Przejdź do głównej zawartości

Posty

chciałbym być sobą

...czyli kim?  Kto może powiedzieć, że jest po prostu sobą, takim jak chce, czuje, jak mu się podoba i może sobie na to pozwolić? Kto to jest ta JA prawdziwa i własna, która mówi: jestem sobą i nikim innym? Co oznacza w ogóle bycie sobą? Wyrwanie się z pewnych zasad zachowań, przymusów, nakazów i zakazów, "wypada" i "nie wypada", można, trzeba, nie wolno? Swobodne nieskrępowane zachowanie? Czy bycie sobą oznacza, że można mówić i robić co się chce i czy wtedy jest się szczęśliwym? Bo tęsknota do bycia sobą oznacza chyba pewne poczucie dyskomfortu osoby wciśniętej, wpasowanej w jakąś rolę społeczną, życiową, w pewne realia, które wymagają określonego zachowania. Czy pozbawieni wszelkich zasad i obowiązków i oswobodzeni z wszelkich powinności potrafilibyśmy zacząć zachowywać się zgoła odmiennie i z tej całkowitej swobody skorzystać, czy tez zasady i konwenanse są tak głęboko wrośnięte w naszą ludzką osobowość, że nie potrafimy się ich pozbyć? Być może marzenia o byci...

wiosna, wiosna wkoło

Siedzę sobie na ogrodzie. To już ten czas, kiedy bez dziwnych spojrzeń sąsiadów (jak np. w grudniu) można usiąść na krześle i odpocząć łapiąc ciepłe promienie słońca.  Za płotem łąka, nie koszona od dłuższego czasu dlatego po zimie pokrywają ją długie źdźbła wyschniętej trawy. Podleciał kos, usiadł, pospacerował i z uwagą wybrał piękną gałązkę w sam raz na lokum dla wybranki serca i przyszłego potomstwa. Po krótkiej chwili jednak rozmyślił się i rozpoczął poszukiwania na nowo. Dołączył do niego drugi kos i przeczesywali łąkę w dwóch. A ponieważ łąka jest obszerna i trawy w bród po kilku chwilach uczynili niesamowitą awanturę kłócąc się zaciekle o jakiś, szczególny widać, kawałek badyla na który oboje mieli ochotę. Na drzewie opodal toczy się  zacięta dyskusja kilku wróbli, próbujących rozdzielić  między siebie najbardziej atrakcyjne miejsca na gniazda. Jeden dość agresywny przeskakuje co rusz na inną gałąź, pusząc się i wrzeszcząc niemożliwie na całą resztę. Moja suczka p...

w ogrodach wspomnień

W mojej głowie zazwyczaj wiele się dzieje i często próbuję sobie zwizualizować jak może wyglądać jej wnętrze, skoro tyle się tam dzieje, a jednocześnie wiele osób mówi, że mam dobrze "poukładane". Więc wyobrażam sobie rzędy szafeczek ze skatalogowanymi pojęciami jakie kiedykolwiek ktokolwiek jakkolwiek "włożył" mi do głowy, wszelkie informacje, fakty, wierzenia, strachy, przekonania i wartości włożone w schludne katalogi i poukładane alfabetycznie. Na razie ich nie gubię, ale kto wie, co będzie kiedyś... To jednak tylko niewielki wycinek. Resztę zajmują ogrody. Największy z nich, ten, po którym najbardziej lubię się przechadzać to ogród dobrych wspomnień. Jest ogromny i ciągle się powiększa. Uwielbiam się zatracać w jego pięknie, w jego dorodnych, cudnych kwiatach, krzewach rosnących tutaj chyba od zawsze, odnajdywać maleńkie pączki dawno niewidzianych gatunków. Przechadzam się tędy często, mam swoje ulubione ścieżki, czasem jednak zbaczam na te mniej odwiedzane i n...

bo szczęśliwym się nie tylko bywa...

