Przejdź do głównej zawartości

Lato wszędzie

 Upał wyziera z rozpalonej ziemi.

Wije się pomiędzy łanami dojrzewającego zboża.

Zbiera ich mączny zapach pieszczony przez promienie słońca 

I zanosi wprost do nozdrzy szukających powietrza.

Oblepia liście rumianku i ciążąc przygniata do ziemi.

Smuci świeże kwiaty, które spuszczają swoje piękne oblicza ku rosie, która jeszcze kilka godzin nie nadejdzie.

Usypia ptaki w swych nadrzewnych gniazdach, uciszając ich codzienne wesołe trele. 

Tańczy z wiatrem wplątując we włosy rozgrzane długie palce.

Chciałby pieścić rozleniwione ciało, ale cóż on - wymysł szatana - może wiedzieć o czułym dotyku.

Kochanek słońca, zrywa jego promienie rzucając wprost w rozgrzane twarze.

Oplata swoją mocą drobinki piasku i rozgrzewa je wprost do czerwoności.

Panoszy się uparcie między domami, na ulicy, chodniku, nawet na tarasie.

Płacze drobnymi łzami na zimnej szklance wody.

Odchodzi niechętnie za pomarańczowymi promieniami zachodzącego słońca. 

Zostawia ciepłe drewniane deski w altanie, rozgrzany mur i żwirek na chodniku. 

Żegna go koncert świerszczy wybudzonych przez zmierzch.

Z gęstwiny traw wychyla się niepewnie wilgotny chłód. 

Snuje się cichą mgłą na miedzy.

Zostawia miły wilgotny ślad na bosych stopach.

Przez chwilę panuje cisza.

Liście drzew odpoczywają przez moment, wysokie trawy łapią pierwszy oddech.

Kwiaty zwijają swoje pąki na nocny odpoczynek. 

Komary wylatują z ukrycia na swój codzienny żer.

Ostatnie ciepłe kolory zachodniego nieba.

Chudy sierp księżyca na bezchmurnym niebie. 

Kilka godzin wytchnienia pod gwiazdami.

A jutro....

Jutro wszystko się zacznie od nowa...

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bez Ciebie

Było mi łatwiej nie pamiętać  bliskości Twoich szerokich ramion mapy pieprzyków na Twoich plecach  zagłębienia obojczyka linii szyi znajomej jak droga do domu Było mi łatwiej bez dotyku, zapachu bez znajomego uścisku  z pustym miejscem na plecach po Twoich ciepłych dłoniach  ...Niż z tym jednym przytuleniem Wróciła jak trzaśnięcie biczem pamięć o wszystkich chwilach spędzonych w tych ramionach o wszystkich tańcach z twoją dłonią na moich plecach, o gęsich skórkach pod twoimi palcami o małych i wielkich rozkoszach kiedy byłeś tak blisko Wróciły jak pazury lwa rozszarpujące zwierzynę  wszystkie ciche dni, wyrzuty wilgotne od łez oczy zagubione spojrzenia szukające stabilizacji lęk i niepewność przed tym co ucieka wzajemne pretensje, coraz głębsze rany i głuche milczenie, które tylko dzieli Nie chcę ich pamiętać  boli moja wina błędy i pomyłki uderzają w twarz coś było i uparcie tego nie ma jak człowieka w tym słynnym wierszu Szymborskiej  myśmy też umarl...

Anioł śmierci

Zabiłam już w sobie kilka razy ochotę na życie. Odbudowuję ją później mozolnie, kawałek po kawałku, składając dobre słowa jak cegły ocalałe po detonacji. Na nowo, od fundamentów buduję mury pewności siebie, radości z każdego dnia, ochoty na kolejny świt i wiary w to, że ten świat jest lepszy od tego po drugiej stronie. Czytam mój list do taty, próbuję odnaleźć siebie w tych słowach pełnych pewności i stanowczości. Teraz, kiedy znów zabiłam w sobie chęć do życia. Zabiłam milion razy setki pomysłów na siebie. Na piękno, zdrowie, dobre samopoczucie. Na ćwiczenia, spacery, rozwój i dobrostan. Zachłysnęłam się na chwilę i wyplułam z obrzydzeniem. Odrzuciłam, najdalej jak można, odwróciłam się plecami, udaję, że nigdy ich nie było. Żal przyćmiewam kolejnym papierosem, topię w perlistym prosecco, zagłuszam zbyt głośną muzyką. Nie patrzę w lustro, nie staję na wadze, nie chcę widzieć wszystkich wad i niedoskonałości. Nie potrafię spojrzeć na siebie inaczej, jak tylko z mocnym wyrzutem.  Za...

Wiedźmy też czasem płaczą

Wiedźmy też czasem płaczą. Z nieustalonego żalu za wolnością, nieskrępowaną i dziką, targającą włosami na wietrze. Taką, która wymiata z duszy niepokój, ból, troskę i smutek. Z tęsknoty za najczulszym dotykiem. Cichym w urwanym oddechu, w szepcie, w gęsiej skórce na plecach.  Z ciężaru wspomnień kładących się cieniem na każdym dniu. Ciążących ołowiem win, raniących kolcami kłótni, ziąbiących obojętnością wygasłych uczuć. Z bólu trącanych wzruszeniem strun duszy. Katując się dźwiękami szarpiących serce nut, rozdrapując stare zaschnięte rany do świeżej krwi. Z nadzieją, że jej czerwień i ciepło obudzą cokolwiek do życia. Z powodu pustych, nic nie wartych słów rzucanych na wiatr. Cichych obietnic zawartych w spojrzeniach, z których nie został już ślad. Nadziei, zdeptanych przez chichoczący los. Z powodu każdej błahej sprawy, co urasta do rangi tragedii. Siada na barki i pochyla w bezradności ramiona.  Z powodu każdego upadku, którego nikt nie może zobaczyć, z którego trzeba się p...