawiskiem raczej ciekawym i godnym zainteresowania. Można wszakże powiedzieć o kimś że jest "inny" w znaczeniu: pomylony, albo, jak mawiała moja babcia, nie całkiem mądry. Tak jak ten świat teraz, taki inny...

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bez Ciebie

Było mi łatwiej nie pamiętać  bliskości Twoich szerokich ramion mapy pieprzyków na Twoich plecach  zagłębienia obojczyka linii szyi znajomej jak droga do domu Było mi łatwiej bez dotyku, zapachu bez znajomego uścisku  z pustym miejscem na plecach po Twoich ciepłych dłoniach  ...Niż z tym jednym przytuleniem Wróciła jak trzaśnięcie biczem pamięć o wszystkich chwilach spędzonych w tych ramionach o wszystkich tańcach z twoją dłonią na moich plecach, o gęsich skórkach pod twoimi palcami o małych i wielkich rozkoszach kiedy byłeś tak blisko Wróciły jak pazury lwa rozszarpujące zwierzynę  wszystkie ciche dni, wyrzuty wilgotne od łez oczy zagubione spojrzenia szukające stabilizacji lęk i niepewność przed tym co ucieka wzajemne pretensje, coraz głębsze rany i głuche milczenie, które tylko dzieli Nie chcę ich pamiętać  boli moja wina błędy i pomyłki uderzają w twarz coś było i uparcie tego nie ma jak człowieka w tym słynnym wierszu Szymborskiej  myśmy też umarl...

Mori

Znów mi smutniej na świecie, ubyło serdecznego śmiechu. Dobroci, co się nieproszona sama przejawia, pomocnej dłoni na kiepskie czasy. Prostoty rozumienia skomplikowanych spraw i przyjmowania tego co jest, jakby musiało być.  Znów mi tu bardziej samotnie. Jakby wszyscy tam uciekali. Do tej spokojnej krainy, zielonej od morza traw, spokojnej murem lasów na horyzoncie, błogiej błękitem bezbrzeżnego nieba. Dźwięcznej cykadami, słowikami i trzmielami. Pachnącej świeżym chlebem, który ktoś zostawił na drewnianym blacie. Znów coś już było po raz ostatni. Chociaż się wtedy nie wydawało. Podpełzło zdradziecko, zabrało. Ostatnie do widzenia dziś brzmi jak groteska. Teraz już wiem, że to co mi w pamięci zostało w ramkę muszę zamknąć ostatniego wspomnienia i hołubić w sercu na zawsze. Nie chcę się żegnać i tęsknić już zawsze. Wolę przed oczami Twój uśmiech wesoły.  Zostały żarty niewypowiedziane, wspólne kawy nie wypite, uściski skreślone przez śmierć. Okulary nikomu niepotrzebne, buty, k...

Anioł śmierci

Zabiłam już w sobie kilka razy ochotę na życie. Odbudowuję ją później mozolnie, kawałek po kawałku, składając dobre słowa jak cegły ocalałe po detonacji. Na nowo, od fundamentów buduję mury pewności siebie, radości z każdego dnia, ochoty na kolejny świt i wiary w to, że ten świat jest lepszy od tego po drugiej stronie. Czytam mój list do taty, próbuję odnaleźć siebie w tych słowach pełnych pewności i stanowczości. Teraz, kiedy znów zabiłam w sobie chęć do życia. Zabiłam milion razy setki pomysłów na siebie. Na piękno, zdrowie, dobre samopoczucie. Na ćwiczenia, spacery, rozwój i dobrostan. Zachłysnęłam się na chwilę i wyplułam z obrzydzeniem. Odrzuciłam, najdalej jak można, odwróciłam się plecami, udaję, że nigdy ich nie było. Żal przyćmiewam kolejnym papierosem, topię w perlistym prosecco, zagłuszam zbyt głośną muzyką. Nie patrzę w lustro, nie staję na wadze, nie chcę widzieć wszystkich wad i niedoskonałości. Nie potrafię spojrzeć na siebie inaczej, jak tylko z mocnym wyrzutem.  Za...