Przejdź do głównej zawartości

bo szczęśliwym się nie tylko bywa...

Niedawno wpadł mi w oko tytuł książki o Barbarze Stuhr - "Basia. Szczęśliwą się bywa". Nie do końca chyba, w każdym razie myślę, że lepiej po prostu permanentnie być szczęśliwym, bywając tylko czasem w innym nastroju. Nie mówię tutaj o szczęściu euforycznym, powodującym łzy wzruszenia, radosny śmiech, taneczny krok, itp. Takie ładunki emocjonalne niosą ze sobą tylko szczególne wydarzenia w naszym życiu, pierwsza miłość, pierwszy pocałunek, urodzenie dziecka, ale są to wydarzenia rzadkie, błyszczące jak diament wśród zwykłych koralików na sznurku wspomnień. Myślę, że można i warto być tak po prostu zwyczajnie szczęśliwym - czuć się ze sobą i z tym co się ma, co się zdobyło lub otrzymało od losu po prostu dobrze.  Taki stan wymaga jednak wysiłku i pracy nad sobą. Mawiamy, że kiedyś ludzie byli szczęśliwsi - i to prawda. Koncentrowali się na swoim małym świecie skupieni na zaspokajaniu podstawowych potrzeb i częściej niż my dzisiaj bywali zadowoleni z życia. Globalizacja i powszechny dostęp do informacji sprawia, że żyjemy problemami całego świata, codziennie bombardowani informacjami o zamachach, wojnach, okrucieństwach, zmyślonych lub prawdziwych zagrożeniach. Wszystko to atakuje naszą podświadomość powodując uczucie niepokoju i lęku. Jesteśmy również o wiele lepiej wykształceni, poznaliśmy świat w najmniejszych cząstkach, znamy tajemnice ziemi i nieba a to powoduje w ludzkim umyśle nadmierne analityczne rozmyślania powodując często depresje i smutek. Już romantycy wiedzieli, że wiedza jest przekleństwem i lepiej czasem nie wiedzieć. Zdaje nam się, że półnadzy Afrykanie zamieszkujący sawanny są biedni i  nieszczęśliwi, bo nie mają pięknych domów z bieżącą wodą, wygodnych ubrań i butów, samochodów i wszystkiego tego co czyni nasz świat cywilizowanym. Mnie jednak zdaje się, że to my podobni jesteśmy do  słowika w złotej klatce z baśni Andersena, który zmarł w luksusie z nieszczęścia. Żyjemy w społeczeństwie wciśniętym do złotej klatki dobrobytu, pięknych domów, szybkich samochodów, do świata przyjemności płynącej z samego faktu posiadania. Konsumpcjonizm tak mocno został nam zakorzeniony, że poczucie szczęścia łączymy mimowolnie ze stanem posiadania i to posiadania w coraz większych ilościach. Biegamy do pracy, zostajemy po godzinach, bierzemy pożyczki i kredyty, żeby mieć, bo mieć trzeba. Nie potrafimy powstrzymać się od ciągłego porównywania i wpędzania się w frustracje i złość, bo komuś się udało i ma więcej.  Moim zdaniem poczucie szczęścia jest odwrotnie proporcjonalne do chęci posiadania czegokolwiek.  Aby poczuć się w życiu dobrze należy obniżyć wymagania do optymalnego minimum i cieszyć się z tego co się ma, zarówno jeżeli idzie o sprawy materialne jak i uczuciowe. Środki masowego przekazu wpajają nam surrealistyczny obraz życia, rodziny, relacji międzyludzkich. A życie nie wygląda przecież jak film, jak reklama, czy jak zmyślona książka. Jest inne, trudne, wymagające, irytujące i rozczarowujące. Mimo wszystko można przecież zawalczyć o to, aby czuć się szczęśliwym, aby szczęśliwym być a nie tylko bywać. Trzeba popracować nad sobą. Odpuścić. Nie chcieć.  Machnąć ręką. Przemilczeć. Pomyśleć dwa razy. Świat zawęzić do czterech ścian swojego domu i tylko tym się przejmować. Żeby być szczęśliwym trzeba być trochę, a nawet bardzo, egocentrycznym i egoistycznym. Moim zdaniem warto. Kijem Wisły nie zawrócisz a marnowanie energii i sił na sprawy na które nie mamy wpływu doprowadzi nas do obłędu. O wielkie sprawy można zadbać w małej skali, na swoje możliwości, nie próbując być nikim na pokaz.
Ja jestem szczęśliwa, chociaż los nie zawsze układa się po mojej myśli, nie codziennie świeci słońce a ludzie nie są tacy jak w filmach to przecież wieczorem zamykam oczy i powtarzam sobie - w gruncie rzeczy, mimo wszystko, jestem szczęśliwa!
Życzę Wam wszystkim abyście szczęśliwi byli, a nie tylko bywali!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bez Ciebie

