Przejdź do głównej zawartości

urodziny

Doprawdy, nie mogę pojąć, jak do tego doszło...
Parę miesięcy temu huśtałam się w naszym pierwszym domu na garażowej huśtawce, tata zajęty czymś ciężko wzdychał próbując uniknąć oberwania w głowę moimi nogami. A już zaraz była przeprowadzka, do babci i dziadka. Do rodzinnego domu mojej mamy. Nie tak dawno przecież jechałam na drewnianym wozie ciągnionym przez konia, na którym poustawiane były solidnie zabezpieczone kryształy i szkło, a między tym wszystkim ja, mająca pilnować, aby się to czasami nie potłukło.A teraz się rozglądam po moim trzecim z kolei domu i znajduje tylko dwa małe kryształowe kosze podarowane mi przez mamę. Chyba niedawno tata stawiał przepierzenie w naszej kuchni obijając je boazerią, prawie po ciemku, bo myśmy miały spać, chociaż uparcie zerkałyśmy spod koca na nowe odcinki "Policjantów z Miami". Dziś patrzę a w tym miejscu kuchnia od siostry i zabawki jej córki. Gdzieś zapodziała mi się ulubiona lalka, mój misio z którym chodziłam spać, cztery tomy "Koziołka Matołka" i dwa o małpce Fiki Miki. Wszędzie leżą pieski z "Psiego Patrolu" i książkowe przygody Peppy oraz Maszy. Gdzieś tu jeszcze pewnie leżą, jeśli się dobrze rozejrzeć, moje i sióstr ulubione zabawki. Powinna być metalowa kuchnia 3-segmentowa, czerwona w grochy, skołtunione  lalki Barbie, łóżka z kartoników i uszyte przez nas pościele z atłasowej, fioletowej sukienki mamy. Pewnie gdzieś leżą dębowe stoły z opakowań po Matjasach. Rozglądam się na próżno, wszędzie tylko współczesne, kolorowe plastikowe zabawki, kilka drewnianych klocków, puzzle z bohaterami których nie pamiętam. Dopiero co przed paroma tygodniami skakałam w gumę, zupełnie bez zdolności i sukcesów, przeminęło. Parę dni temu po szkole poszłyśmy z koleżanką na lody, a dziś jej dzieci powiedziały mi "dzień dobry". Ciągle mi coś za małe, zbyt kolorowe, nie pasujące. Ciągle mi wszędzie "pani" i zaczynają badać mi cholesterol. Dotąd nie myślałam, że coś może boleć. Wolno mi wypić i nawet zapalić. I mogę wracać po 22. Mama mi już nie daje na drożdżówki. Przychodzą do mnie jakieś rachunki. Dopiero co się cieszyłam na mój własny ślub, a dziś mi mały człowieczek mówi mamo. Kiedy się to wszystko stało? Przecież to wszystko było zupełnie niedawno. Kto decydował że mam już ponad trzydzieści lat? Przecież ja nawet nie jestem dorosła. Oglądam bajki, jak zawsze. Ciągle się huśtam na huśtawce i nawet lubię skakać na trampolinie. Biegnę zobaczyć jak leci samolot, liczę sekundy od błyskawicy do grzmotu, cieszę się deszczem w letnie popołudnie, zbieram liście do zasuszenia, piję kakałko i ciepłą herbatę. Wciąż jeszcze nie jestem poważna, choć czasem smutna bez powodu. Włosy mam ciągle tak samo niesforne jak wtedy, gdy mama czesała mnie do zdjęcia w drugiej klasie. I wciąż, choć wiem coraz więcej, czuję się jeszcze za mało mądra. Tyle spraw już zostało w tyle, ludzi, emocji, wspomnień i snów. I coraz większy plik fotografii, na moich ścianach brakuje miejsc. I coraz dłuższa modlitwa za zmarłych, coraz krótsze dni.
Dzisiaj kolejne piękne życzenia, prezenty, goście i miłe chwile. A ja nie jestem jeszcze gotowa. I bardzo proszę, gdyby ktoś mógł, wziąć mój dowód i poprawić pesel...

