Przejdź do głównej zawartości

Posty

Babcia Broncia kulinarnie

Babcia lubiła pasztet. Ale po kolei. Lepiej pamiętam śniadania dziadków z okresu letniego, kiedy nie chodziłam do szkoły i często im towarzyszyłam. Byłam też dostarczycielem porannych bułek trzy razy w tygodniu. Jeździłam po niego niedaleko, za las do sklepu. Pani Ela miała sklep, w którym można było zaopatrzyć się praktycznie we wszystko. W ladzie leżał też pasztecik, w bardzo apetycznym szarym kolorze, dobrze pieprzny i smarowny. Domowy ser z porządną ilością kminku. Kiełbasa śląska. Moja ulubiona chałwa ze Skawy. I masło tam było, nie za miliony, szampony do włosów, woda mineralna Ustronianka w szklanych butelkach i kolejka do drzwi. Pierwszy śniadanie jadł dziadek, zgodnie z niepisaną zasadą pierwszeństwa ustanowioną przez wielopokoleniowe różnice płciowe przekazywane z pokolenia na pokolenie. Babcia przygotowywała mu bułki w plasterkach, lub chleb, z masłem , słodką herbatę, ale taką nie za gorącą, żeby można było pić od razu głośno siorbiąc. Latem często pomidory bez skórek, poni...

Świąteczna pocztówka

 Pamiętam jedne piękne, białe święta. Gdzieś między 2001 a 2003 rokiem, chociaż ciężko mi powiedzieć który to był dokładnie rok. Wtedy jeszcze w domu pełnym ludzi. Ciepłym od kaloryferów i węglowego pieca u babci. W którym co jakiś czas słychać było potężne trzaśnięcie drzwiami, kiedy dziadek wychodził na podwórko, lub z niego wracał. Zawsze wpuszczał trochę rześkiego, zimowego powietrza do środka.  Mój pokój pełnił zaszczytną funkcję pokoju gościnnego, w którym rok rocznie odbywała się Wigilia. Stąd łóżko musiało zostać uprzątnięte, biurko uporządkowane, a moim zadaniem było udekorowanie stołu. Uzbrojona w tradycyjny obrus, żelazko i radio spędzałam kilka godzin na tym szykowaniu. Wpadając co chwila do babci na siku, herbatę, kawę, wodę do żelazka, łapałam kolejne zapachy odnotowując kolejne etapy przygotowań do świąt. Zupa rybna, moczka, kapusta, makówki, znowu rybna, ale już odcedzona, kompot z suszu, znowu makówki, parujące rybie głowy. Do tego dziadek z moją mamą zachwyca...

Prezentobranie

Pamiętam, kiedy dotarło do mnie, że Dzieciątko nie istnieje. To była moze druga lub trzecia klasa. Późno być może, ale jak można inaczej wytłumaczyć pojawiające się znienacka pod choinką prezenty w kolorowych świątecznych reklamówkach z dużego orzeskiego GS-u? Jak inaczej wytłumaczyć, że dostałam lalkę Barbie, moje siostry też, każda dostała swoją, a przecież mama milion razy powtarzała, że nie mamy za dużo pieniędzy? A taka lalka to pewnie kosztuje dużo. I nie widziałam jej w domie towarowym, a przecież to było centrum świata. Jak wytłumaczyć, że kapcie zawsze pasowały idealnie, że były pod choinką akurat wtedy, kiedy w starych wychodził już duży palec? Innego wytłumaczenia, niż wszechwiedzące Dzieciątko, które chyba rzeczywiście wszystko widzi, nie było.  Czar prysł, kiedy u babci pod choinką znalazłam książkę. Jeden z nielicznych niepraktycznych prezentów. Babcia wiedziała, że bardzo lubię czytać, ale Dzieciątko też mogło wiedzieć. Ale Dzieciątko nie potrafiło pisać tak jak babc...

Do D

Myślałam, że sobie poszłaś. Że odpuściłaś nareszcie. Z radości zrzuciłam zbroję, schowałam wszystkie bronie. Zaczęłam widzieć wyraźniej, więc czemu cię nie dostrzegłam? Chwilowy oddech pomyliłam z trwałym pokojem. Ukojenie ciszą rozproszyło uważność. A ty stałaś tuż obok. Nie czułam wbijanych w plecy szpilek. Nie bolały kąsania złośliwych uwag. Lekki śmiech zagłuszył twoje utyskiwania. Czasem mignęłaś mi w lustrze, grymasem twarzy na mój własny widok. Zmęczyłaś mnie kilka razy, gdy już chyba tylko udawałam. Pozwalałaś zachłysnąć się radością, żeby zalać żółcią serce na tygodnie. Nie dałaś za wygraną, odpoczęłaś tylko, przeładowałaś broń i atakujesz na nowo. Wiesz, że nie mam szans. Zanim sie zorientowałam, było już za późno. Szarpałaś sercem jak zwariowana maszyna. Budziłaś, za każdym głębszym sennym oddechem. Ściskałaś głowę imadłem strachu, bólu, cierpienia. Wpełzałaś w piersi i kłułaś strachem. Palilaś płuca zbyt szybkim oddechem. Widze Cię już wyraźnie, wściekłą, atakującą jak zra...