Było mi łatwiej nie pamiętać  bliskości Twoich szerokich ramion mapy pieprzyków na Twoich plecach  zagłębienia obojczyka linii szyi znajomej jak droga do domu Było mi łatwiej bez dotyku, zapachu bez znajomego uścisku  z pustym miejscem na plecach po Twoich ciepłych dłoniach  ...Niż z tym jednym przytuleniem Wróciła jak trzaśnięcie biczem pamięć o wszystkich chwilach spędzonych w tych ramionach o wszystkich tańcach z twoją dłonią na moich plecach, o gęsich skórkach pod twoimi palcami o małych i wielkich rozkoszach kiedy byłeś tak blisko Wróciły jak pazury lwa rozszarpujące zwierzynę  wszystkie ciche dni, wyrzuty wilgotne od łez oczy zagubione spojrzenia szukające stabilizacji lęk i niepewność przed tym co ucieka wzajemne pretensje, coraz głębsze rany i głuche milczenie, które tylko dzieli Nie chcę ich pamiętać  boli moja wina błędy i pomyłki uderzają w twarz coś było i uparcie tego nie ma jak człowieka w tym słynnym wierszu Szymborskiej  myśmy też umarl...

Mori

Znów mi smutniej na świecie, ubyło serdecznego śmiechu. Dobroci, co się nieproszona sama przejawia, pomocnej dłoni na kiepskie czasy. Prostoty rozumienia skomplikowanych spraw i przyjmowania tego co jest, jakby musiało być.  Znów mi tu bardziej samotnie. Jakby wszyscy tam uciekali. Do tej spokojnej krainy, zielonej od morza traw, spokojnej murem lasów na horyzoncie, błogiej błękitem bezbrzeżnego nieba. Dźwięcznej cykadami, słowikami i trzmielami. Pachnącej świeżym chlebem, który ktoś zostawił na drewnianym blacie. Znów coś już było po raz ostatni. Chociaż się wtedy nie wydawało. Podpełzło zdradziecko, zabrało. Ostatnie do widzenia dziś brzmi jak groteska. Teraz już wiem, że to co mi w pamięci zostało w ramkę muszę zamknąć ostatniego wspomnienia i hołubić w sercu na zawsze. Nie chcę się żegnać i tęsknić już zawsze. Wolę przed oczami Twój uśmiech wesoły.  Zostały żarty niewypowiedziane, wspólne kawy nie wypite, uściski skreślone przez śmierć. Okulary nikomu niepotrzebne, buty, k...

Anioł śmierci

Zabiłam już w sobie kilka razy ochotę na życie. Odbudowuję ją później mozolnie, kawałek po kawałku, składając dobre słowa jak cegły ocalałe po detonacji. Na nowo, od fundamentów buduję mury pewności siebie, radości z każdego dnia, ochoty na kolejny świt i wiary w to, że ten świat jest lepszy od tego po drugiej stronie. Czytam mój list do taty, próbuję odnaleźć siebie w tych słowach pełnych pewności i stanowczości. Teraz, kiedy znów zabiłam w sobie chęć do życia. Zabiłam milion razy setki pomysłów na siebie. Na piękno, zdrowie, dobre samopoczucie. Na ćwiczenia, spacery, rozwój i dobrostan. Zachłysnęłam się na chwilę i wyplułam z obrzydzeniem. Odrzuciłam, najdalej jak można, odwróciłam się plecami, udaję, że nigdy ich nie było. Żal przyćmiewam kolejnym papierosem, topię w perlistym prosecco, zagłuszam zbyt głośną muzyką. Nie patrzę w lustro, nie staję na wadze, nie chcę widzieć wszystkich wad i niedoskonałości. Nie potrafię spojrzeć na siebie inaczej, jak tylko z mocnym wyrzutem.  Za...