Przejdź do głównej zawartości

Pocałunek w czoło

Można kogoś pocałować. 

Dżentelmeńsko, w rękę, z szarmancją i delikatną czułością, kłaniając się przy tym odrobinkę i czasem patrząc głęboko w oczy. 

Po przyjacielsku, w policzek, zostawiając na ułamek sekundy ślad swoich ust i ciepły zapach perfum.

Jak kochanek, w usta, namiętnie, z pasją, zostawiając bez tchu i z rumieńcem na policzkach.

Dla mnie najwspanialszy był zawsze pocałunek w czoło. Tak bardzo intymny, czuły, pozbawiony krzty seksualnego podtekstu. Opiekuńczy, matczyny, pełen przywiązania, miłości i troski. 

Pamiętam, jak wychodząc wieczorem do swojego pokoju żegnałam siedzącego na kanapie tatę krótkim pocałunkiem w czoło. Czasem nie było okazji do rozmowy przez cały dzień. Czasem kłóciliśmy się zażarcie. Czasem tak samo mocno go nienawidziłam, jak kochałam. Ale kiedy siedział patrząc na film, a ja wychodziłam do siebie, stawałam za nim, wichrzyłam mu włosy i składałam krótki pocałunek w czoło. Gdy zamknę oczy pamiętam jeszcze zapach jego skóry i frakturę włosów. Pamiętam króciutkie zmieszanie tą moją czułością, i słowa dobranoc. Już potem nawet jako mężatka, kiedy żegnałam się z nim czasem robiłam tak samo. I chyba wtedy, ostatni raz, gdy starałam się nie widzieć jego szarej twarzy, zmęczenia chorobą i nadchodzącej śmierci, pożegnałam go tak samo niewinnie. Nadzieja kazała mi myśleć o następnym spotkaniu. Nigdy nie wiesz, że to twój ostatni raz....

Babcię całowałam w czoło przytulając ją przy tym do siebie. Kochałam ją całym sercem, znałam historię jej życia, widziałam troski i smutki na co dzień. Zawsze jednak znalazła siłę na uśmiech, na żart, na piosenkę. Przytulałam jej drobną postać szczęśliwa, że mam ją przy sobie. Całowałam ją w czoło, a ona szczęśliwa uśmiechała się do mnie. Chciałam jej przez to powiedzieć, jak bardzo jest mi bliska, że przepełnia mnie troska o nią i wiem, jak ona mnie kocha. Była ode mnie niższa i czasem kładłam policzek na jej głowie, czując jej szorstkie, siwe włosy po trwałej ondulacji. Zawsze była za mną, a ja za nią. Troska o naszą rodzinę zajmowała jej całe życie, zawsze była dla nas. A ja byłam szczęśliwa, będąc z nią. Ten krótki pocałunek mam nadzieję mówił jej to wszystko, bo ja przecież nigdy nie zdążyłam jej tego powiedzieć na żywo....

Teraz całuję Zosieńkę. Mój mały wulkan humorów, nastrojów i pasji. Jest ekspresyjna i zmienna jak pogoda. Gdy się złości, to piekło się trzęsie, a gdy się śmieje, w niebie wyprawiają ucztę. Mówi co myśli i tupie nogą. Wymaga argumentów i pełnej uwagi. Wstydzi się swoich głębokich uczuć. Kocha zwierzęta, te małe i duże. Potrafi zmęczyć nawet nic nie robiąc. Czasem jednak i diabeł mówi dobranoc, Zosia układa się obok i mruczy jak zadowolona kotka. Czasem głaszcze po plecach, czasem wtula się ufnie. Kładzie się obok chorego, po prostu dla towarzystwa. Doradza odpoczynek, gdy się skarżę na bolącą głowę. Martwi się motylkiem, który uciekł jej z ręki. Tęskni za kotkiem, który znalazł dom. Jest zawsze szczera i ma dobre serce. Więc kiedy leży wtulona we mnie, kiedy opowiada mi o czymś ważnym, kiedy przybiega wystraszona grzmotem, całuje ją w czółko odgarniając blond włosy, w duszy dziękując za to cudowne stworzenie...

