Przejdź do głównej zawartości

Posty

JA

 Nauczona kiedyś ślepego posłuszeństwa idę za głosem innych. Zwolniona z obowiązku posiadania własnego zdania nie oceniam i nie sądzę nic i na żaden temat. Ubrana w oczekiwania grzeczności najlepiej mi w przybieranych rolach i zakładanych maskach. Pławiona w luksusie cudzych decyzji swoje podejmuję dla poklasku lub na przekór. Przyzwyczajona nie widzieć, nie słyszeć i nie pamiętać uczyniłam z tego swoją drugą naturę. Zraniona kłamstwem atakuję jedynym znanym mi orężem. Oswojona obietnicami bez pokrycia słucham nieufnie kolejnych zapewnień.  Zaczarowana książkowym światem magii i romansów przeżywam życie w wyobraźni, z trudem wracając do rzeczywistości. Znienawidzona przez wszystkie lustra tęsknię do własnego obrazu w filtrze zachwytu. Pokonana w bitwie wybieram ucieczkę. Uwiedziona pieszczotą wiatru na policzkach duszę się w klimatyzacji. Zakochana w zieleni drzew i błękicie nieba nienawidzę pokojowej bieli i byle jakich beżów. Najbardziej kapryśna kochanka słońca tęsknię czas...

Z okazji dnia babci i dziadka

 Jej wieczorna modlitwa była cicha i pokorna jak ona cała. Szeptana cichutko, jakby szeptane słowa pomagały się skupić i nie pomylić. Przerywana od czasu do czasu astmatyczny kaszlem. Codzienna, cierpliwa, pamiętająca o wszystkich. Na starym, plastikowym różańcu w kolorze różowym. Trzymała go w swoich spracowanych, szorstkich dłoniach obracając między palcami każdy koralik. Słyszałam ją nieraz przychodząc w przerwie między stronami lektury, żeby zrobić sobie herbaty. Ich mieszkanie pachniało jeszcze ciepłą płytą z pieca, wieczorną herbatą i szarym mydłem. Ciche i przytulne, z tą jej codzienną modlitwą. Była cała dla nas. Od rana w służbie wszystkim dokoła. Szykowała dziadkowi śniadanie i herbatę o temperaturze w sam raz do picia. Chodziła do zwierząt i się nimi zajmowała. Szykowała nam wszystkim obiady, pilnując godzin naszych powrotów. Częstowała łakociami, pytała co słychać, piekła pączki na tłusty czwartek. Opowiadała najlepsze bajki. Wiecznie czymś zajęta, w wolnej chwili lubił...

Wiedźma

 Wiedźmą się nie bywa. Wiedźmą się jest. Wiedźmą się rodzisz. Czujesz, że jesteś częścią natury, od najmłodszych lat. Zachwyca Cię kropelka wody na misternej pajęczynie wrześniowym rankiem. Najlepiej czujesz się w lesie, który masz zaraz za płotem. Uciekasz tam szukając ciszy, śladów zwierząt, zapachu żywicy, szumu liści. Po kilkunastu minutach odnajdujesz siebie - brakujący puzel w naturalnej układance życia i śmierci. Kochasz las w każdą porę roku, wiosenne pierwsze źdźbła zielonej trawy, letnie duszne popołudnia o smaku dojrzałych malin, jesienny zapach i szum liści oraz zimowe skrzypienie mroźnego śniegu. Czujesz więcej niż inni. Więcej zapachów, ale nie tylko. Odbierasz niewyczuwalne dla innych rezonujące w powietrzu nastroje, napięcia, niewypowiedziane pretensje, żale i pragnienia. Po prostu wiesz "co się święci". Zanim zdajesz sobie z tego sprawę, mija ze trzydzieści lat. A potem pytasz znajomych "co się stało" a oni odpowiadają Ci o swoich problemach bardzie...

Wielka Artystka

 Znam wielką artystkę.  Poznałam ją w dresie i bez makijażu stojącą pod szkołą w oczekiwaniu na córkę. Ot, zwyczajna mama jakich wiele. Zawsze zaangażowana, czy to w klasową wigilię, czy w pieczenie babeczek, czy zabawy andrzejkowe dla pierwszej klasy. Ślązaczka z krwi i kości. Nie tylko dlatego, że tu się urodziła i wychowała, ale głównie dlatego, że w jej sercu goszczą wartości bliskie każdemu Ślązakowi. Dłuższy czas znałam ją tylko jako kobietę podobną do mnie, która stara się jak najlepiej wychować dzieci, zrobić zakupy, ogarnąć dom i przy tym wszystkim nie zwariować.  Później poznałam drugą Martynę. Taką, która przekonana o własnej artystycznej wartości, talencie i zdolnościach, przy tym bez krzty zarozumialstwa czy pychy wychodzi na scenę. Patrzę na nią i podziwiam za jej pewność siebie, odwagę, swobodę i naturalność. Osobiście czuje w sobie wielki niedosyt tych cech. A ona w swoim otoczeniu tworzy z kilkorgiem przyjaciół zespół, który jest tak samo niepowtarzalny ...

