Skrzy się łza srebrzyście w kąciku,
Milkną usta w pół słowa po cichu,
Brew opada, nie dziwi się więcej,
Błądzi mrok po przymkniętej powiece.
Serce gaśnie, nie walczy, nie bije,
Ziąb jak żmija się czai i wije,
Jad zagościł w serdecznym uśmiechu,
Ból wypełza przy każdym oddechu.
Zaciskają się pięści bezsilne ze złości,
Dusza rwie się do wiecznej wolności.
Barki zdjąć chcą udrękę i trudy,
Znika wspomnienie misternej ułudy.
Strach i boleść już tron zajmują należny.
Smutek duszę spowija bezbrzeżny.
Wiej mi wietrze, wiej czysty i mocny,
Łzy mi osusz, potargaj mi włosy.
Wiej mi wietrze, żal przegoń, zduś strach,
Wpuść nadzieję, niech karmi mnie w snach.
Wiej mi wietrze i zimą i wiosną,
Niech mi skrzydła nareszcie urosną ,
Niech mnie niesie ta pieszczota kojąca,
Gdzie kraina jest mlekiem płynąca.
Wiej mi wietrze, oczyść serce i duszę
Niechże do życia wreszcie je zmuszę.
Komentarze
Prześlij komentarz