Przejdź do głównej zawartości

jesienno listopadowe rozmyślania

Rodzinne strony. Czasem leżą kilkanaście, kilkaset kilometrów od miejsca zamieszkania, czasem są z nim tożsame, ale zawsze mają w sobie szczególną magię dziecięcego sentymentu. Pejzaż bliski sercu, chociaż często tak bardzo zmieniony przez nowe domy, szersze drogi, wycięte drzewa, ekrany, billboardy, kolorowe elewacje nowocześnie otynkowanych domów. Wszystko wprawia w niesłychaną irytację, najlepiej, gdyby wszystko było po staremu. Słońce jednak zawsze łaskawsze w tych okolicach i cieplejsze, bardziej ogrzewa serce, chmury znajome, jakby na tym niebie one jedne pozostawały niezmienne i wisiały tutaj od lat. Wiatr przynosi znajome zapachy ziemi, kominów, samochodu sąsiada. Kilka znajomych dźwięków oparło się upływowi czasu i nadal pieści nasze ucho. Niebo bardziej niebieskie a widoki trącają nostalgiczne nuty w naszych sercach. Chociaż las nie jest już tak ogromny jak się wydawał w naszej dziecinnej pamięci a wielkie jezioro w sumie jest niewielkim stawem, to jednak przecież to drzewo, ten zagajnik jeszcze przed cywilizacją uratowany, tamte ścieżki, ślady naszych wspomnień, radości, smutków, kłótni, cisi powiernicy tajemnic, plotek i wszystkich rzeczy które się robiło, gdy rodzice nie widzieli. Liście żółte ale jakby bardziej złote, każdy ich kolor cieplejszy, pamięta wędrówki ze szkoły, powtarzanie Inwokacji do znudzenia, tabliczki mnożenia. Pierwsze spacery z chłopakiem, skradzione pocałunki, chłód policzków i żar w sercu. Wszystko pamięta i przypomina, o życiu, które już za nami, z którego wyszliśmy i które nas ukształtowało, o ludziach, którzy byli i odeszli, aby mogli pojawić się kolejni. Spokój duszy jaki odnajduje się w tych stronach miesza się nieustannie z tęsknotą i nostalgią, a upływający czas tutaj bardziej wpełza do świadomości. Z trudem rozpoznaje się kiedyś znajome twarze, ale każde pozdrowienie cieszy, chwila rozmowy, wspólne wspomnienia, rozliczenie żywych i zmarłych po obu stronach. Oni tu przecież wciąż, a my gdzie indziej, tworzymy rodzinne strony kolejnym pokoleniom. 
Kolejne cmentarze, szeregi imion, kolorowe światełka i miliony historii, wspólne, jedyne, powtarzane we wspomnieniach, wiecznie żywe w naszej pamięci. Ciche przystanki naszej drogi życia, zaklęte w kamiennym pomniku uśmiechy, powiedzonka, gesty, wygląd dłoni i kształt ucha. Dotyk przeszłości z którym budujemy naszą przyszłość...

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bez Ciebie

Było mi łatwiej nie pamiętać  bliskości Twoich szerokich ramion mapy pieprzyków na Twoich plecach  zagłębienia obojczyka linii szyi znajomej jak droga do domu Było mi łatwiej bez dotyku, zapachu bez znajomego uścisku  z pustym miejscem na plecach po Twoich ciepłych dłoniach  ...Niż z tym jednym przytuleniem Wróciła jak trzaśnięcie biczem pamięć o wszystkich chwilach spędzonych w tych ramionach o wszystkich tańcach z twoją dłonią na moich plecach, o gęsich skórkach pod twoimi palcami o małych i wielkich rozkoszach kiedy byłeś tak blisko Wróciły jak pazury lwa rozszarpujące zwierzynę  wszystkie ciche dni, wyrzuty wilgotne od łez oczy zagubione spojrzenia szukające stabilizacji lęk i niepewność przed tym co ucieka wzajemne pretensje, coraz głębsze rany i głuche milczenie, które tylko dzieli Nie chcę ich pamiętać  boli moja wina błędy i pomyłki uderzają w twarz coś było i uparcie tego nie ma jak człowieka w tym słynnym wierszu Szymborskiej  myśmy też umarl...

Mori

Znów mi smutniej na świecie, ubyło serdecznego śmiechu. Dobroci, co się nieproszona sama przejawia, pomocnej dłoni na kiepskie czasy. Prostoty rozumienia skomplikowanych spraw i przyjmowania tego co jest, jakby musiało być.  Znów mi tu bardziej samotnie. Jakby wszyscy tam uciekali. Do tej spokojnej krainy, zielonej od morza traw, spokojnej murem lasów na horyzoncie, błogiej błękitem bezbrzeżnego nieba. Dźwięcznej cykadami, słowikami i trzmielami. Pachnącej świeżym chlebem, który ktoś zostawił na drewnianym blacie. Znów coś już było po raz ostatni. Chociaż się wtedy nie wydawało. Podpełzło zdradziecko, zabrało. Ostatnie do widzenia dziś brzmi jak groteska. Teraz już wiem, że to co mi w pamięci zostało w ramkę muszę zamknąć ostatniego wspomnienia i hołubić w sercu na zawsze. Nie chcę się żegnać i tęsknić już zawsze. Wolę przed oczami Twój uśmiech wesoły.  Zostały żarty niewypowiedziane, wspólne kawy nie wypite, uściski skreślone przez śmierć. Okulary nikomu niepotrzebne, buty, k...

Anioł śmierci

Zabiłam już w sobie kilka razy ochotę na życie. Odbudowuję ją później mozolnie, kawałek po kawałku, składając dobre słowa jak cegły ocalałe po detonacji. Na nowo, od fundamentów buduję mury pewności siebie, radości z każdego dnia, ochoty na kolejny świt i wiary w to, że ten świat jest lepszy od tego po drugiej stronie. Czytam mój list do taty, próbuję odnaleźć siebie w tych słowach pełnych pewności i stanowczości. Teraz, kiedy znów zabiłam w sobie chęć do życia. Zabiłam milion razy setki pomysłów na siebie. Na piękno, zdrowie, dobre samopoczucie. Na ćwiczenia, spacery, rozwój i dobrostan. Zachłysnęłam się na chwilę i wyplułam z obrzydzeniem. Odrzuciłam, najdalej jak można, odwróciłam się plecami, udaję, że nigdy ich nie było. Żal przyćmiewam kolejnym papierosem, topię w perlistym prosecco, zagłuszam zbyt głośną muzyką. Nie patrzę w lustro, nie staję na wadze, nie chcę widzieć wszystkich wad i niedoskonałości. Nie potrafię spojrzeć na siebie inaczej, jak tylko z mocnym wyrzutem.  Za...