Gdyby żyła kończyłaby dziś 89 lat. Gdyby założyć, że byłaby z nami, bez tej paskudnej choroby, która ją trawiła w ostatnich latach, to mogłyby być piękne urodziny. Ubrałabym dzieci w eleganckie stroje i jechałbym do niej z ochotą. Na pewno uśmiechnęłaby się na sam mój widok. Pewnie nie zdążyłabym nawet powiedzieć jej wszystkich życzeń, bo przytuliłaby mnie mocno, a ja resztę życzeń mówiłabym jej we włosy, piękne zakręcone przez fryzjerkę ze Zgonia. Moda modą, ale babcia całe "babciowe" życie nosiła krótkie włosy z trwałą ondulacją. Lubiłam ją po nich głaskać i całować w czoło. Pewnie teraz też bym tak zrobiła. Zawsze przerywała moje życzenia w połowie powtarzając że najważniejsze, żeby tylko była zdrowa i dodawała przyciszonym głosem, że tego prawnuka chciałaby doczekać. No to wyprosiła i doczekała. Teraz miałaby już czwórkę i pewnie byłaby bardzo szczęśliwa widząc, jakie są śliczne i mądre. Pewnie tuliłaby je nie słuchając ich "wszystkiego najlepszego", szczęśliwa, że ją odwiedziły. Zawsze była wdzięczna za uwagę, którą ktoś jej poświęcał. Za odwiedziny i wspólne chwile. W prezencie przywiozłabym jej gorzką czekoladę, bo bardzo lubiła i jakiś preparat witaminowy. Albo cieplutkie bambosze, bo pod koniec życia zrobiła się zmarzluchem. Albo grube rajtuzy, które nosiła do spódnic. A ona cieszyłaby się na pewno, powtarzając, po co to wszystko. Siedziałaby na pewno w fartuchu, który zakładała rano, a zdejmowała wieczorem. A kieszenie miałaby wypchane jakimiś husteczkami. Zawsze je nosiła, chociażby dlatego, że przy jedzeniu obiadu zawsze musiała wycierać nos. A przy jedzeniu zupy makaron zawsze zostawał jej na brodzie. Siedziałaby sobie przy stole, opowiadając kto już zdążył ją odwiedzić, myląc dokładnie wszystkie imiona. Mama zrobiłaby nam kawę, a ona popijałaby siorbiąc troszkę, kręcąc łyżeczką w prawej ręce. Jak każda babcia podsuwałaby nam coś dobrego. O ile ją znam, zachwycałaby się prawnukami. Być może opowiedziałaby jakąś anegdotę z czasów, jak ja byłam w wieku moich dzieci. Na pewno byłoby trochę wspomnień, które wszyscy znaliśmy na pamięć, ale i tak słuchaliśmy. Pewnie odebrałaby jakiś telefon z życzeniami, pytając potem mamy kto to był. Na pewno uśmiech nie schodziłby jej z twarzy. Czasem, gdy tak z nią siedziałam, a ona opowiadała o swoich bliskich, których odwiedzała już tylko na cmentarzu, próbowałam odgadnąć jej uczucia. Czy naprawdę była szczęśliwa tutaj z nami, z młodymi, których nie do końca rozumiała, w których życiu uczestniczyła już coraz mniej? Czy może trawiła ją tęsknota do jej kochanego Taty, do ukochanej Siostry, z którą dzieliła wszystkie radości i smutki, do Braci, którzy tyle razy byli powodem do śmiechu? Jeżeli rzeczywiście teraz jest w miejscu, do którego odprowadziłam ją w moim śnie, to jestem pewna, że jest bardzo szczęśliwa, wśród bliskich, za którymi tęskniła. Nie zmienia to faktu, że tak bardzo chciałabym ją dziś przytulić, pogłaskać po włosach, ucałować w czoło i popatrzeć w jej pełne miłości i uśmiechu oczy powtarzając najszczersze w życiu życzenia długich lat życia w zdrowiu....
Było mi łatwiej nie pamiętać bliskości Twoich szerokich ramion mapy pieprzyków na Twoich plecach zagłębienia obojczyka linii szyi znajomej jak droga do domu Było mi łatwiej bez dotyku, zapachu bez znajomego uścisku z pustym miejscem na plecach po Twoich ciepłych dłoniach ...Niż z tym jednym przytuleniem Wróciła jak trzaśnięcie biczem pamięć o wszystkich chwilach spędzonych w tych ramionach o wszystkich tańcach z twoją dłonią na moich plecach, o gęsich skórkach pod twoimi palcami o małych i wielkich rozkoszach kiedy byłeś tak blisko Wróciły jak pazury lwa rozszarpujące zwierzynę wszystkie ciche dni, wyrzuty wilgotne od łez oczy zagubione spojrzenia szukające stabilizacji lęk i niepewność przed tym co ucieka wzajemne pretensje, coraz głębsze rany i głuche milczenie, które tylko dzieli Nie chcę ich pamiętać boli moja wina błędy i pomyłki uderzają w twarz coś było i uparcie tego nie ma jak człowieka w tym słynnym wierszu Szymborskiej myśmy też umarl...
Komentarze
Prześlij komentarz