Przejdź do głównej zawartości

Błogi stan

 Męczę się w moim ciele. Bardziej może nawet w umyśle. Nie od dziś. Spostrzegawczość i uważność na detale niczego nie ułatwiały. Jeśli musisz mieć ciągle zajęty umysł, do nauki włączasz radio. W autobusie czytasz lub liczysz śrubki na mocowaniu okna. Liczysz za każdym razem te same schody. Nie żyjesz tu i teraz, a raczej w innym świecie, który jest w Twojej głowie. Przeżywasz historie miłosne, prowadzisz niewybrzmiałe rozmowy, pozwalasz sobie na emocje, które na co dzień perfekcyjnie tłumisz. Burze i gradobicia emocji rozgrywają się tylko w Twoim wnętrzu. Są jak zamknięte w słoiku tornada. Nie wolno zdjąć wieczka, bo uwolni się żywioł. Nie wolno Ci przestać się pilnować, bo nie zatrzymasz tego. Złość w apogeum boli Cię w piersiach, zaciska Ci szczękę, związuje żołądek w supeł. Czujesz jak szaleje serce, ale wiesz, że nie możesz mu pomóc. Wszystko siedzi w Tobie głęboko, chwilami uśpione, przykryte warstewką lepszych wspomnień. Ale przecież nie znika. Czeka na ułamek sekundy, jedno spojrzenie, słowo, śmiech, aby zatruwać Cię ponownie jadem goryczy, smutku, frustracji, złości na siebie i świat. 

Do pierwszej blizny na ręce. Do rany, która otwarła Twoja duszę, żeby uwolnić demona. Wypuścić go, z myślą, że na zawsze. Żeby ból wywołał łzy, które już dawno nie płyną. Balansujesz na cienkiej krawędzi pomiędzy normalnością a furią, obłędem, który Tobą zawładnie. Te chore myśli są jak pijawki, upuszczają Ci krwi jak średniowieczni felczerze. Pomaga, ale na krótko. Demon wraca i śmieje Ci się w twarz. Po latach trafiasz na złoty środek. Łykasz rano i tylko pilnujesz, żeby założyć odpowiednią maskę. Reszta idzie sama. Demony, strachy, emocje pozamykane na klucz siedzą grzecznie w swoich celach. Do umysłu nie wszystko dociera, więc Twój magiczny świat jest troszkę bardziej różowy. Przestają Ci się śnić wojny, gwałty, strach o najbliższych. Tkwisz w tym sztucznym świecie na tyle długo, że Ci się wydaje, że już potrafisz tak sama....

Płakałaś kiedyś nad własną bezsilnością? Widziałaś w sobie odrażającą istotę, z którą musisz żyć? Myślałaś o tym, że skazujesz ludzi na swoją osobę? Czy upuszczona torebka była kroplą, która przelała czarę goryczy? Czy miałaś kiedy ochotę rozszarpać pazurami własne ciało? Czy widziałaś krok przed sobą granicę, zza której już nie ma powrotu? Czy wiesz jak bardzo można siebie nienawidzić? Wybuchasz jak bomba raniąc najbardziej wszystkich dookoła. Milczysz, nie dając szans na pomocną dłoń. Nie wierzysz już w nic i nikogo...

Wracam do masek. Do waty na moim umyśle. Do wybiórczego odczuwania świata. 

Nadal liczę schody. 16. Stałość jest błogosławieństwem.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bez Ciebie

Było mi łatwiej nie pamiętać  bliskości Twoich szerokich ramion mapy pieprzyków na Twoich plecach  zagłębienia obojczyka linii szyi znajomej jak droga do domu Było mi łatwiej bez dotyku, zapachu bez znajomego uścisku  z pustym miejscem na plecach po Twoich ciepłych dłoniach  ...Niż z tym jednym przytuleniem Wróciła jak trzaśnięcie biczem pamięć o wszystkich chwilach spędzonych w tych ramionach o wszystkich tańcach z twoją dłonią na moich plecach, o gęsich skórkach pod twoimi palcami o małych i wielkich rozkoszach kiedy byłeś tak blisko Wróciły jak pazury lwa rozszarpujące zwierzynę  wszystkie ciche dni, wyrzuty wilgotne od łez oczy zagubione spojrzenia szukające stabilizacji lęk i niepewność przed tym co ucieka wzajemne pretensje, coraz głębsze rany i głuche milczenie, które tylko dzieli Nie chcę ich pamiętać  boli moja wina błędy i pomyłki uderzają w twarz coś było i uparcie tego nie ma jak człowieka w tym słynnym wierszu Szymborskiej  myśmy też umarl...

Mori

Znów mi smutniej na świecie, ubyło serdecznego śmiechu. Dobroci, co się nieproszona sama przejawia, pomocnej dłoni na kiepskie czasy. Prostoty rozumienia skomplikowanych spraw i przyjmowania tego co jest, jakby musiało być.  Znów mi tu bardziej samotnie. Jakby wszyscy tam uciekali. Do tej spokojnej krainy, zielonej od morza traw, spokojnej murem lasów na horyzoncie, błogiej błękitem bezbrzeżnego nieba. Dźwięcznej cykadami, słowikami i trzmielami. Pachnącej świeżym chlebem, który ktoś zostawił na drewnianym blacie. Znów coś już było po raz ostatni. Chociaż się wtedy nie wydawało. Podpełzło zdradziecko, zabrało. Ostatnie do widzenia dziś brzmi jak groteska. Teraz już wiem, że to co mi w pamięci zostało w ramkę muszę zamknąć ostatniego wspomnienia i hołubić w sercu na zawsze. Nie chcę się żegnać i tęsknić już zawsze. Wolę przed oczami Twój uśmiech wesoły.  Zostały żarty niewypowiedziane, wspólne kawy nie wypite, uściski skreślone przez śmierć. Okulary nikomu niepotrzebne, buty, k...

Anioł śmierci

Zabiłam już w sobie kilka razy ochotę na życie. Odbudowuję ją później mozolnie, kawałek po kawałku, składając dobre słowa jak cegły ocalałe po detonacji. Na nowo, od fundamentów buduję mury pewności siebie, radości z każdego dnia, ochoty na kolejny świt i wiary w to, że ten świat jest lepszy od tego po drugiej stronie. Czytam mój list do taty, próbuję odnaleźć siebie w tych słowach pełnych pewności i stanowczości. Teraz, kiedy znów zabiłam w sobie chęć do życia. Zabiłam milion razy setki pomysłów na siebie. Na piękno, zdrowie, dobre samopoczucie. Na ćwiczenia, spacery, rozwój i dobrostan. Zachłysnęłam się na chwilę i wyplułam z obrzydzeniem. Odrzuciłam, najdalej jak można, odwróciłam się plecami, udaję, że nigdy ich nie było. Żal przyćmiewam kolejnym papierosem, topię w perlistym prosecco, zagłuszam zbyt głośną muzyką. Nie patrzę w lustro, nie staję na wadze, nie chcę widzieć wszystkich wad i niedoskonałości. Nie potrafię spojrzeć na siebie inaczej, jak tylko z mocnym wyrzutem.  Za...