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bez Ciebie

Było mi łatwiej nie pamiętać  bliskości Twoich szerokich ramion mapy pieprzyków na Twoich plecach  zagłębienia obojczyka linii szyi znajomej jak droga do domu Było mi łatwiej bez dotyku, zapachu bez znajomego uścisku  z pustym miejscem na plecach po Twoich ciepłych dłoniach  ...Niż z tym jednym przytuleniem Wróciła jak trzaśnięcie biczem pamięć o wszystkich chwilach spędzonych w tych ramionach o wszystkich tańcach z twoją dłonią na moich plecach, o gęsich skórkach pod twoimi palcami o małych i wielkich rozkoszach kiedy byłeś tak blisko Wróciły jak pazury lwa rozszarpujące zwierzynę  wszystkie ciche dni, wyrzuty wilgotne od łez oczy zagubione spojrzenia szukające stabilizacji lęk i niepewność przed tym co ucieka wzajemne pretensje, coraz głębsze rany i głuche milczenie, które tylko dzieli Nie chcę ich pamiętać  boli moja wina błędy i pomyłki uderzają w twarz coś było i uparcie tego nie ma jak człowieka w tym słynnym wierszu Szymborskiej  myśmy też umarl...

Anioł śmierci

Zabiłam już w sobie kilka razy ochotę na życie. Odbudowuję ją później mozolnie, kawałek po kawałku, składając dobre słowa jak cegły ocalałe po detonacji. Na nowo, od fundamentów buduję mury pewności siebie, radości z każdego dnia, ochoty na kolejny świt i wiary w to, że ten świat jest lepszy od tego po drugiej stronie. Czytam mój list do taty, próbuję odnaleźć siebie w tych słowach pełnych pewności i stanowczości. Teraz, kiedy znów zabiłam w sobie chęć do życia. Zabiłam milion razy setki pomysłów na siebie. Na piękno, zdrowie, dobre samopoczucie. Na ćwiczenia, spacery, rozwój i dobrostan. Zachłysnęłam się na chwilę i wyplułam z obrzydzeniem. Odrzuciłam, najdalej jak można, odwróciłam się plecami, udaję, że nigdy ich nie było. Żal przyćmiewam kolejnym papierosem, topię w perlistym prosecco, zagłuszam zbyt głośną muzyką. Nie patrzę w lustro, nie staję na wadze, nie chcę widzieć wszystkich wad i niedoskonałości. Nie potrafię spojrzeć na siebie inaczej, jak tylko z mocnym wyrzutem.  Za...

Wiedźmy też czasem płaczą

Wiedźmy też czasem płaczą. Z nieustalonego żalu za wolnością, nieskrępowaną i dziką, targającą włosami na wietrze. Taką, która wymiata z duszy niepokój, ból, troskę i smutek. Z tęsknoty za najczulszym dotykiem. Cichym w urwanym oddechu, w szepcie, w gęsiej skórce na plecach.  Z ciężaru wspomnień kładących się cieniem na każdym dniu. Ciążących ołowiem win, raniących kolcami kłótni, ziąbiących obojętnością wygasłych uczuć. Z bólu trącanych wzruszeniem strun duszy. Katując się dźwiękami szarpiących serce nut, rozdrapując stare zaschnięte rany do świeżej krwi. Z nadzieją, że jej czerwień i ciepło obudzą cokolwiek do życia. Z powodu pustych, nic nie wartych słów rzucanych na wiatr. Cichych obietnic zawartych w spojrzeniach, z których nie został już ślad. Nadziei, zdeptanych przez chichoczący los. Z powodu każdej błahej sprawy, co urasta do rangi tragedii. Siada na barki i pochyla w bezradności ramiona.  Z powodu każdego upadku, którego nikt nie może zobaczyć, z którego trzeba się p...