Przejdź do głównej zawartości

Posty

ona

Spoglądam w lustro i nie wiem do końca, czy po prostu jej nie lubię, czy to już raczej jawne obrzydzenie tamtą, która na mnie spogląda. Nienawidzę jej. Podstarzała, zaniedbana, bez ambicji. Jestem na nią zła, za te starzejące się oczy, o których za chwilę nikt już nie powie, że piękne. Krzywe kreski, ledwie maźnięte rzęsy, brwi raz są, a raz ich nie ma. I jakieś ostre spojrzenie, całkiem nie moje i nie pasujące do mnie. I te kolejne podbródki, zero kształtu, brak rysów i wyrazu. Przegapione trzydzieści kilo, zaniedbane piersi obwisłe, dawno już bezużyteczne, fałdki, oponki i przygarbione plecy. Brak chęci, motywacji, wysiłku. Wszystko w głowie a nic naprawdę.  Te zapomniane pomysły, zrywy nagłe, przebrzmiałe, po których jej został niesmak i żal. Wymyślić, nie zrobić, zapomnieć, zepchnąć w otchłań najdalszą. Smutek, smutek i wiecznie ten smutek... Co z tego, że uśmiech, co z tego, że zabawnie. Zawsze ten cierń, kolec, nic mi się nie chce i znowu to życie. Wstać, połknąć, wypić, zje...

Pokolenia

 8 osób na zdjęciu, 6 kobiet, trzy pokolenia. Za nami jak blade klisze wspomnienie tych, co odeszły. Babcia, jej wcześnie zmarła mama i te wszystkie wcześniej, których nie poznałam nawet z opowieści. Za dwadzieścia lat nasze córki ze swoimi dziećmi, kolejnym pokoleniem wplecionym w koło życia. Rodzimy się z bagażem doświadczeń i wiedzy naszych przodkiń. Dajemy życie przekazując wiedzę, kulturę i tradycje następnemu pokoleniu. Jesteśmy jak filary mostu, sprawiające, że droga może pójść dalej. Ze wszystkich ciężarów przeszłości odrzucamy połowę dla dobra naszych dzieci. Każda chce zbudować coś lepszego niż poprzedniczka. Tupiemy nogą na błędy naszych babek i rzucamy się popełniać własne. A przecież korzenie przypominają o sobie. Przepracowane, zgarbione, bez prawa do siebie, ciągną nas czasem w dół poczuciem braku wartości. A w naszym świecie już dawno możemy chodzić do szkoły i zdobywać tytuły magistra. Nie ma już przecież chusty i zapaski, nosimy modne spodnie, szpilki i perfumy. ...

Zmierzch

Pewna osoba powiedziała mi ostatnio, że chyba lubię zachody słońca, ponieważ często je fotografuję i wrzucam w internet.  Myślałam trochę nad tym stwierdzeniem i doszłam do wniosku, że wiele w nim prawdy.  Nie widziałam nigdy dwóch identycznych zachodów, chociaż krajobraz za oknem nie zmienia się codziennie, nie podróżuję, nie przeprowadzam się co chwila. A jednak każdy z nich był niepowtarzalny. Spektakl rozgrywający się na niebie przez zaledwie kilkanaście minut zachwyca za każdym razem. Paleta ciepłych barw od żółci, czerwieni przez róż i fiolet aż po zimny, bladoniebieski zenit i ciemniejący granatem wschodni horyzont. Do tego chmury, lub ich brak. Czasem puszyste obłoczki wylegujące się w ostatnich promieniach słońca, czasem masywniejsze, cięższe, szaro-bure, które zastygają na moment ogrzewając brzuchy w purpurowych promieniach. Nieraz pierzaste obłoczki ledwo widoczne na wysokim niebie złocące się pięknie. Bywają i potężne nabrzmiałe od deszczu przez które ledwie prześw...

