Przejdź do głównej zawartości

Posty

potwory

Wróciły. Podstępne, bezwstydne, sprytne maszkarony. Wyciągają swoje ogromne zakrzywione szpony, chwytają za gardło, trzymają długo, aż do utraty tchu. Wbijają kły w serce wysysając krew zmieszaną ze strachem i adrenaliną. Przychodzą nocą, kiedy jest się najbardziej bezbronnym. Poruszają się bezszelestnie, szybko, to jak wyglądają bardziej wyczuwam niż wiem na pewno. Buszują po mojej głowie przeszukując zakamarki mojej pamięci, nawet te których sama nie jestem świadoma. Wyławiają dawne wspomnienia, ludzi, przyjaciół, bliskich, kochanych. Mieszają wszystko w przeklętym kociołku dodając porcje strachu, śmierci, potu, łez... Ciskają we mnie jak w tarczę strzelniczą, za każdym razem trafiając w dziesiątkę. Bezradność snu mnie zniewala. Nie mogę wykonać żadnego ruchu a one robią, co chcą, każąc mi się przyglądać. Obrazy przesuwane przed oczami zostają już w głowie na zawsze. Nieodzownie i ostatecznie. Wszystko wszędzie porozsypywane, bałagan w całym archiwum, na środku sterta strzępków myśli...

A gdyby tak....

Zobaczyć słońce skąpane w Saharze Poczuć na twarzy chłód różowej mgły Zanurzyć stopy w lazurowej wodzie Wpleść we włosy równikowy pasat Powąchać kwiaty których u nas nie ma Zjeść słodką pomarańczę prosto z drzewa Przepłynąć jachtem kawałek oceanu Zmarznąć do kości na szczycie lodowca Przejść swobodnie pod brzuchem żyrafy Policzyć gwiazdy odbite w Ontario Odetchnąć powietrzem najczystszych lasów Jeździć na koniu po stepach Australii Spocić się na szlaku w Amazońskiej dżungli Posłuchać grzmotu ogromnego wodospadu Spędzić wieczór nad różowym jeziorem Zjeść śniadanie na toskańskim tarasie Rozpłynąć się w słodyczy bułgarskiego wina Odurzyć się zapachem angielskich wrzosowisk Poczuć drżenie na koncercie w Wiedniu Poznać bajecznie bogatego maharadżę Spojrzeć bez strachu w oczy kenijskiemu lwu Być wielkim tygrysem i przemierzyć tajgę Zamienić się w ptaka i szybować nad górami Rozpalić iskrę, która dawno zgasła Znaleźć krzemienie i wzniecić ogień Ogrzać od niego zam...

zegarek

"Nosi Pani zegarek na prawej ręce?" - zapytała pani zegarmistrz tonem najwyższego zdziwienia, jakbym była niespełna rozumu i pomyliła ręce. I chociaż przez kilka lat nie nosiłam zegarka ponieważ go nie posiadałam, to intuicyjnie i zgodnie z własnymi przekonaniami i przyzwyczajeniami założyłam jednak na prawą. Hmm... Ale dlaczego? Trudno powiedzieć. Zaczęłam chyba w szkole, już nie pamiętam, czy jeszcze w ogólniaku, czy już na studiach. Było to bardzo praktyczne. Podczas pisania notatek mogłam bez ostentacji sprawdzić godzinę. A bywało, że czasami dłużyły się w nieskończoność. Pamiętam z czasów studenckich, że profesorowie krzywym okiem patrzyli na studentów sprawdzających godzinę na wykładzie. Każdy z nich przekonany był o tym, że jego przedmiot jest najbardziej godzien zainteresowania studenckiej braci. Nasze zdanie w tym temacie było nieco inne, stąd niecierpliwe odliczanie do końca. Jeden z naszych profesorów, który miał z tysiąc lat albo więcej, szczególnie komentował spr...

urodziny

Doprawdy, nie mogę pojąć, jak do tego doszło... Parę miesięcy temu huśtałam się w naszym pierwszym domu na garażowej huśtawce, tata zajęty czymś ciężko wzdychał próbując uniknąć oberwania w głowę moimi nogami. A już zaraz była przeprowadzka, do babci i dziadka. Do rodzinnego domu mojej mamy. Nie tak dawno przecież jechałam na drewnianym wozie ciągnionym przez konia, na którym poustawiane były solidnie zabezpieczone kryształy i szkło, a między tym wszystkim ja, mająca pilnować, aby się to czasami nie potłukło.A teraz się rozglądam po moim trzecim z kolei domu i znajduje tylko dwa małe kryształowe kosze podarowane mi przez mamę. Chyba niedawno tata stawiał przepierzenie w naszej kuchni obijając je boazerią, prawie po ciemku, bo myśmy miały spać, chociaż uparcie zerkałyśmy spod koca na nowe odcinki "Policjantów z Miami". Dziś patrzę a w tym miejscu kuchnia od siostry i zabawki jej córki. Gdzieś zapodziała mi się ulubiona lalka, mój misio z którym chodziłam spać, cztery tomy ...

