Gorące espresso podane z uśmiechem do łóżka o siódmej rano. Pobudka, która nie ma nic z przymusu, rutyny, zdawkowości. Dzień, który zaczyna się uśmiechem.
Całus w policzek za pyszną kolację. Oklepane dziękuję, które mi dźwięczy do dziś. Tak zaskakujące, że aż nieprawdopodobne. Droższe od wszystkich podziękowań świata.
Moje imię wymawiane w przydługim zdrobnieniu. Ulubione, czułe, dawno zapomniane. Wspomnienie cichych rozmów za szybą autobusu, ciepła, które się jak miód po sercu rozlewa.
Ciepła dłoń, która głaszcze po głowie, jak dziecinne wspomnienie ukochanej Babci. Gest tak niewinny, intymny, cudowny i ciepły. Jak różdżka przepędzająca złe myśli i smutki.
Całus w czółko. Jak słodki cukierek dla dziecka, jak ciche wspomnienie ojcowskiej czułości, jak najcichsze wyznanie przywiązania. Naturalne, bezbronne, prawdziwe i szczere.
Czyjaś dłoń błądzącą cicho po moim ciele. Moja pierś schowana między długimi palcami. Szorstkość policzka na mojej szyji. Dreszcze, które mi wciąż przypominają, że przecież wciąż jeszcze jestem kobietą.
Niedźwiedzi uścisk. Nie jesteś sama. Jak mała enklawa do bycia sobą. Bez grania i udawania. Gdzie ramiona mogą opaść, plecy się zgrabić, oczy posmutnieć. Gdzie się ładują baterie na każdy kolejny dzień.
Róża, która rozkwita w doniczce.
Sznurkowa bransoletka z kramu z pamiątkami.
Dwa magnesy.
Uśmiech.
Tak wiele, tak mało.
Komentarze
Prześlij komentarz