Przejdź do głównej zawartości

Tęsknię...

Zamknąć oczy na zawsze. 

Pozostać głuchą od dziś 

na przekleństwa, wyzwiska i żale.

Zostawić znienawidzone ciało,

Rozwinąć skrzydła ukryte,

Polecieć w jedno znajome miejsce.

Zobaczyć Ciebie w tym domu,

Do którego Cię kiedyś zawiozłam.

Zobaczyć Twój uśmiech 

I wtulić się w Twoje ramiona.

Zmierzwić Ci włosy po trwałej

I pocałować Cię w czoło.

Zobaczyć Twój uśmiech serdeczny 

I wziąć w dłoń Twoją rękę.

Zapytać, czy tak mi wolno,

Czy Ty to rozumiesz i chwalisz?

Czy można jednak bez winy 

Zapomnieć, zostawić, nie kochać?

Utul mnie w swoich ramionach.

Pogłaszcz po głowie i powiedz

Że mnie wciąż kochasz niezmiennie

Choć ja się zmieniłam ogromnie.

Powiedz, że tak właśnie wolno,

Że dajesz mi swe przyzwolenie 

Na bycie szczęśliwym już teraz.

Że dajesz mi prawo do łez,

Do buntu, sprzeciwu i wiary.

W swoim niedoskonałym wcieleniu,

Z ukrytym sensem istnienia,

Z wiecznym pragnieniem miłości 

Jestem jak bezpański anioł...

Ty jedna widziałaś we mnie

Coś więcej niż tylko porażkę.

Kochałaś całą niezmiennie,

Dałaś mi wiarę w istnienie.

Dziś potrzebuję Ciebie,

Twojej wyrozumiałości,

Wspierającej miłości 

I bezwarunkowej dobroci.


Jeśli mi jednak skrzydła 

Nie wyrosną tej nocy 

I nie przyfrunę do Ciebie 

Mimo życzenia mocy,

Odwiedź mnie we śnie i powiedz, 

Że zawsze przy mnie zostaniesz.

Kocham Cię przecież ciągle 

I nigdy już nie przestanę.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bez Ciebie

Było mi łatwiej nie pamiętać  bliskości Twoich szerokich ramion mapy pieprzyków na Twoich plecach  zagłębienia obojczyka linii szyi znajomej jak droga do domu Było mi łatwiej bez dotyku, zapachu bez znajomego uścisku  z pustym miejscem na plecach po Twoich ciepłych dłoniach  ...Niż z tym jednym przytuleniem Wróciła jak trzaśnięcie biczem pamięć o wszystkich chwilach spędzonych w tych ramionach o wszystkich tańcach z twoją dłonią na moich plecach, o gęsich skórkach pod twoimi palcami o małych i wielkich rozkoszach kiedy byłeś tak blisko Wróciły jak pazury lwa rozszarpujące zwierzynę  wszystkie ciche dni, wyrzuty wilgotne od łez oczy zagubione spojrzenia szukające stabilizacji lęk i niepewność przed tym co ucieka wzajemne pretensje, coraz głębsze rany i głuche milczenie, które tylko dzieli Nie chcę ich pamiętać  boli moja wina błędy i pomyłki uderzają w twarz coś było i uparcie tego nie ma jak człowieka w tym słynnym wierszu Szymborskiej  myśmy też umarl...

Anioł śmierci

Zabiłam już w sobie kilka razy ochotę na życie. Odbudowuję ją później mozolnie, kawałek po kawałku, składając dobre słowa jak cegły ocalałe po detonacji. Na nowo, od fundamentów buduję mury pewności siebie, radości z każdego dnia, ochoty na kolejny świt i wiary w to, że ten świat jest lepszy od tego po drugiej stronie. Czytam mój list do taty, próbuję odnaleźć siebie w tych słowach pełnych pewności i stanowczości. Teraz, kiedy znów zabiłam w sobie chęć do życia. Zabiłam milion razy setki pomysłów na siebie. Na piękno, zdrowie, dobre samopoczucie. Na ćwiczenia, spacery, rozwój i dobrostan. Zachłysnęłam się na chwilę i wyplułam z obrzydzeniem. Odrzuciłam, najdalej jak można, odwróciłam się plecami, udaję, że nigdy ich nie było. Żal przyćmiewam kolejnym papierosem, topię w perlistym prosecco, zagłuszam zbyt głośną muzyką. Nie patrzę w lustro, nie staję na wadze, nie chcę widzieć wszystkich wad i niedoskonałości. Nie potrafię spojrzeć na siebie inaczej, jak tylko z mocnym wyrzutem.  Za...

Wiedźmy też czasem płaczą

Wiedźmy też czasem płaczą. Z nieustalonego żalu za wolnością, nieskrępowaną i dziką, targającą włosami na wietrze. Taką, która wymiata z duszy niepokój, ból, troskę i smutek. Z tęsknoty za najczulszym dotykiem. Cichym w urwanym oddechu, w szepcie, w gęsiej skórce na plecach.  Z ciężaru wspomnień kładących się cieniem na każdym dniu. Ciążących ołowiem win, raniących kolcami kłótni, ziąbiących obojętnością wygasłych uczuć. Z bólu trącanych wzruszeniem strun duszy. Katując się dźwiękami szarpiących serce nut, rozdrapując stare zaschnięte rany do świeżej krwi. Z nadzieją, że jej czerwień i ciepło obudzą cokolwiek do życia. Z powodu pustych, nic nie wartych słów rzucanych na wiatr. Cichych obietnic zawartych w spojrzeniach, z których nie został już ślad. Nadziei, zdeptanych przez chichoczący los. Z powodu każdej błahej sprawy, co urasta do rangi tragedii. Siada na barki i pochyla w bezradności ramiona.  Z powodu każdego upadku, którego nikt nie może zobaczyć, z którego trzeba się p...