Niedawno wpadł mi w oko tytuł książki o Barbarze Stuhr - "Basia. Szczęśliwą się bywa". Nie do końca chyba, w każdym razie myślę, że lepiej po prostu permanentnie być szczęśliwym, bywając tylko czasem w innym nastroju. Nie mówię tutaj o szczęściu euforycznym, powodującym łzy wzruszenia, radosny śmiech, taneczny krok, itp. Takie ładunki emocjonalne niosą ze sobą tylko szczególne wydarzenia w naszym życiu, pierwsza miłość, pierwszy pocałunek, urodzenie dziecka, ale są to wydarzenia rzadkie, błyszczące jak diament wśród zwykłych koralików na sznurku wspomnień. Myślę, że można i warto być tak po prostu zwyczajnie szczęśliwym - czuć się ze sobą i z tym co się ma, co się zdobyło lub otrzymało od losu po prostu dobrze.  Taki stan wymaga jednak wysiłku i pracy nad sobą. Mawiamy, że kiedyś ludzie byli szczęśliwsi - i to prawda. Koncentrowali się na swoim małym świecie skupieni na zaspokajaniu podstawowych potrzeb i częściej niż my dzisiaj bywali zadowoleni z życia. Globalizacja i powsz...

o wróblach, dziewicach i Kubusiu Puchatku

Dziś jest naprawdę piękny dzień - pierwszy dzień kalendarzowej wiosny. Równonoc! Od dziś dnia będzie więcej niż nocy. Nadchodzi piękny okres roku, widny, jasny, optymistyczny, napawający energią, witalnością, chęcią działania. Ale nie tylko. Jak się okazuje 20 marca świętują wróble, w Międzynarodowy Dzień Wróbla, a także wszyscy szczęśliwi, ponieważ mamy Międzynarodowy Dzień Szczęścia. Trudno powiedzieć, czy w tym dniu wszyscy powinni czuć się szczęśliwi, czy tylko gratulować tym, którzy za takowych się uważają. W każdym razie, wróble na pewno dziś są szczęśliwe, w końcu mają swoje święto. Zaglądając w kalendarz trudno nie odnieść wrażenia, że świąt jest tyle, że brakło dni w roku na ich celebrowanie, toteż upchnięte zostały po kilka na każdy dzień. Jestem prawie pewna, że taką ilość świąt wszelkiej maści i odmiany stworzyło grono AAWS - Anonimowi Alkoholicy Wstydzący Się. Picia bez okazji. Zatem, aby do kieliszka bez okazji jak ostatni ochlapus nie zaglądać, stworzono dni przeróżne św...

rodzina ach rodzina... !

Podobno  z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach. Ja nie jestem w tym temacie aż tak sceptyczna. Rodzinę każdy ma, a jak tworzy z kimś nową, kolejną, to ma też drugą rodzinę, zazwyczaj "gorszego sortu". Przychodząc na świat każdy z nas dostał w pakiecie powitalnym rodziców, ich przodków, być może rodzeństwo oraz całą masę genów mieszanych przez pokolenia w różnych konfiguracjach tworzących tzw. więź krwi. Moim zdaniem najsilniejszą i najbardziej wartościową na świecie. Jaka by ta rodzina nie była jest własna, najlepsza i jedyna. Ludzie pozbawieni przywileju posiadania bliskich są ubodzy, godni współczucia, chociaż pewnie nie postrzegają swojego ubóstwa w ten sposób.  Wszystko w życiu może się skończyć w ciągu kilku sekund, w ciągu chwili może nam zostać odebrane. Jednak dopóki mamy rodzinę, mamy magiczną siłę do walki o wszystko. Można zachorować, stracić  dom, rozejść się z małżonkiem, mogą nas spotkać duże i małe dramaty, ale jeżeli mamy możliwość schowania się p...

bądź wola moja

Jak trwoga to do Boga - mówi stare porzekadło. A jak wiadomo, porzekadła mówią prawdę. Nawet Ci, którzy na co dzień nie zawsze mają czas lub chęć na rozmowę ze Stwórcą, w chwili trudnej, bolesnej, beznadziejnej przypominają sobie, że warto skorzystać i z tej metody, skoro wszystko inne jakoś zawodzi. No a jeśli nawet nie pomoże, to przecież nie zaszkodzi. Zatem, czy to w domowym zaciszu, czy w murach kościoła, przypominamy Panu Bogu o swoim istnieniu zasypując Go lawiną gorących życzeń. I aby nie pozostawić tej prośby takiej gołej, mało religijnej i świętej okraszamy ją na szybko "Ojczem naszym", myśląc już zazwyczaj o tym, co jutro na obiad, czy zdąży się rozmrozić to mięso na gulasz i czy te granatowe spodnie będą mi pasowały do tej nowej bluzki kupionej przez internet...Amen! O! I już zadowoleni, że oto zrobiliśmy już wszystko, co można, aby ten węzeł gordyjski na drodze naszego życia rozwiązać. A skoro tylko wybrzmi Amen wypatrujemy z nieba boskiej interwencji w naszej sp...