Przejdź do głównej zawartości

Kiedyś

 12 lat to naprawdę już spory kawałek czasu. Nawet emocje ucichły, przytłumione świeższymi, wyraźniejszymi. Ze zdjęć spoglądasz taki, jakim Cię zapamiętała tamta chwila. Moja pamięć kalibruje swoje dane na podstawie tych kolorowych pamiątek, ale przecież Twój obraz to nie wszystko, co chciałam mieć na zawsze we wspomnieniach. Krótkie filmy z Twoim udziałem w mojej prywatnej kolekcji powoli blakną, płowieją. Wytarte taśmy urywają wątek, głos nie jest już podobny do oryginału. Ilekroć odtwarzam je w myślach czuję, że ich część straciłam na zawsze. Ciągle jednak staram się pielęgnować to, co mi zostało. Już jutro wylądowałabym w Twoim niedźwiedzim uścisku, wieńczącym urodzinowe życzenia. Zawsze byłam pod wrażeniem Twojej siły, a Twoje „przytulasy” po prostu łamały żebra. Jednocześnie byłeś delikatny i precyzyjny, dokładny i staranny. Naprawy różnego sprzętu wymagały cierpliwości i precyzji. Gra na keybordzie również. Rysowanie, szkicowanie także. Żałuję, że nie ma we mnie nic z Twojego spokoju, dokładności i cierpliwości. No cóż, nie wybiera się charakteru. Pamiętam jeden sylwester, na którym wyciągnąłeś stary akordeon i zagrałeś. Wszyscy chyba pamiętamy niezliczone godziny spędzone nad klawiszami. W przypływach melancholii głośne słuchanie muzyki. Pamiętam ten piękny zestaw kredek ze sportowym autem na opakowaniu, którego nie wolno nam było używać, bo był wyłącznie Twój. Żałuję, że nie zachowały się tamte wszystkie rysunki. Pamiętam żmudny proces naprawy lampek świątecznych, kiedy kilka godzin zajmowało rozplątanie i naprawa niedziałającego kompletu, a jedyną oznaką nerwowości u Ciebie był kolejny zapalony papieros. Takiego chcę Cię pamiętać, nie takiego, któremu złość, smutek i rozgoryczenie rzucały na usta gorzkie słowa. Milczący i powściągliwy jesteś dla mnie większą pociechą. Chciałabym umieć kwitować rzeczywistość westchnięciem, ruchem brwi czy gładzeniem wąsa, jakkolwiek to ostatnie jest nieco trudne. Gdy trafia mnie szlag staram się mieć przed oczami Twój obraz siedzącego na tapczanie ze stoickim spokojem pośrodku burzy rozpętanej przez cztery kobiety. Moja zła dusza siada wtedy w drugim końcu tapczana, czekając na Twój ironiczny komentarz opatrzony błyskiem w brązowym oku i kilkoma zmarszczkami w jego kąciku. Wtedy wiem, że łączy nas nadal pokrewieństwo dusz i mam w Tobie oparcie. Żałuję, że nie zawsze to wystarcza, żeby ten spokój zachować. Wiem, że kiedyś tak sobie jeszcze usiądziemy. Odrzucę wszystkie złe wspomnienia, usiądę obok i siorbiąc gorącą kawę będziemy wspólnie prześmiewczo komentować wszystko i wszystkich. Kiedyś na pewno.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bez Ciebie

Było mi łatwiej nie pamiętać  bliskości Twoich szerokich ramion mapy pieprzyków na Twoich plecach  zagłębienia obojczyka linii szyi znajomej jak droga do domu Było mi łatwiej bez dotyku, zapachu bez znajomego uścisku  z pustym miejscem na plecach po Twoich ciepłych dłoniach  ...Niż z tym jednym przytuleniem Wróciła jak trzaśnięcie biczem pamięć o wszystkich chwilach spędzonych w tych ramionach o wszystkich tańcach z twoją dłonią na moich plecach, o gęsich skórkach pod twoimi palcami o małych i wielkich rozkoszach kiedy byłeś tak blisko Wróciły jak pazury lwa rozszarpujące zwierzynę  wszystkie ciche dni, wyrzuty wilgotne od łez oczy zagubione spojrzenia szukające stabilizacji lęk i niepewność przed tym co ucieka wzajemne pretensje, coraz głębsze rany i głuche milczenie, które tylko dzieli Nie chcę ich pamiętać  boli moja wina błędy i pomyłki uderzają w twarz coś było i uparcie tego nie ma jak człowieka w tym słynnym wierszu Szymborskiej  myśmy też umarl...

Mori

Znów mi smutniej na świecie, ubyło serdecznego śmiechu. Dobroci, co się nieproszona sama przejawia, pomocnej dłoni na kiepskie czasy. Prostoty rozumienia skomplikowanych spraw i przyjmowania tego co jest, jakby musiało być.  Znów mi tu bardziej samotnie. Jakby wszyscy tam uciekali. Do tej spokojnej krainy, zielonej od morza traw, spokojnej murem lasów na horyzoncie, błogiej błękitem bezbrzeżnego nieba. Dźwięcznej cykadami, słowikami i trzmielami. Pachnącej świeżym chlebem, który ktoś zostawił na drewnianym blacie. Znów coś już było po raz ostatni. Chociaż się wtedy nie wydawało. Podpełzło zdradziecko, zabrało. Ostatnie do widzenia dziś brzmi jak groteska. Teraz już wiem, że to co mi w pamięci zostało w ramkę muszę zamknąć ostatniego wspomnienia i hołubić w sercu na zawsze. Nie chcę się żegnać i tęsknić już zawsze. Wolę przed oczami Twój uśmiech wesoły.  Zostały żarty niewypowiedziane, wspólne kawy nie wypite, uściski skreślone przez śmierć. Okulary nikomu niepotrzebne, buty, k...

Anioł śmierci

Zabiłam już w sobie kilka razy ochotę na życie. Odbudowuję ją później mozolnie, kawałek po kawałku, składając dobre słowa jak cegły ocalałe po detonacji. Na nowo, od fundamentów buduję mury pewności siebie, radości z każdego dnia, ochoty na kolejny świt i wiary w to, że ten świat jest lepszy od tego po drugiej stronie. Czytam mój list do taty, próbuję odnaleźć siebie w tych słowach pełnych pewności i stanowczości. Teraz, kiedy znów zabiłam w sobie chęć do życia. Zabiłam milion razy setki pomysłów na siebie. Na piękno, zdrowie, dobre samopoczucie. Na ćwiczenia, spacery, rozwój i dobrostan. Zachłysnęłam się na chwilę i wyplułam z obrzydzeniem. Odrzuciłam, najdalej jak można, odwróciłam się plecami, udaję, że nigdy ich nie było. Żal przyćmiewam kolejnym papierosem, topię w perlistym prosecco, zagłuszam zbyt głośną muzyką. Nie patrzę w lustro, nie staję na wadze, nie chcę widzieć wszystkich wad i niedoskonałości. Nie potrafię spojrzeć na siebie inaczej, jak tylko z mocnym wyrzutem.  Za...