Przejdź do głównej zawartości

Posty

Pani Profesor

Zobaczyłam Ją kroczącą cmentarnym chodnikiem, zaskoczona, że moje myśli o Niej w ostatnich dniach postawiły Ją w końcu na mojej drodze. Ogromna radość, bo nigdy jej tutaj nie widziałam, i zaskoczenie, jak bardzo przypomina siebie z moich szkolnych czasów.  Minęło przecież prawie 25 lat, a ona wyglądała jak wtedy na środku sali lekcyjnej. Filigranowa, szczupła, dostojna. Wyprostowana sylwetka i głowa dumnie uniesiona. Kolorowe buty na niewielkim obcasie, chociaż wydaje mi się, że nosiła większy. I zawsze piękne, szczupłe kostki, które Bóg jeden wie, dlaczego, tak bardzo rzuciły mi się w oczy. Oczywiście spódnica. Tym razem lekki, niebieski odcień z nadrukiem. Z tego była znana. Z tych falbaniastych spódnic, kolorowych, żywych, współgrających z Jej temperamentem. Do tego zawsze żakiecik, kamizelka, cokolwiek. Nigdy oczywiste, pospolite, jak u innych. Dzisiaj też, żakiecik z fuksjowymi klapami i narzuconą chustą. Włosy przycięte jak kiedyś, na krótko, chociaż trochę ich mniej, za to ...

Szczęście

Patrzeć w oczy i nie czuć zawstydzenia, zażenowania, skrępowania i strachu. Dostrzegać dziesiątki kolorów tęczówki, uczyć się na pamięć jak mapy przed podróżą. Znać układ rzęs na pamięć i móc policzyć je wszystkie. Dostrzegać każde zmrużenie, dwie zmarszczki uśmiechu i kilka ironii.  Mówić otwarcie i szczerze, nie skrywając niczego za zasłoną milczenia. Wystawiać się odważnie na ocenę, bez strachu o zranienie. Przyjmować słowa jak dobre wróżby, bez potrzeby obawy o ostre brzytwy. Odsłaniać się po kawałku i nie czuć ran cudzej opinii.  Być obok bez krzty skrępowania. Bez drżącej w powietrzu namiętności. Bez seksualnych podtekstów. Czuć ciepło, zapach, dłoń na ramieniu. Przyjmować jak skarby, gromadzić w sercu. Pamiętać delikatność dotyku i nie chcieć niczego więcej.  Śmiać się wspólnie, uśmiechać do siebie. Żartować, docierać i wbijać szpileczki. Bawić się wspólnie z sobie znanych żartów. Mieć maleńkie tajemnice i wielkie powierzone sekrety. Liczyć na siebie i wspierać wz...

Nikt nie obiecuje jutra

 Nic nie daje gwarancji jutra. Rześkiego poranka wśród mgieł, Słońca tańczącego na miękkich lokach I ptaka gwiżdżącego na drzewie. Nie każdemu będzie dane się zbudzić, Poczuć ciepły aromat kawy, Wdychać wilgotne, drżące powietrze  I dotknąć w przelocie kołyszącej się trawy. Nic nie daje gwarancji szczęścia, Egoistycznego poczucia spełnienia, Nie ma wygranych losów  Na tej niepewnej loterii. Nie każdemu ta sama gwiazda Przyświeca na drodze życia, Dając to, co innym zabrane, We łzach i smutkach stracone. Nic nie daje gwarancji miłości. Dłoni bezpiecznie zamkniętej w dłoni, Głębi spojrzenia, niemego porozumienia, Ciszy najpiękniej brzmiącej w niedopowiedzeniach. Nie każdy ma szczęście być kochanym jak chce, Wypełniać pustki duszy uczuciem drugiego, Dzielić troski i mnożyć radości, Być obok, a jednak jednością.

Wiatr

Skrzy się łza srebrzyście w kąciku, Milkną usta w pół słowa po cichu, Brew opada, nie dziwi się więcej, Błądzi mrok po przymkniętej powiece. Serce gaśnie, nie walczy, nie bije, Ziąb jak żmija się czai i wije, Jad zagościł w serdecznym uśmiechu, Ból wypełza przy każdym oddechu. Zaciskają się pięści bezsilne ze złości, Dusza rwie się do wiecznej wolności. Barki zdjąć chcą udrękę i trudy, Znika wspomnienie misternej ułudy. Strach i boleść już tron zajmują należny. Smutek duszę spowija bezbrzeżny. Wiej mi wietrze, wiej czysty i mocny, Łzy mi osusz, potargaj mi włosy. Wiej mi wietrze, żal przegoń, zduś strach, Wpuść nadzieję, niech karmi mnie w snach. Wiej mi wietrze i zimą i wiosną, Niech mi skrzydła nareszcie urosną , Niech mnie niesie ta pieszczota kojąca, Gdzie kraina jest mlekiem płynąca. Wiej mi wietrze, oczyść serce i duszę  Niechże do życia wreszcie je zmuszę.