list do Taty

Tato! Mój syn uwielbia muzykę, wiesz? Zresztą ja też, tak jak Ty, kiedy mogę słucham radia. Zapytałam go dziś, czy mogę mu pokazać ulubiona muzykę dziadka. I wiesz co? Spodobało mu się. Dla mnie ich twórczość jest pamiątką po Tobie, słucham i myślę o Tobie i o tych chwilach w moim życiu kiedy ich słuchałeś. O Twoim wzruszeniu, które teraz i mnie ogarnia. Ja sama nie nauczyłam się grać, wiesz. Nie potrafię tak jak Ty, chociaż tak bardzo chciałeś. Gardziłeś nutami, a ja nawet z nimi nie potrafię. Kiedyś raz zagrałam na szkolnej uroczystości, pamiętasz? Powiedziałeś mi wtedy: „Jestem z ciebie dumny”, a ja pamiętam te słowa do dziś. I prawdziwą dumę w Twoich oczach, bo zadowolić Ciebie nie było łatwo. Jakoś nigdy nie chwaliłeś. Chociaż chyba byłeś zadowolony, kiedy przynosiłam świadectwa z paskiem. Tak mi się wydawało, tak mało mówiłeś, wszystko musiałam czytać w Twoich oczach. Zawsze widziałeś gdzie jest mój szczyt, ja widziałam tylko najbliższy kawałek ścieżki. Mogłam zapytać, ale...

zapach złotem malowany

Są dwa zapachy na świecie które już na zawsze będą mi przypominać o szczęśliwym dzieciństwie spędzonym na wsi, pod lasem, na małym  gospodarstwie moich dziadków, z którymi mieszkaliśmy wspólnie. Pierwszy z nich to zapach kwitnącej lipy, słodki do przesady, miodowy, duszny a w upalne dni wręcz mdlący. Lipa stała u wejścia do lasu, zaraz za naszym podwórkiem, i stoi tam zresztą do dziś, pod nią prowizoryczna ławeczka, na której lubiłam siadać i  po prostu rozmyślać. Czasem siadywała tam ze mną babcia rozmawiając ze mną o różnych sprawach, czasem czytałam tam lektury a w czasach studenckich uczyłam się na letnią sesję. Ilekroć czuję zapach lipy przypominam sobie te piękne chwile. Drugim zapachem jest woń koszonego zboża. Duszny, podszyty polnym kurzem, rozedrgany od ciepła mączny zapach koszonego i młóconego we wnętrzu kombajnu zboża. Nie zdawałam sobie nawet z tego sprawy, jednak kiedy kilka dni temu za płotem naszego ogrodu dwie potężne maszyny rozpoczęły pracę na wielgachnych ...

chłopak ze zdjęcia

Pamiętam go takim, jakim widziały go moje nastoletnie zakochane oczy, jakim go odbierałam zamroczona pierwszym poważnym nieodwzajemnionym uczuciem. Nieco wyższy ode mnie, średniej budowy, ze szczeciną ciemnych włosów, zawsze trzymał się prosto, ale nie sztywno. Zazwyczaj w koszuli założonej na t-shirt oraz dżinsach. Czarnych lub niebieskich. W krótkim rękawku widywałam go rzadko, nawet w dość ciepłe dni. Dłonie miał smukłe, zadbane, blade, jak ktoś, kto nie pokazuje się słońcu, z wyraźnie widocznymi czarnymi włoskami. Pamiętam jego twarz, pociągłą, z niebieskimi, lekko opadającymi oczami, wąskimi ustami i troszkę za dużym nosem. Połączyła nas szkoła, ale już nie potrafię powiedzieć kiedy dokładnie zorientowałam się, że mi na nim szczególnie zależy. Po prostu któregoś dnia uświadomiłam sobie, że dzień bez niego jest okropny, beznadziejny i smutny. Że na jego widok serce skacze mi z radości a w płucach brakuje powietrza. Starałam się jednak nie okazywać tego po sobie, mając niejasne prze...