Może

 Może nie widać wciąż moich starań,  może wysiłki są nadaremne,  może mi już nie wychodzi ochota, Może zmęczenie zdobywa przewagę, Może siadłam sobie w kąciku, Zapłakałam cicho nad sobą, Złożyłam ręce w poddańczym geście, Zrezygnowałam z walki o wszystko. Może gubię się po raz setny, Może kompas pogubił kierunki, Może się chwieje moja pewność siebie, Może odwagi zaczyna brakować ,  Może się śmieje ze mnie przypadek, Że wpadam wciąż w jego okropne pułapki, Że nieporadnie wyciągam wciąż rękę W nadziei gasnącej, że mnie ktoś złapie. Może nie umiem w te wszystkie gierki, Może jestem zbyt prosta i głupia, Może za szczera w uczuciach i słowach, Może kłamstwami zdobywam odwagę, Może nie umiem powiedzieć nic na głos, Przelewam prawdę na kilobajty, Podaję na tacy szyfr do mojej duszy, Wydając się przy tym na biczowanie. Może nie potrafię uwierzyć na słowo, Może i czyny nie są mi dowodem, Może moja wiara za bardzo się chyli, Może nie uwierzę w nic i nikomu, Może już na zawsze ...

Mikołaj

 Pamiętacie swoje najbardziej niezwykłe wizyty Mikołaja?? W ogóle Jego wizyty? Ja miałam to szczęście, że do mnie kilka razy przyszedł. O szczegółach za chwilę, ale pomyślałam o tym dziś, kiedy staram się po cichu przygotować dzieciom niespodzianki, że miałam naprawdę szczęście. Do moich dzieci nigdy nie przyszedł żywy Mikołaj, nie licząc tego w przedszkolu. Ja pamiętam dwoje odwiedzin, a jedno - że się tak wyrażę - pośrednie. Zastanawiam się nad tym dziś, jako dorosła, jako matka, ile zachodu sprawiło moim Rodzicom sprawienie mi takiej niespodzianki. Dzisiaj wiem, że starając się zapewnić mi atrakcje w postaci Mikołaja (oraz diabła jednym razem !!) pokazali swoje uczucia do mnie. I chociaż wtedy rozmawiałam po prostu ze świętym Mikołajem, to dziś wiem ile frajdy i radości mają rodzice i jak bardzo muszą kochać swoje dzieci, żeby coś takiego im sprawić.  Pierwszy, którego pamiętam, to wtedy gdy miałam 4-5 lat (Mamo, uściślij). Wiem, że byłam wtedy tylko ja, ciemność za oknem, ...

Błogi stan

 Męczę się w moim ciele. Bardziej może nawet w umyśle. Nie od dziś. Spostrzegawczość i uważność na detale niczego nie ułatwiały. Jeśli musisz mieć ciągle zajęty umysł, do nauki włączasz radio. W autobusie czytasz lub liczysz śrubki na mocowaniu okna. Liczysz za każdym razem te same schody. Nie żyjesz tu i teraz, a raczej w innym świecie, który jest w Twojej głowie. Przeżywasz historie miłosne, prowadzisz niewybrzmiałe rozmowy, pozwalasz sobie na emocje, które na co dzień perfekcyjnie tłumisz. Burze i gradobicia emocji rozgrywają się tylko w Twoim wnętrzu. Są jak zamknięte w słoiku tornada. Nie wolno zdjąć wieczka, bo uwolni się żywioł. Nie wolno Ci przestać się pilnować, bo nie zatrzymasz tego. Złość w apogeum boli Cię w piersiach, zaciska Ci szczękę, związuje żołądek w supeł. Czujesz jak szaleje serce, ale wiesz, że nie możesz mu pomóc. Wszystko siedzi w Tobie głęboko, chwilami uśpione, przykryte warstewką lepszych wspomnień. Ale przecież nie znika. Czeka na ułamek sekundy, jedno ...