Dożynki

Dożynki są świętem dziękczynienia za plony. Za to, że trud i wysiłek ludzi wkładany w uprawę roli, ich miłość i przywiązanie do ziemi, pokora wobec nieprzewidywalnej natury zaowocowały zbiorami, którymi mogą wyżywić siebie i nas. Być może nie świętuję ze wszystkimi, ale ten dzień bliski jest mojemu sercu. Wychowana na gospodarstwie noszę w sobie ogrom szacunku dla rolników.  Gdy zamykam oczy czuję na dłoni ciepło zebranego właśnie zboża, jego duszny, mączny zapach. Czuję zapach wygrzanej w słońcu słomy, ostrość kłującego po łydkach rżyska. Wciąż czuję na ramionach palące sierpniowe słońce, słony pot i kurz lepiący się do mnie.  Pamiętam chłodny sobotni poranek, gdy zaczynały się wykopki. Zapach wilgotnej ziemi i terkot maszynki do kopania. Smak grzanej kiełbasy, baby drożdżowej i słodki, mdły dym ogniska na polu, a na koniec lekko spalone ziemniaki. Pamiętam jak pachnie zagon buraków pastewnych późnym popołudniem, gdy rosa wydobywa z niego całą słodycz. Czuję w ustach ziarenka...

Na beskidzkim szlaku

 To był świetny plan. W zasadzie nie było w nim punktów, które mogłyby się nie powieść, nie licząc wypadków losowych. Starannie zaplanowana droga, trasa i dzień dla siebie. Żądna samotności, spacerów i zmiany otoczenia zaplanowałam niedzielny wyjazd do Ustronia celem podziwiania widoków podczas spacerku wokół miasta, wytyczoną trasą. Podług wszelkich przewodników trasa widokowa jak sama nazwa wskazuje miała cieszyć oczy i nie męczyć zbytnio turysty, bowiem zakwalifikowana została jako łatwa.  Niedziela zaczęła się chłodnym i chmurnym porankiem, który obiecywał mi zakładane 25 stopni przy "całkowitym lub umiarkowanym zachmurzeniu" jak wieścił dzień wcześniej mój guru pogodowy. Spoglądając w niebo, na prognozy i swoje krzywe nogi w lustrze odrzuciłam pomysł zabrania krótkich spodenek i wpakowałam swoje nadwagowe ciało w dżinsy i koszulkę.  Idealnie podjechałam na peron, pociąg przyjechał również idealnie, w Katowicach szybko znalazłam peron i tor przesiadki a z megafonu zro...

Pocałunek w czoło

Można kogoś pocałować.  Dżentelmeńsko, w rękę, z szarmancją i delikatną czułością, kłaniając się przy tym odrobinkę i czasem patrząc głęboko w oczy.  Po przyjacielsku, w policzek, zostawiając na ułamek sekundy ślad swoich ust i ciepły zapach perfum. Jak kochanek, w usta, namiętnie, z pasją, zostawiając bez tchu i z rumieńcem na policzkach. Dla mnie najwspanialszy był zawsze pocałunek w czoło. Tak bardzo intymny, czuły, pozbawiony krzty seksualnego podtekstu. Opiekuńczy, matczyny, pełen przywiązania, miłości i troski.  Pamiętam, jak wychodząc wieczorem do swojego pokoju żegnałam siedzącego na kanapie tatę krótkim pocałunkiem w czoło. Czasem nie było okazji do rozmowy przez cały dzień. Czasem kłóciliśmy się zażarcie. Czasem tak samo mocno go nienawidziłam, jak kochałam. Ale kiedy siedział patrząc na film, a ja wychodziłam do siebie, stawałam za nim, wichrzyłam mu włosy i składałam krótki pocałunek w czoło. Gdy zamknę oczy pamiętam jeszcze zapach jego skóry i frakturę włosów...