Rysio to inna historia. Poważny, rozsądny, samodzielny facet lat 10, który nadal czasem siada na kolana. Nadal chce się czasem przytulić, nadal miewa ochotę spać z mamą. Opowiada o swoich osiągnięciach w grach, planach na spotkania z kolegami, nowych umiejętnościach w basenie. A ja całując go w czoło mówię do niego w myślach jak bardzo dumna jestem, jak bardzo zaskoczona tym, kim się stał. Dziękuję mu w ten sposób, że mogę na nim polegać, że tak wiele już przecież rozumie, że zawsze możemy pogadać i że ciągle jestem dla niego ważna...

Nie ma dla mnie piękniejszego pocałunku miłości, niż ten w czoło....

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bez Ciebie

Było mi łatwiej nie pamiętać  bliskości Twoich szerokich ramion mapy pieprzyków na Twoich plecach  zagłębienia obojczyka linii szyi znajomej jak droga do domu Było mi łatwiej bez dotyku, zapachu bez znajomego uścisku  z pustym miejscem na plecach po Twoich ciepłych dłoniach  ...Niż z tym jednym przytuleniem Wróciła jak trzaśnięcie biczem pamięć o wszystkich chwilach spędzonych w tych ramionach o wszystkich tańcach z twoją dłonią na moich plecach, o gęsich skórkach pod twoimi palcami o małych i wielkich rozkoszach kiedy byłeś tak blisko Wróciły jak pazury lwa rozszarpujące zwierzynę  wszystkie ciche dni, wyrzuty wilgotne od łez oczy zagubione spojrzenia szukające stabilizacji lęk i niepewność przed tym co ucieka wzajemne pretensje, coraz głębsze rany i głuche milczenie, które tylko dzieli Nie chcę ich pamiętać  boli moja wina błędy i pomyłki uderzają w twarz coś było i uparcie tego nie ma jak człowieka w tym słynnym wierszu Szymborskiej  myśmy też umarl...

Mori

Znów mi smutniej na świecie, ubyło serdecznego śmiechu. Dobroci, co się nieproszona sama przejawia, pomocnej dłoni na kiepskie czasy. Prostoty rozumienia skomplikowanych spraw i przyjmowania tego co jest, jakby musiało być.  Znów mi tu bardziej samotnie. Jakby wszyscy tam uciekali. Do tej spokojnej krainy, zielonej od morza traw, spokojnej murem lasów na horyzoncie, błogiej błękitem bezbrzeżnego nieba. Dźwięcznej cykadami, słowikami i trzmielami. Pachnącej świeżym chlebem, który ktoś zostawił na drewnianym blacie. Znów coś już było po raz ostatni. Chociaż się wtedy nie wydawało. Podpełzło zdradziecko, zabrało. Ostatnie do widzenia dziś brzmi jak groteska. Teraz już wiem, że to co mi w pamięci zostało w ramkę muszę zamknąć ostatniego wspomnienia i hołubić w sercu na zawsze. Nie chcę się żegnać i tęsknić już zawsze. Wolę przed oczami Twój uśmiech wesoły.  Zostały żarty niewypowiedziane, wspólne kawy nie wypite, uściski skreślone przez śmierć. Okulary nikomu niepotrzebne, buty, k...

Anioł śmierci

Zabiłam już w sobie kilka razy ochotę na życie. Odbudowuję ją później mozolnie, kawałek po kawałku, składając dobre słowa jak cegły ocalałe po detonacji. Na nowo, od fundamentów buduję mury pewności siebie, radości z każdego dnia, ochoty na kolejny świt i wiary w to, że ten świat jest lepszy od tego po drugiej stronie. Czytam mój list do taty, próbuję odnaleźć siebie w tych słowach pełnych pewności i stanowczości. Teraz, kiedy znów zabiłam w sobie chęć do życia. Zabiłam milion razy setki pomysłów na siebie. Na piękno, zdrowie, dobre samopoczucie. Na ćwiczenia, spacery, rozwój i dobrostan. Zachłysnęłam się na chwilę i wyplułam z obrzydzeniem. Odrzuciłam, najdalej jak można, odwróciłam się plecami, udaję, że nigdy ich nie było. Żal przyćmiewam kolejnym papierosem, topię w perlistym prosecco, zagłuszam zbyt głośną muzyką. Nie patrzę w lustro, nie staję na wadze, nie chcę widzieć wszystkich wad i niedoskonałości. Nie potrafię spojrzeć na siebie inaczej, jak tylko z mocnym wyrzutem.  Za...