Lato wszędzie

 Upał wyziera z rozpalonej ziemi. Wije się pomiędzy łanami dojrzewającego zboża. Zbiera ich mączny zapach pieszczony przez promienie słońca  I zanosi wprost do nozdrzy szukających powietrza. Oblepia liście rumianku i ciążąc przygniata do ziemi. Smuci świeże kwiaty, które spuszczają swoje piękne oblicza ku rosie, która jeszcze kilka godzin nie nadejdzie. Usypia ptaki w swych nadrzewnych gniazdach, uciszając ich codzienne wesołe trele.  Tańczy z wiatrem wplątując we włosy rozgrzane długie palce. Chciałby pieścić rozleniwione ciało, ale cóż on - wymysł szatana - może wiedzieć o czułym dotyku. Kochanek słońca, zrywa jego promienie rzucając wprost w rozgrzane twarze. Oplata swoją mocą drobinki piasku i rozgrzewa je wprost do czerwoności. Panoszy się uparcie między domami, na ulicy, chodniku, nawet na tarasie. Płacze drobnymi łzami na zimnej szklance wody. Odchodzi niechętnie za pomarańczowymi promieniami zachodzącego słońca.  Zostawia ciepłe drewniane deski w altanie, roz...

Nie było nam dane

 Nie było nam dane  Przy pełni księżyca  Siedzieć wspólnie przy trzaskającym ogniu. Nie było nam dane Wspólnie zaśpiewać  kilku piosenek do twojego akompaniamentu. Nie było nam dane Przy wspólnym stole Cieszyć się gwarem Twoich ślicznych wnuków. Nie było nam dane Przy kolejnych okazjach Pokłócić się zażarcie o najprostsze sprawy. Nie było nam dane Spoglądać w swoje oczy Obserwując w nich niezmiennie miłość i szacunek. Nie było nam dane Przez kolejne lata Prześmiewczo komentować zastaną rzeczywistość. Nie było nam dane  Przez kolejne święta  Składać sobie zbyt krótkie życzenia.  Nie było nam dane Dorosnąć do wybaczenia Do zapomnienia wzajemnych pretensji i krzywd. Było mi dane Zachować w pamięci  Twój uśmiech, głos, spojrzenie, Żelazny uścisk ramion i szorstkość włosów pod palcami.

Tęsknię...

Zamknąć oczy na zawsze.  Pozostać głuchą od dziś  na przekleństwa, wyzwiska i żale. Zostawić znienawidzone ciało, Rozwinąć skrzydła ukryte, Polecieć w jedno znajome miejsce. Zobaczyć Ciebie w tym domu, Do którego Cię kiedyś zawiozłam. Zobaczyć Twój uśmiech  I wtulić się w Twoje ramiona. Zmierzwić Ci włosy po trwałej I pocałować Cię w czoło. Zobaczyć Twój uśmiech serdeczny  I wziąć w dłoń Twoją rękę. Zapytać, czy tak mi wolno, Czy Ty to rozumiesz i chwalisz? Czy można jednak bez winy  Zapomnieć, zostawić, nie kochać? Utul mnie w swoich ramionach. Pogłaszcz po głowie i powiedz Że mnie wciąż kochasz niezmiennie Choć ja się zmieniłam ogromnie. Powiedz, że tak właśnie wolno, Że dajesz mi swe przyzwolenie  Na bycie szczęśliwym już teraz. Że dajesz mi prawo do łez, Do buntu, sprzeciwu i wiary. W swoim niedoskonałym wcieleniu, Z ukrytym sensem istnienia, Z wiecznym pragnieniem miłości  Jestem jak bezpański anioł... Ty jedna widziałaś we mnie Coś więcej niż tyl...

Niech bym była inna

Niech bym się w dzikiego zwierza zmieniła, Niech by mi mięśnie urosły potężne, Niech bym się w pęd dziki puściła przez świat, Niech bym poczuła ostre powietrze w płucach jak nigdy, Niech by mnie niosły łapy szerokie przez ścieżki ludziom nieznane. Strach byłby mi obcy, szacunek bym wzbudzała, Pazurami rwała i kłami szarpała, Błysk w oku miała. Niech by mi skrzydła wyrosły jak u anioła, Niech by ich wiatr strząsł ze mnie strach i niepewność, Niech by mnie poniosły w niebiosa ciemne, gwieździste, Niech by mnie niosły nad światem uśpionym, Niech bym poczuła wiatr we włosach i szum w uszach. Uciekłabym od siebie, od trosk i żalów codziennych, Od spraw łzami brzemiennych Od oczekiwań innych. Niech bym była inna, lepsza, ładniejsza, mądrzejsza, Niech bym wzbudzała szacunek i podziw, Niech by moje słowa znaczyły cokolwiek, Niech by się inni dziwili i kochali, Niech by mi świat przychylny drogi prostował. Nie wylałabym łez smutku nad swoim losem zagmatwanym, Nie ufała pragnieniom odgrzewanym, ...