Tata, jestem już dorosła

Cześć Tata.  Chciałam Ci się pochwalić, że wreszcie dorosłam. Może z Tobą byłoby mi łatwiej, ale wiesz, dałam radę. Nie jestem tym, kim chciałeś, żebym została. Nie jestem nawet tym, kim sama chciałabym być. Ale wiesz, jestem już dorosła i jestem tym, kim muszę być. Nie spełniam Twoich marzeń, przepraszam. Zaczęłam mieć wreszcie swoje własne. I troszkę popychana przez przyjaciół spełniam je powoli. To bardzo przyjemne, kiedy robisz coś, co powoduje uśmiech na Twojej twarzy. I wiesz Tata, bardzo mi przykro, że nie miałeś tych chwil za wiele. Nie rozumiałam wtedy, tak dawno temu, Twojej ucieczki w muzykę. Nie rozumiałam głośnego Queena i setek prób zagrania melodii na keybordzie. Dziś słuchałabym z Tobą, bo wiesz Tata, dziś jestem dorosła. Humor mamy ten sam, wiesz. Moglibyśmy robić na każdej imprezie za lożę szyderców. Prześmiewczą i okrutnie ironiczną. Oglądać stare kabarety, bo te nowe to już nie to. Parskać śmiechem na "Samych Swoich" i cytować wszystkie dialogi. Robić te s...

Twój największy wróg

Czasem Twój umysł to Twój największy wróg. Cichy, podstępny, dobrze przygotowany, znający Twoje mocne i słabe strony. Atakuje, kiedy chce, bez ostrzeżenia i powodu. Podrzuca Ci wstrętne, mroczne myśli najdziwniejszych treści. Z każdej strony poddaje wszystko w wątpliwość - myśli, uczucia. Wiarę w ludzi i ich dobre zamiary. W przyjaźń. W dobre słowa. Cichym wieczorem wywraca Twój spokój do góry nogami. Wyszukuje z pamięci kiepskie obrazy z wojennych lektur, zasłyszane kiedyś przelotnie wiadomości, straszy chorobą, wojnami, samotnością i strachem. Napawa Cię lękiem przed strachem. Z czasem zaciska Ci szczęki, wytrąca serce z miarowego rytmu. Oszalałymi rzutami wzburza krew w środku nocy. Cały dzień żyjesz w cieniu oczekiwania na najgorsze. Każda syrena powoduje drżenie rąk, każdy telefon szybsze bicie serca. Za jakiś czas czujesz się chory. Poważnie i rzeczywiście. Bóle zatruwają Ci dni, rozmyślania noce. Zaciera się granica między pewnością, że to strach a wątpliwościami, ze to coś więc...

Wiankowego portretu część ostatnia

 Trylogii część trzecia. To nie my wszystkie Stanowickie Babeczki, ale te, które swoją obecnością drgnęły moją duszą. M jest uosobieniem antycznej rzeźby. Ma posągową twarz, którą jednak od kamienia różnią serdeczne, ciepłe, pełne uczuć oczy. Jest dla mnie jak antyczny wzorzec - zawsze idealna fryzura, idealny makijaż, idealny strój dopieszczony do najmniejszego szczegółu. Idealnie zorganizowana, wszystko ma na czas i o wszystkim zawsze myśli z wyprzedzeniem. Potrafi zaskoczyć pomysłowością, inspiruje i ciągnie nas w górę. Podziwiam jej talent do urzędowych pism. Tam nie ma przecież miejsca na polot i fantazję, a jedynie na konkretne słowa niosące realne treści. Konkretna, zdecydowana, nie przyjmuje, że może być inaczej niż zaplanowała. Ogromne, miękkie serce, miłość do piękna i rodziny, codzienna troska o innych. Taka w skrócie jest posągowa M. E próbuje być dla nas zgryźliwą tetryczką, ale za bardzo ją kochamy, żeby się dać złapać na te pozory. Inteligentna i błyskotliwa, ciągle ...