Upał wyziera z rozpalonej ziemi.
Wije się pomiędzy łanami dojrzewającego zboża.
Zbiera ich mączny zapach pieszczony przez promienie słońca
I zanosi wprost do nozdrzy szukających powietrza.
Oblepia liście rumianku i ciążąc przygniata do ziemi.
Smuci świeże kwiaty, które spuszczają swoje piękne oblicza ku rosie, która jeszcze kilka godzin nie nadejdzie.
Usypia ptaki w swych nadrzewnych gniazdach, uciszając ich codzienne wesołe trele.
Tańczy z wiatrem wplątując we włosy rozgrzane długie palce.
Chciałby pieścić rozleniwione ciało, ale cóż on - wymysł szatana - może wiedzieć o czułym dotyku.
Kochanek słońca, zrywa jego promienie rzucając wprost w rozgrzane twarze.
Oplata swoją mocą drobinki piasku i rozgrzewa je wprost do czerwoności.
Panoszy się uparcie między domami, na ulicy, chodniku, nawet na tarasie.
Płacze drobnymi łzami na zimnej szklance wody.
Odchodzi niechętnie za pomarańczowymi promieniami zachodzącego słońca.
Zostawia ciepłe drewniane deski w altanie, rozgrzany mur i żwirek na chodniku.
Żegna go koncert świerszczy wybudzonych przez zmierzch.
Z gęstwiny traw wychyla się niepewnie wilgotny chłód.
Snuje się cichą mgłą na miedzy.
Zostawia miły wilgotny ślad na bosych stopach.
Przez chwilę panuje cisza.
Liście drzew odpoczywają przez moment, wysokie trawy łapią pierwszy oddech.
Kwiaty zwijają swoje pąki na nocny odpoczynek.
Komary wylatują z ukrycia na swój codzienny żer.
Ostatnie ciepłe kolory zachodniego nieba.
Chudy sierp księżyca na bezchmurnym niebie.
Kilka godzin wytchnienia pod gwiazdami.
A jutro....
Jutro wszystko się zacznie od nowa...
Komentarze
Prześlij komentarz